Prawdopodobnie latem dojdzie do spotkania dwóch rówieśniczek. Elżbiety Kasprowicz z Mogilna, której dziadkowie Antonina i Jan Król byli właścicielami gospodarstwa w Czarnotulu do nocy z 16 na 17 listopada 1939 r. oraz Sylvii Giesen z Essen w Niemczech, której dziadkowie Ottilie i Wilhelm Lausch zostali przesiedleni na to gospodarstwo z terenu Łotwy 17 listopada 1939 r. 20 stycznia 1945 r. parobek Paweł pomógł niemieckiej rodzinie bezpiecznie uciekać do Niemiec. Dzień później do Mogilna weszli Sowieci. Potomków Pawła, których szuka pani Sylwia, jak na razie nie udało nam się odszukać. Po II wojnie światowej gospodarstwo wróciło do prawowitych właścicieli.

Antonina i Jan Król, przedwojenni właściciele gospodarstwa w Czarnotulu, które musieli opuścić w nocy z 16 na 17 listopada 1939 r. fot. archiwum rodziny Elżbiety Kasprowicz
KTO POMÓGŁ JEJ DZIADKOM
W 52 numerze tygodnika Pałuki ukazał się artykuł Uratował życie jej babci i ojcu, Sylvia Giesen szuka potomków.
Mieszkająca w Essen w Niemczech Sylvia Giesen trafiła do Pałuk dzięki Krzysztofowi Witczakowi z Mogilna - tłumaczowi i nauczycielowi języka niemieckiego w Zespole Szkół w Bielicach. Do niego z kolei dotarła poprzez Markusa Drägera z Engelskirchen - jednego z inicjatorów partnerstwa polsko-niemieckiego i osoby, która walnie przyczyniła się do podpisania umowy o partnerskiej współpracy między Mogilnem a Engelskirchen.
Artykuł przedstawiał historię dziadków Sylvii Giesen z domu Lausch - rolnika Wilhelma Lausch urodzonego w 1885 r., Ottilie urodzonej w 1890 r. oraz ich dwóch synów Harry’ego urodzonego w 1929 r. i Helmuta urodzonego w 1934 r.
Helmut Lausch to ojciec pani Sylvii. Rodzina Lausch była obywatelami Łotwy, narodowości niemieckiej. 17 listopada 1939 r. rodzina Lausch trafiła do Czarnotula w gminie Mogilno. - Zostali tu przesiedleni przez Niemiecką Spółkę Powierniczą (Deutsche Treuhandgesellschaft). Przydzielono im gospodarstwo zastępcze o wielkości około 20 ha w Czarnotulu 15 - dowiedzieliśmy się od Sylvii Giesen w grudniu 2013 r. Gospodarowali tam przez całą II wojnę światową.
We wrześniu 1942 r. podczas prac polowych dziadka pani Sylvii stratował jego własny koń. Wilhelm Lausch zmarł w szpitalu w Strzelnie. W Urzędzie Stanu Cywilnego zachowany jest rejestr zgonów z 1942 r. i zgon dziadka Sylvii Giesen tam figuruje. Kobieta nie wie jednak, gdzie jej dziadek jest pochowany. Nam także nie udało się tego ustalić.
Zdaniem naszej rozmówczyni, decydujący wpływ na losy jej babci Ottilie Lausch oraz jej ojca Helmuta Lausch miał Polak o imieniu Paweł - mieszkaniec Czarnotula. - Z narażeniem własnego życia zatroszczył się on 20 stycznia 1945 r. o to, by Ottilie Lausch ze swym małym synem Helmutem i dwiema innymi niemieckimi rodzinami jadąc zaprzęgiem konnym odnaleźli drogę do granicy z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. 5 lutego 1945 r. wycieńczeni trafili do miejscowości Pritzwalk w Brandenburgii - opowiadała pani Sylvia.
Sowieci w Mogilnie byli już następnego dnia, 21 stycznia. Weszli do Mogilna od strony Kwieciszewa. Sylvia Giesen jest pewna, że gdyby nie pomoc Polaka o imieniu Paweł, którego potomków kobieta teraz szuka, dziś prawdopodobnie nie byłoby jej na świecie.

Mogilnianie Elżbieta i Tadeusz Kasprowicz stoją przed tą samą ścianą domu w Czarnotulu (widok od podwórza), co na zdjęciu zachowanym w archiwum Sylvii Giesen. Obecnie jest to numer 30. Część domu widoczna z lewej strony dobudowana została już po II wojnie światowej. fot. Joanna Świetnicka
ROZPOZNAŁ DOM
Po publikacji artykułu w bożonarodzeniowym numerze Pałuk do reportera zgłosiła się wnuczka przedwojennych właścicieli gospodarstwa Antoniny i Jana Król z Czarnotula - Elżbieta Kasprowicz z domu Łykowska z Mogilna. Fragment domu rodzinnego swojej żony - opublikowanego na zdjęciu w 52 numerze Pałuk - rozpoznał mąż mogilnianki Tadeusz Kasprowicz.
GOSPODARZYLI 17 LAT
Jan Król w 1922 r. kupił w Czarnotulu gospodarstwo rolne. Gospodarstwo było jednym z największych, miało ponad 16 ha. Sięgało aż do tzw. pałacu w Czarnotulu, gdzie obecnie zlokalizowana jest świetlica wiejska. Gospodarstwo kilkukrotnie miało zmieniany numer domu. Obecnie to dom nr 30. Na terenie posesji znajdował się chlew, obora, stajnia i stodoła, a nad nimi ogromne spichlerze sięgające aż do pałacu, które po II wojnie światowej spłonęły wraz ze stodołą. Odbudowano tylko stodołę.
Antonina i Jan Król z czwórką dzieci zajmowali w domu w Czarnotulu 3 pokoje (na dole) oraz 1 pokój (na strychu).
WYSIEDLENI W MAŁOPOLSKIE
W nocy z 16 na 17 listopada 1939 r. dziadkowie pani Elżbiety zostali wysiedleni ze swojego gospodarstwa - wraz z czwórką dzieci: 10-letnią Krystyną (mama Elżbiety Kasprowicz), 14-letnią Marią, 16-letnim Kazimierzem (pojechał dobrowolnie do Norynbergii, gdzie zatrudnił się w Fabryce Amunicji) i 18-letnim Mieczysławem (wstąpił do AK na terenie Generalnej Guberni).
Na opuszczenie gospodarstwa rodzina Król miała tylko 15 minut. Mieli zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Cała rodzina trafiła w Generalnej Gubernii do Zabłędzy (woj. małopolskie), dokąd dotarła w wagonie bydlęcym. Zamieszkali w pożydowskim domu.
PRZESIEDLENI Z ŁOTWY
17 listopada 1939 r. do Czarnotula dotarła rodzina Lausch. Niemiecka rodzina nie zdążyła poznać polskich właścicieli gospodarstwa.
ZAWIĄZUJE SIĘ PRZYJAŹŃ
Po upływie trzech miesięcy od przymusowego wyjazdu z Czarnotula Antonina Król - w trosce o swoje gospodarstwo - postanowiła sprawdzić kto jest jego nowym gospodarzem i jak je prowadzi. Do Czarnotula pojechała towarowym wagonem w lutym 1940 r.
Jak się okazało gospodarstwo było bardzo dobrze prowadzone. Z opowiadań rodzinnych Elżbieta Kasprowicz kojarzy, że jej babcia bardzo zaprzyjaźniła się z przodkami Sylvii Giesen.

Dziadkowie Sylvii Giesen: Ottilie Lausch i Wilhelm Lausch. Zdjęcia pochodzą prawdopodobnie z dokumentów przesiedleńczych. Gospodarzyli w Czarnotulu od 17 listopada 1939 r. do 20 stycznia 1945 r. fot. arch. domowe Sylvii Giesen
- Jej dziadek Wilhelm Lausch załatwił nawet mojej babci niemiecką przepustkę, dzięki której mogła przyjeżdżać w wagonie towarowym do Czarnotula tak często jak tylko chciała. I tak babcia kursowała przez całą wojnę. Zdarzało się, że nocowała u tamtych ludzi. Moja babcia zaznała od nich wiele życzliwości. To byli Niemcy wyjątkowi. Byli naprawdę dobrymi ludźmi - opowiada Elżbieta Kasprowicz.
Otilie i Wilhelm Lausch podarowali Antoninie Król m.in. centryfugę do mleka (oddziela tłuszcz od mleka), mięso, maszynę do szycia, futra. Wszystko co była w stanie przewieźć w wagonach towarowych do Zabłędzy.
ZGINĄŁ W OBOZIE
Zimą 22 lutego 1942 r. Jan Król schwytany został w łapance ulicznej w Tłuchowie.
Dwa miesiące przebywał w wiezieniu w Tarnowie. W kwietniu 1942 r. trafił do został do Konzentrationslagier Gross-Rosen, do pracy w kamieniołomach, gdzie zmarł 25 czerwca 1942 r. w wyniku bicia i przepracowania. Istnieje na to dokument niemiecki, wydany w Gross-Rosen 17 lipca 1942 r.
Po wojnie rodzina jednak dowiedziała się, że tak naprawdę to Jan Król został spalony w krematorium.
POWRÓT PRZED WIELKANOCĄ
Antonia Król w 1945 r. tuż przed świętami wielkanocnymi wróciła do Czarnotula. Przyjechała pociągiem na stację do Kunowa. Tędy prowadziła linia kolejowa z Mogilna do Strzelna - dziś już nieczynna. Towarzyszyła jej córka Krystyna (mama naszej rozmówczyni), która zdecydowała się zostać na terenie gospodarstwa razem z mamą. Po powrocie na kobiety czekały m.in. krowy, konie, maszyny rolnicze, wóz. Rodzina Lausch niczego ze sobą do Niemiec nie zabrała.

To na tym zdjęciu Tadeusz Kasprowicz rozpoznał dom, w którym kiedyś mieszkał w Czarnotulu. Zdjęcie pochodzi z lat 1939-1945 (widok od podwórza). Ottilie Lausch z synami Harrym (ten wyższy), Helmutem i psem „Fiffi” przed domem w Czarnotulu pod numerem 15 fot. arch. domowe Sylvii Giesen
PRZEPROWADZKA DO MOGILNA
Krystyna Król, gdy miała 21 lat, założyła własną rodzinę. Wyszła za mąż za mieszkańca Czarnotula - Zygmunta Łykowskiego. Urodziła piątkę dzieci: Marię - 1950 r., zmarła po dwóch miesiącach, Jerzego - 1951 r., Elżbietę - 1953 r., Teresę - 1956 r. i Danutę - 1958 r. Antonina Król zmarła 23 maja 1968 r.
Gdy dzieci Krystyny Łykowskiej podrosły i założyły własne rodziny, to właśnie córka Elżbieta, która w 1973 r. wyszła za mąż, wraz z mężem Tadeuszem Kasprowiczem zdecydowali się przejąć gospodarstwo, w którym mieszkali przez 13 lat wspólnie z rodzicami pani Elżbiety.
W 1984 r. Elżbieta i Tadeusz Kasprowicz przeprowadzili się do Mogilna, a rodzice zostali w Czarnotulu. Zygmunt Łykowski zmarł 24 września 2006 r., natomiast Krystyna Łykowska zmarła 15 marca 2012 r. Jeszcze za życia kobiety Elżbieta i Tadeusz Kasprowicz sprzedali gospodarstwo w Czarnotulu. Zarówno Antonina Król oraz Krystyna i Zygmunt Łykowscy pochowani są na cmentarzu w Mogilnie.
PAROBEK PAWEŁ
Tadeusz Kasprowicz powiedział nam, że taka osoba jak Paweł, o którym w grudniowym artykule wspomina Sylvia Giesen, faktycznie była. Pracował jako parobek u dziadków jego żony od 1922 r. Pochodził z krakowskiego. Paweł był kawalerem, nie miał dzieci. Rodzina Król miała też służącą - Stefanię, także pochodzącą z krakowskiego. Zarówno Paweł, jak i Stefania, mieszkali na strychu domu w Czarnotulu, gdzie znajdowały się pomieszczenia dla służby.
Po II wojnie światowej Stefania i Paweł wyjechali z Czarnotula. Co się z nimi dalej działo, mogilanianie nie wiedzą.

Zabudowania gospodarcze przed II wojną światową i w jej trakcie ciągnęły się aż do widocznego w tle pałacu. Po wojnie spaliły się. fot. Joanna Świetnicka

W tym domu mieszkali dziadkowie Sylvii Giesen (widok od ulicy) fot. Joanna Świetnicka
LIST Z POZNANIA
Do redakcji przyszedł także list w sprawie artykułu o losach Otilie i Wilhelma Lausch. Napisał go 82-letni Sylwester Ciejek z Poznania. Jak się okazało, mężczyzna urodził się w Czarnotulu w 1932 r. Chciał podzielić się swoimi wspomnieniami z tamtego okresu.
Pamiętam w szczegółach 1 września 1939 r. Dziecko w tym wieku ma bardzo dobrą pamięć, ponieważ jego układ nerwowy, mózg, zdobywa wiedzę werbalną i logiczną. Przechowuje ją do starości, w podeszłym wieku szybko zapomina codzienność. Pamiętam na przykład obronę Mogilna i rozstrzelanie obrońców - 122 osoby. Z kolegami zabitych ich ojców, uczęszczałem do szkoły w Mogilnie. 17 listopada 1939 r. do Czarnotula przywieziono Niemców. Musieliśmy w 20 minut opuścić nasz dom. Zamieszkaliśmy w miejscowości Łabędzin w powiecie inowrocławskim. W 1943 r. dostaliśmy zgodę wyjazdu na 7 dni do Czarnotula, do polskiej rodziny, która mieszkała w tzw. „gminnej chacie”. To wtedy dowiedzieliśmy się, że koń zabił dziadka pani Sylvii Giesen - Wilhelma Lausch. Był to koń mojego wujka, brata mojej matki - Józefa Lewandowskiego. Znaliśmy rodzinę, która do Niemiec odwoziła babcię i ojca Sylvii Giesen. Znaliśmy wszystkich mieszkańców „gminnej chaty”. Niestety wszyscy już nie żyją, nawet ci młodzi, którzy wyjechali w Polskę - czytamy m.in. w liście.
BYĆ MOŻE LATEM
Z Sylvią Giesen kontaktował się Krzysztof Witczak. Jak nam przekazał, bardzo ucieszyła się, że tak szybko udało się odnaleźć potomków osób, które są tak ważne dla losów jej rodziny. Pani Sylvia planuje przyjazd latem ze swoją mamą do Mogilna. Elżbieta i Tadeusz Kasprowiczowie już dziś zapowiadają, że z ogromna przyjemnością będą ich gościć w swoim domu w Mogilnie.
Ostatecznie pani Sylvia i pani Elżbieta są rówieśniczkami. Pani Sylvia wnuczką Ottilie i Wilhelma Lausch, a pani Elżbieta wnuczką Antoniny i Jana Król.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1157 (16/2014)
Więcej na ten temat:
Uratował życie jej babci i ojcu, Sylvia Giesen szuka jego potomków
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze