Mieszkańcy ul. Poziomkowej w Chabsku od kilku lat zmagają się z problemem stanu drogi dojazdowej do swoich posesji. Przez wielkie rozlewisko, które tworzy się po deszczach i zimowych roztopach nie mogą swobodnie korzystać z drogi. Na domiar złego, woda zalegająca na ulicy zalewa fundamenty domów. Ich zdaniem telefony do dyrektora wydziału gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska w mogileńskim ratuszu Arkadiusza Grobelskiego na niewiele się zdają. Z problemem pozostawieni są sami sobie.
ZALEWANA ULICA
W ubiegłym tygodniu skontaktowali się z nami mieszkańcy ul. Poziomkowej w Chabsku. W marcu minie trzeci rok, jak Sławomir Kubasik zamieszkał przy tej ulicy, gdzie wybudował dom. Łukasz Śniegowski mieszka tam dłużej. Oboje od początku walczą z gminą Mogilno o poprawę warunków ich życia, chociaż jak twierdzą problem z występującym na drodze dojazdowej do ich posesji rozlewiskiem pogłębia się z dnia na dzień. W tej chwili graniczy z cudem bezpieczny dojazd do ich domów.
Sławomir Kubasik twierdzi, że oprócz dyskomfortu jazdy, awarii ulegają samochody, które notorycznie są zalewane. - Jakiś samochód mam, na który pracuję i nie chcę, aby przez tą wodę on zalewał się i psuł. Ani goście do mnie nie przyjadą, a dzieci, które chodzą na przystanek autobusowy muszą zakładać kalosze, bo inaczej się nie da przejść, bo przed domem jest dosłownie jezioro. Śmialiśmy się z sąsiadem po świętach, że na następne święta będziemy sobie karpie przed domem łowić. Ja mam swoje do powiedzenia i nie boję się tego mówić - opowiada nam Sławomir Kubasik.
- GMINA ROBI TO NIEUDOLNIE
Jego zdaniem telefony do dyrektora wydziału gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska w mogileńskim ratuszu Arkadiusza Grobelskiego na niewiele się zdają. Twierdzi wręcz, że dyrektor Grobelski nie chciał z nim rozmawiać przez telefon, tylko porozumiewał się przez sms-y. - Ostatnio otrzymałem wiadomość sms-em, że sprawa jest w toku. Prosiłem go i prośby wysyłałem, żeby chociaż przysłał MPGK do wypompowania tej wody, żebyśmy mogli jak ludzie cywilizowani dojechać na swoje posesje, to była cisza. Fakt, że mu pocisnąłem, bo są nieudolni. Ktoś jednak wydaje zezwolenia na budowy domów - mówi Sławomir Kubasik. Dodaje, że kiedyś były tam rowy melioracyjne, które są obecnie zasypane, na co jego zdaniem ktoś z gminy zezwolił.
- Ja byłem nawet w Wodach Polskich i ten pan pokazał mi mapę przedwojenną, którą strach było rozłożyć. Ale powiedziałem, że na tych mapach tego nie będzie, bo są już nowe. To powiedział, że nie mają nowych map. Spytałem, czy mam mu pokazać w Google jakie są mapy, plany i tak dalej. To powiedział, że nie mają do tego dostępu. Powiedziałem, że są śmieszni. Oni sami w gminie nie wiedzą, co mają z tym zrobić. Biorą podatki od mieszkańców i cały czas mają wielki problem z tym, żeby drogę do porządku doprowadzić - dodaje pan Sławomir.
Dodatkowo mieszkaniec jest rozczarowany stosunkiem, jaki ma do mieszkańców zgłaszających problem dyrektor Grobelski. - Ja i trzech sąsiadów non stop do niego to zgłaszamy. Jeden z sąsiadów ma cały wjazd zalany. Nawet policja tam była i nic. Był nasz dzielnicowy zrobił notatkę, która ma iść do gminy. Wcześniej, po naszych sugestiach drodze gmina wstawiła studzienki, ale jakieś dwie śmieszne i to tylko, żeby nam zamknąć dziób. Jak sąsiad wodę wypompował, to jeszcze jakoś można było przejechać. Ale gmina nic nie robi, a jak coś zrobiła, to zrobiła to nieudolnie. To wszystko oczywiście zrobione było za pieniądze podatnika. Za nasze pieniądze - dodaje pan Sławomir.

Tak po zimowych roztopach i deszczach wygląda ulica Poziomkowa. Zamienia się w rwącą rzekę. fot. Sławomir Kubasik
KANALIZACJA WYBIŁA W DOMU
Rozmawialiśmy również z Mikołajem Kiszką, który przyznał, że gmina dwa razy w roku utwardza drogę, ale to i tak nic nie daje. - Z tą drogą to jest kaszana. Gmina, jak utwardza drogę to robi to od początku drogi, jak się wjeżdża z drogi asfaltowej. Wtedy wysypuje 4 do 5 wywrotek kruszywa. Zaczynają to kruszywo rozgarniać i okazuje się, że starcza tylko do połowy, walec nawet po tym nie przejedzie i po miesiącu są dziury z powrotem. Dziury generalnie to jest najmniejszy problem, chociaż i tak to jest uciążliwe. Patrząc na ilość domów, osiedle, które tu powstaje cały czas się rozbudowuje i mamy tak kiepskie drogi. Woła to o pomstę do nieba. Największy wrzód na tyłku, to jest to zastoisko wody. Raz, to sąsiedzi nie mogą dojechać do siebie na posesję, a dwa to mi zalewa przydomową oczyszczalnie cały czas. Kiedyś wezwałem kufę ale naleciało na nowo i dlaczego ja mam za to płacić. Wziąłem pompę, pompuję te wodę na pole, bo nie mam co z tym zrobić. Jak jest to zastoisko wody, to jest na wysokości mojego drenażu, więc wszystko to, co jest na drodze infiltruje do mnie, do domowej oczyszczalni i jak się spiętrza, to wpada mi do zbiornika, gdzie są ścieki brudne. A w efekcie jak nie było to wypompowane, to wybiła mi w domu kanalizacja. Przestała mi woda odchodzić i cofnęło mi się w prysznicu i wannie i wtedy musiałem pompę wrzucić, bo nie miałem co zrobić, byłem w kropce - opowiada pan Mikołaj.
ZACZĘŁO SIĘ OD ZASYPANIA ROWU MELIORACYJNEGO
Mikołaj Kiszka podobnie, jak jego sąsiedzi twierdzi, że był tam kiedyś rów melioracyjny i ktoś wyraził zgodę, żeby go zasypać i wtedy gruntowa gospodarka wodna się zaburzyła. Woda zamiast odpływać do jeziora, zatrzymuje się na drodze i mieszkańcy męczą się z wodami opadowymi.
- Wprowadzając się tutaj, nikt nie oczekiwał, że tu nagle będą dywany z asfaltu. Niemałe pieniądze gmina kasuje z podatków od nieruchomości, a to utwardzenie to jest jakiś dramat. Pomijam już fakt nie odbierania przez urzędnika telefonów od petentów. Tu jest glina w gruncie i w porze letniej jest okej, ale jesienno-zimowa pora to tragedia. Skoro jest tutaj miejscowy plan zagospodarowania terenu, który był robiony ponad 10 lat temu, to są chyba jakieś zapiski odnośnie projektowanych dróg. Jeżeli są tutaj nazwy ulic, to chyba muszą być określenia, jaki będzie tutaj typ dróg. Żeby chociaż projekt był, jakby znalazło się jakieś dofinansowanie. Ale oni o tym nawet nie pomyśleli - tłumaczy reporterowi Mikołaj Kiszka.

Tak po zimowych roztopach i deszczach wygląda ulica Poziomkowa. Zamienia się w rwącą rzekę. fot. Sławomir Kubasik
MIESZKAŃCY PRZY INNYCH DROGACH TEŻ PŁACĄ PODATKI
Na pytania wysłane drogą mailowa do wiceburmistrza Jarosława Ciesielskiego, czy mieszkańcy ul. Poziomkowej w Chabsku mogą liczyć na jakieś konkretne ruchy w ze strony gminy w celu poprawy jakości życia mieszkańców, odpowiedział nam dyrektor Arkadiusz Grobelski.
Przyznał, że rozumie rozgoryczenie mieszkańców, ale gmina posiada wiele kilometrów dróg o nawierzchni gruntowej i tłuczniowej, które o tej porze roku i panujących warunkach atmosferycznych (nagłe ocieplenie po okresie silnych mrozów i związane z tym szybkie topnienie śniegu oraz intensywne opady deszczu, kiedy ziemi głębiej jest jeszcze zamarznięta) wyglądają podobnie, albo nawet gorzej niż ul. Poziomkowa. W szczególności tam, gdzie dodatkowo wywożone były w tym okresie buraki.
Jego zdaniem mieszkańcy posesji zlokalizowanych przy tych drogach również płacą podatki i też chcieliby dojechać bez problemów do domów.
- Niestety z uwagi na powyższe nie zawsze jest to możliwe. Gminy nie stać również na wykonanie wszystkich dróg z asfaltu, czy też kostki i wykonanie odwodnienia. Wielokrotnie ten temat był już omawiany z mieszkańcami ul. Poziomkowej. Na ich prośbę wykonane zostały studnie, o których już od początku informowałem, że prędzej niż później nie spełnią swojej roli. Dlatego teraz nie rozumiem zarzutów, że gmina wykonała żałosne studnie. Mieszkańcy domagali się też wykonania kanalizacji deszczowej. Tutaj również informowałem, że wykonanie takiej kanalizacji niczego nie zmieni, a gmina poniesie tylko duże wydatki na ten cel. Powód - kanalizacja taka wymaga wykonania projektu, a przede wszystkim do czasu wykonania utwardzonej nawierzchni i tak byłaby nieczynna. W przeciwnym razie już po pierwszych intensywnych opadach zostałaby zamulona błotem. Poza tym, że przestałaby spełniać swoją rolę to jej udrożnienie mogłoby okazać się niemożliwe i ostatecznie nadawałaby się tylko do wymiany. Ponadto należy zwrócić uwagę na fakt, że część wody spływa na drogę z przylegających działek - informuje Arkadiusz Grobelski.

Ulica Poziomkowa po zimowych roztopach fot. Sławomir Kubasik
NIE WYPOMPUJĄ WODY, BO SPRZĘT W NAPRAWIE
W kwestii domagania się przez mieszkańców ul. Poziomkowej wypompowania wody z drogi, bo płacą podatki, pan Grobelski stwierdził, że jak zatem traktować pozostałych mieszkańców w innych częściach znajdujących się w podobnej sytuacji, też płacących podatki.
- Mimo tego kolejny raz poprosiłem MPGK o wypompowanie wody. Niestety okazało się, że sprzęt znajduje się w naprawie i do czasu jej zakończenia trzeba z tym poczekać. O czym rozmawiałem z panią mieszkającą na ul. Poziomkowej. Więc nie do końca jest prawdą, że nie odbieram telefonów. Poza tym, jak już wcześniej wspomniałem, ten temat już wcześniej kilkukrotnie omawiałem z innym mieszkańcem ulicy (prawdopodobnie z tym, który zwrócił się do Pałuk). Długie rozmowy zawsze kończyły się tak samo, roszczeniowo "bo płacę podatki", groźbami wystąpienia do prokuratury, czy też sądu. Kolejna taka rozmowa z uwagi na w/w powody niczego nie zmieni, skończy się tak samo, natomiast dezorganizuje moje inne obowiązki. Większym nietaktem (niegrzecznością) z mojej strony byłoby przerwanie na kilkanaście (kilkadziesiąt) minut trwającego akurat spotkania na kolejne powtarzanie bez efektu tego samego co wcześniej. Mimo wszystko w krótkich wolnych chwilach odpowiadałem na sms-y. Tak poza tym uściślając, z historii w telefonie wynika, że nie odebrałem telefonu od tego mieszkańca tylko raz, zapewne z racji innych obowiązków (numeru telefonu nie miałem zapisanego, dlatego nie mogłem wiedzieć, o co chodzi). Następnego dnia od rana otrzymywałem sms-y (pierwsze jeszcze w drodze do pracy), więc się dostosowałem. Często tak robię i jakoś z tego powodu nikt nie ma pretensji, a mi ułatwia to też pracę - poinformował nas Arkadiusz Grobelski.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze