Reklama

Witold Paczkowski - nazywano go złotą rączką

Był człowiekiem wielu pasji i zainteresowań. Nie było takiej rzeczy, której nie potrafiłby wykonać bądź naprawić. Pozostało po nim w Mogilnie wiele śladów jego ogromnego talentu artystycznego: witraż od strony jeziora w znajdującym się na cmentarzu mauzoleum pomordowanych w czasie II wojny światowej, lampy na ścianach mogileńskiej fary, korona Matki Boskiej przy bramie klasztornej i metaloplastyka w kościołach mogileńskich. Jego królestwem był warsztat na poddaszu w rodzinnym domu przy ul. Kościuszki.

Dom przy ul. Kościuszki w Mogilnie zbudowany przez Witolda i Helenę Paczkowskich. Tutaj na poddaszu mieścił się warsztat pracy pana Witolda. fot. Paweł Lachowicz

    ULICA JAGIEŁŁY
    Witold Paczkowski urodził się 11 kwietnia 1909 r. w Kruszwicy jako syn Piotra i Pelagii z domu Radtke. Miał pięcioro rodzeństwa. Ojciec jego prowadził w Mogilnie warsztat mechaniczny przy ul. Jagiełły (w kamienicy gdzie dziś jest sklep zabawkowy), dlatego w 1920 r. cała rodzina Paczkowskich przeniosła się do Mogilna. Tutaj Witold chodził do szkoły powszechnej i wydziałowej. Szkoły wydziałowej jednak nie ukończył, ponieważ po śmierci matki musiał pomagać ojcu w utrzymaniu rodziny i pracował w jego warsztacie. W latach 1925-1928 podjął praktyczną naukę zawodu u kupca-bławatnika Czesława Gniewkowskiego, przy ul. Jagiełły, w budynku na wysokości dzisiejszej siedziby Banku Spółdzielczego; tam Gniewkowski miał swój sklep i warsztat. Jednocześnie uczęszczał do wieczorowej dokształcającej szkoły zawodowej.
    ZŁOTA RĄCZKA
    Już od najmłodszych lat można było zauważyć jego niesamowite zdolności manualne. W wieku 18 lat sam zbudował dwulampowy radioodbiornik. Ponieważ doskonale znał się na budowie radia, firma Philips zatrudniła go jako inspektora Pogotowia Radiowego w Mogilnie. Pracował również w hurtowni broni myśliwskiej i amunicji u myśliwego Niemca Stosiusa, gdzie przyswoił sobie tajniki zawodu rusznikarza. Hurtownia znajdowała się w niskim budynku na pl. Wolności, patrząc od strony ul. Jagiełły za dzisiejszym kioskiem przy wejściu na planty.
    Nauczył się również preparowania zwierząt i ptaków. Nazywano go złotą rączką. Nie było rzeczy, której nie potrafiłby wykonać. Drewno, gips, zwoje drutu, szyszki, części metalowe - to materiały, z których potrafił wyczarować najrozmaitsze przedmioty użytkowe i ozdobne. Już jako nastolatek w 1928 r. zaczął wysyłać swoje prace na wystawy, m.in. do Poznania, Katowic, Bydgoszczy i Warszawy. Swoje prace prezentował również na wystawach w Mogilnie. Paczkowski jest również autorem kilku wynalazków technicznych prezentowanych na warszawskiej wystawie zorganizowanej w 1939 r. przez Polskie Stowarzyszenie Popierania Wynalazków. Dwa z trzech ulepszeń dotyczyły radia. Krótko przed wybuchem wojny zdołał ukończyć kurs radiowy w Warszawie, po czym został kierownikiem zakładu radiowo-rowerowego w Złotnikach Kujawskich. Była to filia zakładu Janusza Lipczyńskiego z Inowrocławia.

Mogileński cmentarz - witraż w oknie mauzoleum (od strony jeziora) pomordowanych w czasie II wojny światowej to także praca Witolda Paczkowskiego fot. Paweł Lachowicz

    ŚLUB Z HELENĄ
    W Złotnikach 15 października 1940 r. ożenił się z Heleną Lewandowską, z którą ma czwórkę dzieci: Rafała, Benedykta, Aurelię i Urszulę. W Złotnikach Kujawskich zastała go wojna. - Mieszkaliśmy w budynku na samym dworcu kolejowym. W czasie wojny wyjechaliśmy, a Niemcy zajęli nasze mieszkanie. Właściwie to nie musieliśmy wyjeżdżać, bo w sumie to byliśmy bezpieczni. A to dzięki mojemu mężowi, który był im bardzo potrzebny do wykonywania różnych prac, ale Witold nie chciał im służyć. Dotarliśmy pod Warszawę pociągiem, a dalej przebrani za rybaków łodziami tzw. berlinkami trafiliśmy do Warszawy, gdzie dopiero byliśmy bezpieczni - opowiada żona  Witolda Paczkowskiego. Okupację przeżył w Małopolsce, gdzie zarabiał na życie reperując maszyny do szycia i pisania. Paczkowski wraz z żoną trafił do Kamieńska k. Piotrkowa, a później do Sędziszowa k. Rzeszowa. Tam urodził się ich pierwszy syn Rafał. Jednak musieli stamtąd uciekać, bo miasto zajęli Rosjanie i Paczkowscy bali się, że wywiozą ich na Sybir. Wówczas wrócili do Kamieńska i tam mieszkali do zakończenia wojny.
    POWRÓT Z GUBERNI
    Zaraz po wojnie spakowali cały swój dobytek, również ten pozostawiony, a później odzyskany w Złotnikach Kujawskich i powrócili w rodzinne strony Witolda, czyli do Mogilna.         
    Tutaj własnymi siłami pobudowali dom przy ul. Kościuszki. - Nie było nam w tamtych czasach zbyt łatwo, ale też nie było źle. Jak mąż pracował w warsztacie, to ja na dole robiłam swetry, garsonki, bluzeczki i spódnice na drutach. Dzięki temu, że mąż umiał bardzo dużo wykonać samodzielnie, nasze życie było o wiele łatwiejsze. Zawsze żyliśmy w zgodzie. Nasi synowie odziedziczyli umiejętności po ojcu, też potrafią sami wykonać wiele rzeczy - wspomina 85-letnia Helena Paczkowska.
    NA PODDASZU
    W Mogilnie w pobudowanym domu na poddaszu Witold Paczkowski prowadził swój własny warsztat. Uzyskał pozwolenie na wykonywanie zawodu radiomechanika oraz wytwarzania galanterii z rogu i innych surowców odpadowych. Oglądając rękodzieła mogileńskiego artysty widzimy przede wszystkim kinkiety i lampy wiszące wykonane z poroży. Świeczniki, noże z uchwytami rogowymi, butelki pokryte imitacją drewna - według własnego pomysłu. Na każdej butelce znajduje się herb Mogilna i miedziaki. Imitacją pokrywał także wyrzucane do pojemników  puszki, robiąc z nich estetyczne kubełki i czarki. Dzięki nawiązaniu kontaktu z Pawilonem Rzemiosła w Katowicach mógł sprzedawać tam swoje wyroby.
    Pośród różnych pasji i zainteresowań pan Witold był również zapalonym zbieraczem staroci, które dzięki swoim umiejętnościom potrafił doprowadzić do świetności. Między tymi starociami były przede wszystkim przepiękne żyrandole, lampy naftowe, żelazka na węgiel drzewny i na duszę, stare sztućce, popielnice, zegary, kufle, porcelana i wiele innych przedmiotów. Lampy powozowe wykonane przez Witolda Paczkowskiego zdobią do dziś powozy w zamku w Łańcucie. - Kiedyś mąż zwiedzał z wycieczką pałac w Łańcucie. Zauważył, że niektóre powozy nie mają lamp. Zaofiarował swoje usługi. Początkowo jego propozycję przyjęto z rezerwą.
    W końcu odrestaurował dla nich pięć sztuk lamp - wspomina pani Helena. Dom państwa Paczkowskich wypełniony jest po brzegi artystycznymi wyrobami pana Witolda. W kuchni na białych ścianach mieszczą się ptaki zrobione z blachy-laureatki wielu wystaw. W jadalni pejzaże, w które wkomponował preparowane przez siebie ptaki. W łazience metaloplastykę - ryby różnej wielkości. Prawie każdy przedmiot w mieszkaniu państwa Paczkowskich nosi na sobie piętno pracy gospodarza.

Reklama
Sowa - jedna z wielu prac metaloplastycznych pana Witolda fot. Paweł Lachowicz

    ŚLADY WITOLDA
    Również wiele miejsc w Mogilnie wzbogaciło się o prace wykonane bezinteresownie przez Witolda Paczkowskiego. Swój udział miał w odnowieniu pomnika Bohaterów Walk o Polskość i Wolność  Ziemi Mogileńskiej, stojącego od 1962 r. na Rynku, który zaprojektował bydgoski artysta rzeźbiarz Józef Makowski.
    Ponieważ Witold Paczkowski dobrze znał się z Makowskim, gdy został poproszony o pomoc w odnowieniu pomnika nie zawahał się nawet przez chwilę. Również mauzoleum pomordowanych w czasie II wojny światowej na mogileńskim cmentarzu zdobi piękny witraż wykonany przez Witolda Paczkowskiego. Lampy na ścianach mogileńskiej fary, korona Matki Bożej przy bramie wjazdowej do klasztoru czy metaloplastyka w kościołach, to także prace pana Witolda.
    Wiele prac artystycznych wykonanych przez mogileńskiego artystę znajduje się w domach rodziny, przyjaciół i znajomych Paczkowskich, bowiem artysta z okazji wszelkich imienin i uroczystości obdarowywał ich własnoręcznie wykonanymi pamiątkami.
Co zastanawiające, nigdy żadna placówka handlowa typu pamiątkarskiego na naszym terenie nie zainteresowała się pracami mogilnianina. Można było je natomiast kupić będąc w Katowicach.
    TALENT U SYNÓW
    Zdolności artystyczne po ojcu odziedziczyli przede wszystkim jego synowie. Najstarszy syn Rafał sam zbudował żaglówkę od stolarki poprzez części metalowe, aż do uszycia żagli, na której latami pływał po jeziorach. Wykonał również tabernakulum dla kościoła parafii Matki Bożej w Mogilnie (obecnie znajdujące się w Kaplicy MB Bolesnej na cmentarzu) oraz tablicę pamiątkową zamordowanych mogilnian znajdującą się na ulicy 900-lecia (na tzw. budynku pocztowym).     Natomiast syn Benedykt do dzisiaj w trzemeszeńskim Zakładzie Poprawczym prowadzi zajęcia plastyczne z wychowankami.
    Rafał Paczkowski mówi: - Ojca wspominam bardzo dobrze. Słowny, prawdomówny, punktualny i przede wszystkim pracowity. Był również niesamowicie odpowiedzialny. Jak się do czegoś zobowiązał, to stawał na głowie, żeby to wykonać. Miał wszystkie te cechy, których brakuje obecnie naszemu społeczeństwu. Obiegowo nazywano go „złotą rączką”.
    PRACOWAŁ DO KOŃCA
    W wieku 67 lat, w 1976 r. przeszedł na zasłużoną emeryturę. Jednak nie zaprzestał pracy w swoim warsztacie. - On był pracoholikiem. Czasami mówiłam mu, żeby trochę odpoczął, ale on do końca, jak tylko starczało mu sił siedział w pracowni - wspomina żona Helena. Zmarł po dwuletniej ciężkiej chorobie w wieku 87 lat, 11 maja 1996 r. i pochowany został na cmentarzu w Mogilnie.

  Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 854 (26/2008)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości