Reklama

Wspomnienie z Powstania Warszawskiego

1 sierpnia 1944 r. około 17.00 na Smulikowskiego biegający młodzi ludzie zawieszają biało-czerwone flagi. Coś niesamowitego. To byli nasi chłopcy - Jadwiga Tomaszewska-Gwizdała wspomina wybuch Powstania Warszawskiego.

Jadwiga Tomaszewska-Gwizdała z Kołudy Wielkiej (gm. Janikowo) ma 82 lata [tekst podaje wiek z 2004 roku - przyp. red.]. W życiu przeszła niemal wszystko. Gdy wybuchła wojna, miała zaledwie 17 lat. Przetrwała kampanię wrześniową, okupację kraju, Powstanie Warszawskie i przesiedlenia w nieludzkich warunkach. Potem lata stalinizmu, stan wojenny. Przez całe życie wierna ideałom. By być uczciwym, sprawiedliwym i wrażliwym na nie tylko ludzką krzywdę. Podkreśla to zresztą do dziś.
Zarośnięta trawą dróżka prowadzi do niewielkiego domu, położonego już właściwie w parku. Przed domem wałęsa się kilkanaście kotów czekających aż gospodyni uchyli drzwi i da coś do zjedzenia. Mieszka sama. Dwa lata temu zmarł jej mąż Alojzy, który sporo życia poświęcił dla pobliskiego Instytutu Zootechniki. W domu bardzo skromnie i schludnie - "Co potrzebne, to się dorobiło, cudów nigdy nie było" - mówi reporterowi "Pałuk".
Wybuch wojny zastał ją w Poznaniu. Ojciec, Edmund Tomaszewski, pracował wówczas jako naczelnik Urzędu Celnego na okręg wielkopolski. W czasie I wojny światowej służył w armii niemieckiej, został nawet ranny. Potem aktywnie brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Jako komendant organizował powstanie w okręgu pałuckim. W początku marca 1940 roku rodzina Tomaszewskich została wysiedlona z Poznania (wówczas stolica tzw. Kraju Warty przyłączonego do III Rzeszy). Do domu Niemcy wtargnęli nocą. Dali kilka minut na spakowanie najważniejszych rzeczy. Siostra Jadwigi Tomaszewskiej mimo ciężkiej grypy nie miała wyjścia - musiała iść. Spaliwszy ojcowską bibliotekę, m.in. z dziełami Prusa, Niemcy zabrali ich do obozu przejściowego. Potem wywieźli do wsi Mąkosy Stare w Radomskiem. Tam, u biednych gospodarzy, musieli walczyć o przetrwanie.


Dla Małego Powstańca

Reklama

Z jasnych włosów się zsunął
Szary hełm przestrzelony
Rytmem rzuconej piłki,
upadł na ziemię, z głowy
upadł na ziemię, z głowy

My w dłoniach małych mamy
srogą butelkę z benzyną
i zamiast gry na boisku,
Depczemy wroga siłą...
Depczemy wroga siłą...

Za te bezdomne tysiące

Za krew przelaną zbrodniczo,
Za ciężkie w niewoli dzieciństwo
Giniemy tacy mali,
Niezwyciężona Stolico!
Niezwyciężona Stolico!

Pod Krzyżem
ze smutnym hełmem
Położę Ci wielką piłkę,
Żebyś w wolności wiecznej
Pobawił się nią choć chwilę

Reklama

   Jadwiga Tomaszewska-Gwizdała


Gdy ojciec Jadwigi Tomaszewskiej został zastępcą inspektora Urzędu Celnego (dobrze znał niemiecki) przenieśli się do Warszawy. Zamieszkali na ul. Smulikowskiego, na Powiślu. Tu zostali aż do Powstania Warszawskiego. W 1941 roku na szkarlatynę zmarła najstarsza siostra Irena.
- "1 sierpnia 1944 r. około 17:00 na Smulikowskiego biegający młodzi ludzie zawieszają biało-czerwone flagi. Coś niesamowitego. To byli nasi chłopcy" - nasza rozmówczyni wspomina wybuch Powstania Warszawskiego - "Potem strzały. Coraz więcej strzałów. Niemcy zniszczyli nas lotnictwem, inaczej nie daliby rady". Gdzieś we wrześniu (w połowie dwumiesięcznego powstania) wpadli w ręce Niemców. Dzięki zdobyciu fałszywych dokumentów uniknęli obozu pracy. Zostali skierowani do obozu przejściowego w Pruszkowie. Tam rodzina została rozdzielona. Dwie siostry i matka powędrowały ponownie w rejon radomskiego, tym razem do Końskich. Ojciec, jak się po wojnie okazało, po miesięcznym pobycie w Oświęcimiu wywieziony został na roboty. Tam też zmarł w lutym 1945, trzy miesiące przed końcem wojny.
Po wojnie w bydlęcych wagonach wrócili do Inowrocławia. Matka Teofilia, z domu Zwierzycka miała tu swoje korzenie. Pani Jadwiga po gimnazjum pracowała jako nauczycielka, najpierw w Woli Wapowskiej, potem w Kołudzie Wielkiej. Gdy w Polsce zaczęto zdejmować krzyże, odeszła z pracy. Na konferencji rejonowej w Inowrocławiu sprzeciwiła się postępowaniu władz. - "Do odważnych nie należę i nie należałam, ale nie mogłam pozwolić opluwać niewinnych ludzi" - wspomina. Mało co nie wylądowała w UB na przesłuchaniach. Wówczas poznała Alojzego i w 1948 r. pobrali się.
Matka zmarła w 1977 r., siostra Maria w 1983 r. Mąż przed dwoma laty. Dzieci nie mieli, więc pozostała sama. Siostrzeniec mieszka w Krakowie. Gdy zdrowie pozwala - przeszła bowiem wiele ciężkich operacji - Jadwiga Tomaszewska-Gwizdała pisze wiersze. Obok prezentujemy wiersz napisany z okazji 60. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Sama jednak nie mieszka. Kotów na podwórku nigdy nie brakuje: - "Zlikwidowano kilka budynków gospodarczych należących do Instytutu Zootechniki, to biedaki nie mają się gdzie podziać". A przecież zootechnika to nie tylko badania, doświadczenia i korzyści. To także miłość do zwierząt, której naszej bohaterce nie brakuje. Mimo skromnej renty zawsze im coś rzuci, kupi mleko. Od czasu do czasu zadzwoniła też do siostrzeńca. Teraz pozostała nawet bez telefonu. Instytut zredukował liczbę numerów.

Reklama

Paweł Ślawski

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 651 (32/2004)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości