Po nawałnicy, jaka przeszła w sobotnie popołudnie, Róża Gradowska wraz czwórką dzieci została bez dachu nad głową. Wichura zerwała dach z domu, w którym dotychczas mieszkała. Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał zakaz przebywania w budynku.
fot. Paweł Lachowicz
Strzelno, dach, dom, tragedia, burza, straty
Wystarczyły trzy minuty i nie mają gdzie mieszkać
Nawałnica szalała w Sukowych w sobotnie popołudnie. Zerwała dach na domu, w którym mieszkała pani Róża z czwórką dzieci. Burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak zapewnił tymczasowo rodzinie lokal w byłym hotelu Pod Dębami w Przyjezierzu.
W sobotę 30 czerwca w godzinach popołudniowych przez południowo-wschodnią część powiatu mogileńskiego przetoczyła się fala burz połączona z intensywnymi opadami deszczu i miejscami dużych rozmiarów gradu. Dotknęły one miejscowości całego powiatu, jednakże w największym stopniu wystąpiły w gminach Strzelno oraz Jeziora Wielkie. Dyżurny PSP w Mogilnie st. ogn. Jan Lewandowski do miejscowych zagrożeń na terenie powiatu kierował 25 razy zastępy strażaków. Zastępy z JRG Mogilno, OSP Strzelno, OSP Ostrowo, OSP Dąbrowa, OSP Gębice, OSP Wronowy oraz OSP Wójcin usuwały połamane konary i powalone drzewa. Przy pomocy specjalistycznego sprzętu wypompowywano tysiące litrów wody z zalanych dróg, piwnic i budynków.
Szczególnie dotknięta nawałnicą została rodzina Róży Gradowskiej zameldowanej na stałe w Strzelnie, a obecnie mieszkającej półtora roku w Sukowych na pograniczu gminy Strzelno i gminy Kruszwica.
Róża Gradowska wraz z czwórką dzieci Pauliną, Eweliną, Justyną i Kamilem obecnie przebywa na zasiłku dla bezrobotnych. Ponadto rodzina utrzymuje się z alimentów i zasiłku rodzinnego na dzieci. Najstarsza córka jest na stażu w Straży Pożarnej. - Jak się wali, to się wali wszystko - mówi naszemu reporterowi.
Pani Róża zamieszkała w Sukowych, gdyż bezskutecznie poszukiwała mieszkania w Strzelnie. Na stałe zameldowana jest u mamy Ireny Gradowskiej. W związku z tym, że Sukowy leżą niedaleko Strzelna, dowiedziała się o możliwości wynajęcia tam domu. Właścicielem posesji jest mieszkaniec Racic (gm. Kruszwica).
- On kupił to gospodarstwo razem z ziemią. Wynajęłam od niego dom. Nie jest on nowy, ale wewnątrz wyremontowałam i trochę pieniędzy w ten remont włożyłam. Postawiliśmy piec, położyłam kafelki w łazience i teraz tak to wszystko zostanie. Umowę z tym panem miałam spisaną na czas nieokreślony. Jednak nie byłam tam zameldowana. Są tam 3 pokoje, kuchnia łazienka. Wszystko ma około 80 m2. Zaczęliśmy przygotowania, aby dobudować pokój dla syna, bo mogliśmy zagospodarować sobie dodatkowo część przyległą do budynku mieszkalnego - opowiada Róża Gradowska.
Nawałnica nad Sukowami - jak opowiada - przeszła 30 czerwca między 12:00 a 13:00. Nikt nie spodziewał się, że przyniesie ona tyle strat materialnych. Szalejąca wichura zerwała dach na domu, w którym mieszkali.
- Jak zaczęło zrywać dach, zadzwoniłam do właściciela i mówiłam, że zrywa dach i żeby przyjechał. Obok u sąsiadów zwaliło się drzewo na dom, to wezwali straż. Gdy zobaczyli, co się u nas stało, natychmiast wezwali pana z nadzoru budowlanego. Przyjechał z przedstawicielem gminy, ale to jest gmina Kruszwica. Inspektor nadzoru budowlanego zadecydował o natychmiastowym opuszczeniu budynku, gdyż w jego ocenie w takim stanie nie nadaje się on do zamieszkania. Urzędnicy stwierdzili jednak, że administracyjnie jestem zameldowana u mamy w Strzelnie, to oni nie mogą mi zapewnić lokalu mieszkalnego na terenie gminy Kruszwica - opowiada Róża Gradowska.
Nawałnica trwała zaledwie 3 minuty, a budynek gospodarczy znajdujący się na terenie posesji praktycznie się zawalił. Z części mieszkalnej zerwało dach. Po wydaniu decyzji przez inspektora nadzoru budowlanego rodzina zabrała z domu tylko najpotrzebniejsze rzeczy i dokumenty. - Do mamy iść mieszkać nie mogę bo mam 5 psów. Jeden został w Sukowych przy domu, żeby pilnował. Resztę czworonogów wywiozłam do siostry. Wszyscy jesteśmy na poniewierce. Mama mieszka z bratem i jego dziewczyną, ale mimo to, że mają ładne mieszkanie, to i tak jak by nam pokój odstąpili, to na jeden pokój w piątkę się nie wprowadzimy - opowiada.
Od poniedziałku pani Róża objeździła całą gminę, żeby poszukać jakiegoś mieszkania do wynajęcia, ale nic dla swojej rodziny nie znalazła. Jak mówi, jest dużo wolnych domów na wsi, ale nikt nie chce wynająć.
- Rozmawiałam jeszcze z właścicielem domu, który wynajmowałam w Sukowych. Powiedział, że był jeszcze raz na miejscu wraz z panem z nadzoru budowlanego. Ten pan w sobotę stwierdził, że dom nie nadaje się już do zamieszkania, tylko do rozbiórki, ale podobno we wczorajszej rozmowie powiedział właścicielowi, że będzie mógł go wyremontować, z tym, że będzie musiał wymienić cały dach, bo belki są popękane - opowiada Róża Gradowska. Zamokła też instalacja, którą trzeba będzie wymienić. Całość prac odbywać się może tylko pod nadzorem kierownika budowy.
- Właściciel powiedział mi, że będę mogła tam wrócić, ale w tej chwili stawia dom i nie wie, kiedy wyremontuje ten w Sukowych. Jak to wyremontuje, to chciałabym tam wrócić, bo to jest jednak wieś, jest cisza i spokój. Dom z zewnątrz wygląda, jak wygląda, czyli nie za ciekawie, ale miałam już zamówiony styropian i chciałam dom ocieplić w tym roku - dodaje.
Od soboty po decyzji burmistrza Strzelna Ewarysta Matczaka, Róża Gradowska wraz z dziećmi przebywa w Ośrodku SOSW w Przyjezierzu (były hotel Pod Dębami). - Rozmawialiśmy z burmistrzem i nie ma na razie żadnego mieszkania, żeby nam coś dać. Jest jedno, ale małe mieszkanie. Jest to pokój z kuchnią, a nas jest 5 osób i jeszcze psy, a ja nigdzie ich nie oddam, bo jednak one są moje - mówi Róża Gradowska.
Za naszym pośrednictwem apeluje do ludzi, którzy mają na wynajem np. domek na wsi, gdzie mogłaby zamieszkać do czasu wyremontowania domu w Sukowych przez jego właściciela.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1064 (27/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze