Utylizacja może kosztować budżet powiatu mogileńskiego nawet kilka milionów złotych. Tych pieniędzy w budżecie nie ma. Nawet gdyby starosta wykonał tzw. usunięcie zastępcze, to później są nikłe szanse na ściągnięcie pieniędzy od firmy Multikarbon.
O około 560 tonach odpadów (w tym niebezpiecznych) pozostawionych we Wszedniu (gm. Mogilno) przez firmę Multikarbon piszemy już od roku. Po kolei były to artykuły: Boją się niebezpiecznych odpadów, Ścigają „Multikarbon” za odpady, Śledztwo w sprawie odpadów we Wszedniu, - „Nie chcę państwa straszyć, ile jest odpadów niebezpiecznych”, Jak nie posprząta „Multikarbon”, to posprząta starosta, 20.000 zł kary dla „Multikarbon” czy O pomoc poprosić posłów i ministrów.
Sytuacja na dzień dzisiejszy wygląda tak, że prokuratura umorzyła śledztwo, zarówno to po zgłoszeniu burmistrza Mogilna, jak i to zgłoszone przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Starosta Tomasz Barczak unieważnił swoją decyzję o zbieraniu i składowaniu odpadów przez firmę Multikarbon. WIOŚ nałożył na firmę 20.000 zł grzywny. Wszystkie te działania okazały się jednak mało skuteczne, gdyż odpady nadal zalegają na placu we Wszedniu. Firma Multikarbon rozpłynęła się, odpady pozostały.
Radni powiatowi gościli na sesji 27 października pracowników WIOŚ w Bydgoszczy, m.in. naczelnik wydziału inspekcji Małgorzatę Witkowską.
Członek Zarządu Powiatu, radny Mirosław Leszczyński pytał, czy są jakieś przepisy, które pozwoliłyby wójtowi, burmistrzowi czy staroście nie wydać zgody firmie na działalność polegającą na zbieraniu i gromadzeniu odpadów. Mówił to na przykładzie trzech przypadków, jakie ostatnio mają miejsce w powiecie mogileńskim: Wszednia, Słaboszewa (odpady zostały już wywiezione) i Głęboczka (firma stara się o pozwolenie). Radny twierdził, że w tej chwili jest tak, że jeżeli dokumenty złożone przez firmę są kompletne, to organ samorządu musi wydać pozwolenie. Pytał: - Kto może zablokować, żeby śmieci nie lądowały w naszych gminach?
Małgorzata Witkowska tłumaczyła, że odmówić wydania decyzji może każdy organ, gdyż jest to proces zaskarżalny.
Zwróciła uwagę, że na etapie wydawania decyzji można na przykład żądać od firmy dołączenia do wniosku mapy z oznakowaną wielkością terenu. Widać wtedy, czy teren pomieści ilość odpadów. A po zapisach kodów widać, czy te odpady będą niebezpieczne czy bezpieczne, czy będą narażone na działanie warunków atmosferycznych. Powiedziała, że nie czyni zarzutu w stosunku do władz starostwa w Mogilnie, ale przed wydaniem decyzji powinna być przeprowadzona wizja lokalna w miejscu, gdzie te odpady mają być składowane. Wtedy i tylko tak można jednoznacznie ustalić, jakie jest sąsiedztwo placu, czy są w pobliżu budynki mieszkalne, czy plac posiada na przykład odprowadzenie wód opadowych, czy te wody opadowe są ujęte w jakiś system zbiorczy.
Zdaniem pani naczelnik, brak urządzeń ochronnych, także może być znakomitą przesłanką do odmowy wydania decyzji.
Można też się nie zgodzić, aby decyzja obejmowała magazynowanie na placu. Ważne jest to zwłaszcza w przypadku odpadów niebezpiecznych, które przechowywane bez zadaszenia są narażone na działanie promieni słonecznych, mrozu i deszczu, co może być tragiczne w skutkach dla mieszkańców. - To może być podstawą do odmowy wydania pozwolenia na zbieranie odpadów - mówiła Małgorzata Witkowska.
Jak wynika z orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego, w takiej sytuacji, jak ta we Wszedniu, to na starostę spada obowiązek utylizacji odpadów. Mogą to być koszty rzędu kilku milionów złotych. - To do państwa należy kwestia ustalenia, czy starostwo będzie posiadało środki na usunięcie zastępcze i później egzekwowanie tego od przedsiębiorcy - mówiła radnym pani naczelnik.
Radny Robert Musidłowski zauważył, że, gdy radni do tej pory dopytywali się o cokolwiek związanego z odpadami, to najczęściej z ust władz powiatu padały słowa: - Ale my nie możemy. Radny mówił: - Panie starosto, spadnie to na starostwo powiatowe, albo już to spadło. A my w budżecie pieniędzy na usunięcie odpadów z Wszednia nie mamy.
Triumfował również burmistrz Leszek Duszyński: - Pani naczelnik potwierdziła naszą argumentację, że odpowiedzialnym za usunięcie odpadów jest starostwo mogileńskie. Od samego początku staliśmy na takim stanowisku.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1342 (44/2017)
Inne teksty na ten temat:
Boją się niebezpiecznych odpadów
Ścigają Multikarbon za odpady
Śledztwo w sprawie odpadów we Wszedniu
- Nie chcę państwa straszyć, ile jest odpadów niebezpiecznych
Jak nie posprząta Multikarbon, to posprząta starosta
20.000 zł kary dla Multikarbon
O pomoc poprosić posłów i ministrów
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze