Reklama

Właściciel fermy nie musi płacić za ścięte drzewa

Ferma norek w Smolarach powstała w środku lasu, w miejscu wykarczowanych drzew fot. Roman Wolek Ferma norek w Smolarach powstała w środku lasu, w miejscu wykarczowanych drzew fot. Roman Wolek

Trzemeszno, gmina, Smolary, norki, ferma, wycinka, drzewa
     Właściciel fermy nie musi płacić za ścięte drzewa
     Gmina Trzemeszno nie będzie dochodziła roszczenia finansowego w sprawie wykarczowania 2.300 drzew w lesie na terenie, na którym gnieźnieński przedsiębiorca zbudował fermę norek.

     INWESTYCJA W TAJEMNICY
     Dobiega końca postępowanie prowadzone w Urzędzie Miejskim w Trzemesznie związane z podejrzeniem niewywiązania się gnieźnieńskiego przedsiębiorcy z konieczności nasadzenia odpowiedniej ilości drzew w Smolarach (gm. Trzemeszno). Dotyczy ono budowy fermy norek w tej miejscowości przez Pawła Hildebrańskiego z Gniezna. Wiadomo już jednak, że przedsiębiorca ten uniknie uiszczenia prawie 1,5 mln zł opłaty za usunięcie drzew z terenu, na którym wybudował później fermę norek. Sprawa ta budzi jednak kontrowersje. Urzędnicy ratusza niechętnie udzielają informacji i skutecznie uniemożliwiają dokładne poznanie jej okoliczności. Odmówiono nam wglądu do całości dokumentacji. Reporter Pałuk został poinformowany przez urzędników, że może wnioskować tylko o wyrażenie zgody na wgląd w niektóre dokumenty, jeśli szczegółowo sprecyzuje o jakie dokumenty chodzi. Zresztą sama budowa fermy także odbywała się bez rozgłosu. Np. duża część radnych i okolicznych mieszkańców dowiedziała się o niej dopiero, gdy już działała.
     O sprawie tej pisaliśmy po raz pierwszy w styczniu bieżącego roku. Od tamtej pory udało nam się zdobyć nieco więcej informacji. Po pierwszym artykule gnieźnieński przedsiębiorca dzwonił do reportera Pałuk. Pytał, dlaczego opisaliśmy tę sprawę nie pytając go o zgodę. Informował także, iż zastanowi się, czy nie oddać reportera Pałuk do sądu za to, że sfotografował jego fermę norek w Smolarach.
     POCZĄTKOWO BEZ WYMAGAŃ
     Początek tej sprawy sięga 10 lutego 2012 r. Wtedy to gnieźnieński przedsiębiorca, będący właścicielem działki w Smolarach, na której rósł las, zwrócił się do burmistrza Krzysztofa Derezińskiego z wnioskiem o wydanie pozwolenia na wycinkę 2.300 drzew i 300 m2 krzewów.
     Na terenie tym deklarował prowadzenie działalności rolniczej. Jak się później okazało, zbudował tam fermę norek. Jedna z pracownic Urzędu Miejskiego przeprowadziła oględziny wnioskowanych drzew i stwierdziła, że z 2.300 drzew wymienionych we wniosku tylko 900 wymaga pozwolenia na wycinkę. W związku z tym burmistrz Dereziński wydał decyzję administracyjną zezwalającą na wycinkę drzew i krzewów we wskazanym miejscu. W decyzji tej nie wskazał konieczności nasadzenia drzew i krzewów, czyli działań kompensacyjnych za dokonaną wycinkę. Dopiero 24 kwietnia 2012 r. decyzja ta została zmieniona. Zgodnie z nową decyzją nakazano wnioskodawcy w zamian za wycinkę nasadzić na nieruchomości 900 nowych drzew w terminie do 31 października 2013 r. Dopisano także, iż zgodnie z ustawą o ochronie przyrody, przedsiębiorca za usunięcie drzew ma zapłacić 1.471.900 zł. Jednocześnie odroczono termin uiszczenia opłaty na okres 3 lat od dnia wydania decyzji, czyli do 24 kwietnia 2015 r. W decyzji zaznaczono również, że jeżeli posadzone w zamian drzewa i krzewy zachowają żywotność po upływie 3 lat od dnia ich posadzenia lub nie zachowają żywotności z przyczyn niezależnych od posiadacza nieruchomości, należność z tytułu ustalonej opłaty za usunięcie drzew lub krzewów będzie podlegała umorzeniu.
     WSZYSTKO SIĘ ZGADZAŁO?
     Gnieźnieński przedsiębiorca bardzo szybko dokonał wycinki ponad 2 tys. drzew. Dokonał też nasadzeń. Na jego wniosek 16 maja 2012 r. dokonano oględzin w terenie. Uczestniczyli w nich - reprezentująca Urząd Miejski Natalia Stachowiak (obecnie nie pracuje już w UM) oraz przedsiębiorca Paweł Hildebrański. W sporządzonym wtedy protokole obydwie osoby potwierdziły nasadzenie 1.000 drzew, w tym: 250 grabów, 250 wiązów, 250 sosen czarnych i 250 świerków oraz 300 m2 krzewów. Stwierdzono więc, że dokonanie nasadzeń nastąpiło zgodnie z treścią decyzji w wymaganej ilości i w obrębie ewidencyjnym wskazanej nieruchomości. Próbowaliśmy ustalić, w jaki sposób dokonano wtedy liczenia tysiąca drzew, i ile czasu trwały te czynności. Żadnych informacji w tej sprawie nie dostarcza jednak analiza ewidencji wyjść pracowników Urzędu Miejskiego z 16 maja 2012 r. Natalia Stachowiak nie zanotowała tam żadnego wyjazdu do Smolar, ani powrotu z tego miejsca. W tym dniu zapisała jedynie krótki pobyt na terenie dworca PKP w Trzemesznie. Wiceburmistrz Dariusz Jankowski, który był wtedy bezpośrednim przełożonym tej urzędniczki przyznaje, że w takim razie nie dopełniła ona formalności związanych z ewidencją wyjść w godzinach służbowych, jednak podkreśla, że dla sprawy miarodajny jest protokół nasadzenia drzew i krzewów podpisany wtedy przed przedsiębiorcę i przedstawicielkę Urzędu.
     O okolicznościach liczenia drzew w 2012 r. próbowaliśmy kilkakrotnie porozmawiać z byłą urzędniczką, ale nie odbierała ona telefonu. Dwa dni temu rozmawialiśmy o tym z Pawłem Hildebrańskim. Gnieźnieński przedsiębiorca zapewnił, że przedstawiona wtedy liczba drzew była nawet większa niż ta, która była wymagana w decyzji ratusza, gdyż pamięta przecież ile drzew było przez niego zakupionych i później posadzonych.
     DRZEWA ZNIKAŁY, A PÓŹNIEJ SIĘ ROZMNAŻAŁY
     Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, w kwietniu 2015 r. właściciel fermy norek w Smolarach zwrócił się do Urzędu Miejskiego o umorzenie opłaty wynoszącej prawie 1,5 mln zł za wycinkę drzew w związku z dokonanymi wcześniej dosadzeniami. W związku z tym 1 lipca pracownicy ratusza dokonali oględzin w sprawie potwierdzenia zachowania żywotności drzew i krzewów w Smolarach. Brały w nich udział: Alina Skrzypczak, Natalia Stachowiak i Katarzyna Byczkowska.
     Jednak 1 lipca na wskazanej działce naliczono tylko 750 drzew, a nie 1.000, jak wskazywał protokół z 2012 r. W tym było 612 drzew żywych i 138 drzew obumarłych. W związku z tak dużą różnicą urzędniczki udały się w to samo miejsce także dwa dni później, czyli 3 lipca, aby upewnić się co do wcześniejszych obliczeń.
     Jednak tym razem o dziwo naliczono aż 1.003 drzewa, w tym 612 drzew żywych i 138 suchych oraz dodatkowo 253 drzewa żywe, świeżo nasadzone, których nie było 1 lipca. Nowo nasadzone drzewa wyróżniały się żywozielonym kolorem gałązek i łodyg, znacznie jaśniejszym od drzew posadzonych wcześniej. Widoczne były również bryły korzeniowe ze świeżą, czarną ziemią, odkształconą od doniczek. Nie stwierdzono natomiast obecności 300 m2 krzewów.
     MOŻE UKRADLI
     Taki stan rzeczy oznaczał jednak, że przedsiębiorca może być zobowiązany do zapłacenia prawie 1,5 mln zł. W związku z tymi poważnymi nieścisłościami w Urzędzie Miejskim wszczęto postępowanie wyjaśniające. Już wkrótce wyjaśniło się kto stał za rozmnożeniem się drzew. Przedsiębiorca będący właścicielem działki w Smolarach wyjaśnił bowiem, że to on dokonał nasadzenia 300 drzew 2 lipca, jak tłumaczył - w celu rekompensaty strat powstałych w środowisku w związku z wycinką drzew w 2012 r i niezachowaniem żywotności nasadzonych wtedy drzew. Wyjaśnił też, że 150 drzew prawdopodobnie zostało wcześniej skradzionych lub obumarły bez ewidentnych śladów wskazujących ich istnienie. Tak samo wyjaśnił brak 300 m2 krzewów.
     Jednak - jak sprawdziliśmy w Komendzie Powiatowej Policji w Gnieźnie - mimo deklarowanego podejrzenia kradzieży, nie zgłoszono nigdy tego faktu policji. Właściciel fermy w Smolarach powiedział, że nie zgłosił podejrzenia kradzieży, bo nie był pewien, czy brak drzew i krzewów spowodowały był kradzieżą, czy też obumarciem.
     BEZ PRECEDENSU
     Postępowanie w tej sprawie w trzemeszeńskim ratuszu trwa już prawie rok, a termin zakończenia był już przekładany kilkukrotnie. W wyjaśnianie włączona została kancelaria prawna pełniąca usługi prawne dla Urzędu Miejskiego.
     Na jednym z posiedzeń komisji rewizyjnej w ubiegłym roku burmistrz Dereziński tłumaczył, że nie chce podejmować pochopnej decyzji w tej sprawie, a później przegrać sprawy w sądzie. Zaznaczył jednak także, iż nie chce tworzyć precedensu oraz pozwalać na to, że ktoś kto się przestraszy i dosadzi drzewa po czasie, bo wtedy nikt nie będzie sadził drzew w określonym terminie, a będzie je dosadzał dopiero, gdy Urząd zacznie wyjaśniać sprawę.
     W ostatnim czasie Urząd zwrócił się o pomoc do biegłego. W związku z tym ekspertyzę sporządził Paweł Stopiński z Inowrocławia, biegły sądowy z zakresu ochrony przyrody, środowiska i kształtowania krajobrazu.
     WSZYSTKO BYŁO OK?
     Biegły ten w ubiegłym miesiącu w trakcie wizji terenowej na wskazanym terenie stwierdził nasadzenie 1.010 drzew i 5 m2 krzewów. 675 drzew było żywych, z czego: 603 w dobrej kondycji zdrowotnej, 43 w złym stanie zdrowotnym mających szanse na przeżycie i 29 bez szans na przeżycie. 335 drzew było martwych. Martwe były też krzewy nasadzone na 3 m2. Biegły w swojej opinii zwrócił uwagę, że ustawodawca nie określił dokładnie, co należy rozumieć przez przyczyny niezależne od posiadacza nieruchomości, mimo iż w ustawie zapisano, że jeżeli posadzone w zamian drzewa i krzewy zachowają żywotność po upływie 3 lat od dnia ich posadzenia lub nie zachowają żywotności z przyczyn niezależnych od posiadacza nieruchomości, należność z tytułu ustalonej opłaty za usunięcie drzew lub krzewów ma podlegać umorzeniu. Uznał jednak, że ustalone przez niego w Smolarach okoliczności uschnięcia drzew posadzonych w ramach działań kompensacyjnych takie jak: działanie zwierząt leśnych lub negatywny wpływ związany ze zmianą siedliska mieszczą się w kategorii przyczyn niezależnych. W odniesieniu do krzewów przyznał, że nie jest w stanie określić co było przyczyną zniknięcia 295 m2 krzewów. Reasumując biegły ocenił jednak, że właściciel nieruchomości w Smolarach wywiązał się z decyzji burmistrza dokonując nasadzeń drzew i krzewów.
     Jak na razie burmistrz Krzysztof Dereziński nie podjął jeszcze formalnie ostatecznej decyzji w tej sprawie, ale zarówno on, jak i jego zastępca Dariusz Jankowski zapowiadają, że właściciel fermy norek zostanie zwolniony z konieczności zapłaty prawie 1,5 mln zł za usunięcie drzew.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1265 (19/2016)

Reklama

Inne teksty na ten temat:

W tajemniczy sposób drzewa ginęły albo się rozmnażały

 

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości