Reklama

Z miską w zębach

 Gdy pies zobaczył reportera..., ... złapał za miskę, ... i zaczął się nią bawić, takie zachowanie świadczy o tym, że zwierzę jest głodne..., ... biegał wokół budy skomląc z nadzieją, że dostanie jeść

        fot. Paweł Lachowicz

Wójt Woźniakowski, samorząd, ustawa o ochronie zwierząt, program opieki
     Z miską w zębach
    Od 1 kwietnia jeziorański samorząd łamie ustawę o ochronie zwierząt. Decyzją radnych, gmina w 2012 r. nie uchwaliła programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt. Pomimo podpisania umowy nie odstawia psów i kotów do schroniska w Łodzi. Trzyma 8 psów na wysypisku w Siedlimowie, tłumacząc, że pilnują wysypiska przed niepożądanymi osobami.

     USTAWA ICH NIE OBOWIĄZUJE
     Znowelizowana ustawa o ochronie zwierząt zobowiązuje każdą radę gminy do określania w drodze uchwały, corocznie do 31 marca, programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt. Gmina Jeziora Wielkie, podobnie jak Strzelno i Mogilno, podpisała umowę z Hotelem dla Zwierząt i Ptactwa Domowego Longina Siemińskiego w Łodzi. Dzienny koszt utrzymania jednego psa lub kota wraz z zapewnieniem mu kompleksowej opieki weterynaryjnej wynosi tam 5 zł netto. Ponadto odbiór jednego zwierzęcia lub więcej, ale w tym samym miejscu, lub czasie oraz ich transport do schroniska w Łodzi wynosi 150 zł netto. Ceny w innych schroniskach wahały się w granicach 17-18 zł.
     Przypomnijmy, że po przeliczeniu, ile gmina musiałaby mieć na ten cel pieniędzy zagwarantowanych w budżecie, jeziorańscy radni zaprotestowali przeciwko wprowadzonej nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Postanowili stosunkiem głosów 11 przeciw (Grażyna Zwolińska, Jarosław Graczyk, Elżbieta Liczbińska, Eugeniusz Wojtasik, Andrzej Jędrzejewski, Leszek Mielcarek, Sławomir Jendrzejczak, Roman Skowron, Aneta Bemke, Łukasz Ciesielczyk, Jacek Studziński), przy 1 wstrzymującym się Waldemara Ciesielczyka i 1 za Rafała Żuchowskiego, nie podejmować uchwały w sprawie przyjęcia programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt na terenie gminy Jeziora Wielkie w 2012 r.

Wójt Zbysław Woźniakowski zapewnia, że psom na wysypisku w Siedlimowie, przez większą część dnia uwięzionym na łańcuchach, żadna krzywda się nie dzieje. Mają co jeść i mają opiekę weterynaryjną.

Reklama

     fot. Paweł Lachowicz

     PSY PRZY WYSYPISKU
     Skutkiem niepodjęcia uchwały na marcowej sesji jest to, że psy nadal znajdują się przy wysypisku w Siedlimowie. Gmina przez cały czas nie odstawiła do schroniska jeszcze ani jednego psa. Od początku kwietnia do istniejącego nadal przytuliska w Siedlimowie nie przybył też żaden bezdomny pies, a te które się tam znajdują - zdaniem wójta Zbysława Woźniakowskiego - pełnią rolę psów do ochrony obiektu.
     Losem psów w siedlimowskim przytulisku zainteresowali się mieszkańcy Mogilna Irena i Andrzej Wojciechowscy, którzy od wczesnej wiosny do późnej jesieni przebywają w Przyjezierzu, gdzie przy ul. Bukowej prowadzą sklep India Gita. Znani są wszystkim jako wielcy miłośnicy zwierząt. Opowiadają reporterowi, że często słyszeli od mieszkańców gminy Jeziora Wielkie o przytulisku w Siedlimowie. Mówią, że mieszkańcy z troski o przebywające tam psy prosili ich o interwencję.
     - Przychodzą do mnie ludzie, mówią, że są tam psy, które głodują. Tam trzeba pojechać, zobaczyć, jak te psy tam się mają, ale pojechać tam incognito. To jest temat, który trzeba rozwiązać. Ludzie mówią, że w okropnych warunkach żyją te zwierzęta. Podobno kilka zdechło w letnie upały, bo nie mają tam wody do picia. Dodatkowo one co znajdą w tych śmieciach, to zjedzą, inaczej nic by pewnie nie jadły. Ktoś jest odpowiedzialny za to. Powiem trochę tak wulgarnie, bo na wsi to traktują zwierzęta jak rzeczy.      My jesteśmy sto lat za Murzynami, bo w Stanach Zjednoczonych jest policja dla zwierząt. Jak my im tego zazdrościmy. A u nas psa nawet powieszą i żadna kara za to - mówią małżonkowie Wojciechowscy.
     - Ludzie kazali nam nawet tam jechać, ale my nie będziemy wyręczać władzy - dodał Andrzej Wojciechowski.
     GŁODNE PSY
     Obraz, który zobaczyliśmy w Siedlimowie, dużo nie różnił się od opowiadań państwa Wojciechowskich. Psy przywitały nas szczekaniem. Jeden przywiązany do budy na nasz widok chwycił miskę do pyska i biegał z nią w kółko. Jeden z weterynarzy powiedział nam, że jest to objaw głodu.
     - Pies zapewne w ten sposób zawsze woła o jedzenie, musiał być bardzo głodny, że biegał z miską w pysku, choć w pobliżu nie było tego, który go codziennie karmi - usłyszeliśmy.
     MY KOCHAMY ZWIERZĘTA
     Wójt Zbysław Woźniakowski nie ukrywał faktu, że na wysypisku nadal znajdują się psy, że nie zostały one odstawione do schroniska, do którego zgodnie z obowiązującą ustawą powinny trafić. Twierdził, że psy nie zostały odstawione do schroniska, gdyż taniej dla gminy jest trzymanie ich u siebie, czyli na wysypisku.
     - A my kochamy zwierzęta - mówił wójt. Zaznaczył, że jest na wysypisku pracownik zatrudniony na półtora etatu. Człowiek ten, zdaniem wójta, musi chodzić w wolne dni do psów, aby je nakarmić i odbywa się to w ramach połowy etatu. Dogląda psy codziennie łącznie z niedzielami i w wolne soboty. W okresie letnim, jak mówił wójt, pracownik tam chodził dodatkowo, żeby uzupełnić psom wodę w miskach.
     - Niech z tym wszystkim nie przesadzają, bo ja bym chciał, żeby każdy pies, który jest w zagrodzie, miał takie warunki, jakie mają psy u nas na wysypisku. Budę każdy ma, kojec mają, jedzenie też mają - tłumaczy wójt Woźniakowski.
     W budżecie gmina Jeziora Wielkie na program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt ma zagwarantowane 25.000 zł, w kwocie tej mieści się odstawianie psów do schroniska w Łodzi. Wójt Woźniakowski twierdzi jednak, że obecnie, gdy psy nadal znajdują się na wysypisku, gmina do końca września wydała zaledwie 5.800 zł.
     - Pierwotne ceny, jak się dowiadywaliśmy, za pobyt psa w schronisku było to 17 zł za dzień. Często babcia nie ma dziennie tyle i nie wystarcza jej na życie, a tutaj sobie za psa tyle liczyli, więc jest tu paranoja w tym wszystkim. My nie mamy pieniędzy, żeby rozrzucać, my te pieski trzymamy w należytym stanie i porządku. Jedzenie mają, szczepione są i znajdują się pod stałą opieką weterynaryjną. Ja się tutaj niczego nie obawiam, że cokolwiek się tym pieskom dzieje niedobrego. Ja muszę patrzeć na budżet gminy, który jest, jaki jest i nie tylko nasz, ale każda jedna gmina się boryka z tym problemem. Głównie jest to spowodowane tym, że nie możemy sobie pozwolić, żeby pies kosztował więcej niż dzienne utrzymanie człowieka. Niech ci obrońcy przejdą się po gospodarstwach i zobaczą, jak tam mają psy, w jakich warunkach są trzymane. Często w błocie przebywają - stwierdził wójt Woźniakowski.
     WÓJT: ŻADEN PIES NIE PADŁ
     W związku z tym, że Irena i Andrzej Wojciechowscy sugerowali, że na wysypisku znajdowało się aż 18 psów, ale podobno 5 z nich padło z wycieńczenia, spytaliśmy wójta, co dzieje się z padłymi na wysypisku psami. Zaznaczyliśmy że w przytuliskach zdarza się, że pies prędzej, czy później padnie, wówczas gmina powinna oddać padnięte zwierzę do utylizacji.
     Zdaniem wójta, w gminie Jeziora Wielkie za jego kadencji takiego zdarzenia jeszcze nie było. Na wysypisku nie ma więcej niż 8 psów.
     - Nawet jak tych piesków była większa ilość, to za każdym razem 2 lub 3 były zabrane przez nowych właścicieli. A jeżeli chodzi o padnięcie zwierzęcia, przynajmniej jak ja tu jestem nie było takiego zdarzenia. W takim przypadku wiadomo, że piesek musi być odwieziony do utylizacji i jeśli do takiego przypadku by doszło, na pewno zostanie do utylizacji odwieziony. Póki co pieski będziemy trzymać, bo są to pieski, które są na pewno zadbane - dodał wójt. Zdaniem wójta, żaden pies nie zdechł w przytulisku, nie było też tam nigdy 18 psów.
     - Nie ma takiej możliwości, żeby tutaj było cokolwiek kamuflowane. Bo jaki to by miało sens z naszej strony? Przecież weterynarz przyjedzie na kontrolę i zada pytanie, gdzie jest ten pies. I wtedy musielibyśmy pokazać protokół. Pani Wojciechowska, z całym szacunkiem dla tego co robi dla zwierząt, ale ona nie zdaje sobie sprawy jaką robi kotom, którymi się opiekuje w Przyjezierzu, wielką krzywdę. Kot, jako kot jest zwierzęciem żyjącym na wolności i my jako gmina nie mamy żadnego obowiązku zajmowania się kotami. Jest to dziko żyjące zwierzę, a ona doprowadza jeszcze do ich rozmnażania.
     My jako gmina nawet gdybyśmy chcieli cokolwiek dać na te koty, to nam prawnie nie wolno tego robić. Na psy tak, ale nie na koty - twierdzi wójt Woźniakowski. Jego też zdaniem, na wysypisku nie przybył żaden pies, a wręcz odwrotnie - jeden piesek został stamtąd zabrany przez nowych właścicieli.
     WIEDZĄ, ŻE ŁAMIĄ USTAWĘ
     Kierownik referatu rolnictwa, ochrony środowiska, gospodarki przestrzennej i komunalnej Julian Borys powiedział, że do 30 września gmina wydała na zakup karmy 5.800 zł. Kupujemy suchą karmę w workach. Psy są szczepione.
     - Łamiemy ustawę, ale tam muszą być chociaż 2, czy 3 psy. Muszą pilnować obiektu, przecież tam jest majątek, a nikogo tam nie ma po 1530. Jak jest pies, to tam nikt nie wejdzie. One są spuszczane z łańcuchów i pilnują. Bo i tak pies zgodnie z ustawą nie powinien być dłużej jak 12 godzin na uwięzi - powiedział Józef Borys.
     ODDAM BUDĘ
     O obecności psów na gminnym wysypisku wspomniano także podczas obrad połączonych komisji Rady Gminy 15 października.
Zastępca skarbnika gminy, inspektor do spraw rachunkowości finansowej Aldona Biesiadzińska omawiając wprowadzone zmiany do budżetu gminy, nadmieniła, iż zmniejszono wydatki o 14.500 zł na utrzymanie psów. Wzbudziło to zainteresowanie radnych. Pytali o los psów oraz interesowały ich koszty ich utrzymania.
     - To tam nie ma tych piesków?- pytał radny Jacek Studziński.
     Wójt Zbysław Woźniakowski odpowiedział, że zakładane było, że od połowy roku psy będą przekazane do schroniska do Łodzi.
     - Te psy pozostały jednak u nas na wysypisku, dlatego mamy oszczędności. One po prostu zostały, jako psy stróżujące i pilnujące. Jak pamiętacie, na wysypisku było cztery i pół etatu, zostało półtorej etatu. One po prostu tam pilnują - odpowiedział wójt.
     - To znaczy, że mamy podpisaną umowę z Łodzią i po prostu nie dostarczamy tych piesków (...) Ale skoro są one tam zamiast trzech etatów, to jest dobrze - stwierdził radny Studziński.
     Przewodniczący Rady Gminy Jarosław Graczyk dodał: - Uważam, że psów nie powinniśmy w ogóle wywozić, bo żeśmy tego nie uchwalili.
     Sekretarz gminy Grażyna Leśniewska stwierdziła, że na razie na temat psów jest cisza: - Nikt nawet nie próbuje, nie pyta.
     Radny Roman Skowron stwierdził, że w Strzelnie zaczęto powoli wycofywać się z podjętej uchwały w sprawie programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt.
     - Ale uchwalili, to niech się teraz martwią. A myśmy nie uchwalili - powiedział radny Graczyk. Po czym wyliczał, że wywiezienie psa do Łodzi wiąże się z tym, że miesięcznie trzeba byłoby za takiego psa zapłacić około 200 zł. Przytoczył fakt, że jego mama przygarnęła niedawno dużego błąkającego się psa. Na karmę dla tego psa radny Graczyk wydaje miesięcznie około 30 zł.
     - Jakbyśmy zafundowali 30 zł miesięcznie każdemu, kto przyjmie psa (z przytuliska przyp. pal) to wyjdzie to znacznie taniej niż wysyłanie psa do Łodzi. Pewnie nie będzie z jakiego paragrafu te 30 zł dać - zastanawiał się radny Jarosław Graczyk.
     - Ja nawet mam wolną budę, jakby ktoś chciał - dodał żartobliwie radny Sławomir Jendrzejczak.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1080 (43/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości