Mogilno, ulewa, zalanie, podtopienia, kanalizacja, mieszkańcy
Zalane piwnice, garaże, ogrody
Według mieszkańców: przyczyna podtopień jest taka sama od wielu lat - nieczyszczone zapchane piaskiem studzienki, źle zbudowana kanalizacja deszczowa, źle wyprofilowane ulice, w tym roku doszła jeszcze szczególnie niebezpieczna woda cofająca się z zalanej łąki między ul. 11 Listopada a ul. Padniewską. Niektórzy mieszkańcy są tak wściekli, że nie chcą już rozmawiać. Mówią: - Rzygać się już chce z tego wszystkiego.
Wczoraj o 11:00 kilkudziesięciu mieszkańców ulic: Ofiar Katynia, 11 Listopada, Reja, Padniewskiej, Kausa i Taczaka spotkało się na łące w zachodniej części Mogilna z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim i jego służbami. Rozmawiali o tym, co robić, by więcej nie dochodziło do zalewania prywatnych posesji, tak jak to się dzieje od wielu lat z kulminacją od 13 do 15 lipca. Także pies „Zibi” przysłuchuje się dyskusji, bo lubi jak pan wyprowadza go codziennie na łąkę, która na okres opadów zamieniła się w jezioro. fot. Marek Holak Dwie noce w ubiegłym tygodniu, z 13 na 14 i z 14 na 15 lipca szczególnie dramatycznie przeżyła część mieszkańców ulic: 11 Listopada, Ofiar Katynia, Taczaka, Reja, Kausa czy Padniewskiej w zachodniej części Mogilna. Przez dwa dni nad gminą Mogilno kilka razy przeszły ogromne ulewy o niespotykanej intensywności. Pozalewane zostały posesje (garaże, piwnice) i ogrody. Przyczyna według mieszkańców była ta sama, jak ma to miejsce od wielu lat na tym osiedlu. Ich zdaniem, z jednej strony kanalizacja deszczowa nie odbierała wody (za małe przekroje rur, do tego zapchane piaskiem), z drugiej strony nastąpiło olbrzymie rozlewisko wodne na terenie łąkowym między ul. 11 Listopada a ul. Padniewską. Woda z tego rozlewiska także zagrażała posesjom, wdzierając się do domów i ogrodów.
Ubiegłotygodniowe opady tym różniły się od tych z poprzednich lat, że ich skutki okazały się opłakane dla dużo większej liczby rodzin niż to było do tej pory.
Szef osiedla Marian Wegner powiedział reporterowi, że już w czwartek 14 lipca po pierwszej nocnej fali opadów mieszkańcy byli u burmistrza Leszka Duszyńskiego. - Powiedział nam, że panowie urzędnicy są na urlopach. Rozmawiać chcemy tu, na żywo, ma mnie powiadomić dzień prędzej by się spotkać i by się ludzie wypowiedzieli na ten temat - mówił Marian Wegner. I rzeczywiście do takiego spotkania doszło wczoraj, w środę.
Idąc z Marianem Wegnerem przez osiedle w piątek 15 lipca dotarliśmy do ul. Reja, do posesji Józefa Jórgi. Jego córka Małgorzata Kolczyńska powiedział nam: - Ja już nie mam siły walczyć z wodą. Ze środy na czwartek siedziałam do wpół do piątej nad ranem, przespałam się 3 godziny. Pojechałam popilnować wnuka, to już na drugi dzień chodziłam jak pijana.
Marian Wegner twierdzi, że być może podtopień domków jednorodzinnych na taką skalę by nie było, gdyby woda bardziej rozlała się na całą łąkę. Bardziej w stronę przejścia ul. Kausa między ul. 11 Listopada a ul. Padniewską. fot. Damian Stawski Józefa Jórgę zastaliśmy w pomieszczeniach piwnicznych i zalanym garażu. Cały czas wypompowywał wodę, wynosił też gąbki nawilżone wodą. - Ile jest już tu wypompowanej wody, tam dalej w piwnicy też jest woda. Od wody to dwie pompy już mi się spaliły. Spod fundamentu też wychodzi woda - mówił zmartwiony pan Józef.
Józef Jórga również był w czwartek u burmistrza Duszyńskiego.
- Burmistrz powiedział nam, że winne są tamte czasy, zrobił nas jak małych dzieciaków (...) Powinien obywatela wysłuchać i robić to, o co mieszkańcy proszą - mówił mieszkaniec ul. Reja.
Rozmawialiśmy też z mieszkającym na rogu ul. Reja i ul. Ofiar Katynia, sąsiadem Józefa Jórgi - Janem Radkiem. Mieszkańcowi zalało garaż i kotłownię. Nie był zbyt rozmowny, ale za to bardzo konkretny. - Rzygać się już chce z tego wszystkiego - krótko podsumował.
- Tu jest podwyższenie na tej ulicy, a ten człowiek ma wodę w garażu, tu wszystko jest wszytko zalane (...) Woda się cofa z ul. 11 Listopada. Tak nie powinny być, tak jest wszystko zaprojektowane - wskazywał Marian Wegner.
Mieszkaniec ul. Padniewskiej Benedykt Kolczyński pokazuje na zalany ogród. fot. Damian Stawski Kolejna zalana posesja należała do Pawła Jerzaka z ul. Ofiar Katynia. - To jest człowiek, który jest najwięcej zalewany w tej części miasta - mówił szef osiedla. Paweł Jerzak ładował akurat piasek do worków i budował z nich przed wjazdem na podwórko wał ochronny, by ratować posesję przed kolejnymi zalaniami. Olbrzymia pryzma piasku leżała na ul. 11 Listopada, bo w nocy z 14 na 15 lipca, od 24:00 do 2:00 strażacy razem z mieszkańcami i miejskimi strażnikami zabezpieczali workami z piaskiem jeden z domków jednorodzinnych, by nie dostała się tam woda cofająca się z zalanej łąki. Żona pana Pawła - Krystyna Jerzak wysłała reporterowi na telefon zdjęcia z nocnej akcji strażackiej, kiedy sytuacja była o wiele gorsza, a wody na ulicy było miejscami po kolana.
- Tu jest źle zrobiona profilowo droga. Zamiast wykorytować to podwyższali jeszcze, po zimie to u mnie wszystko pracuje, zimą to wszystko mi rozsadza - mówił Paweł Jerzak.
Z kolei Bernard Storozum, który pomagał panu Pawłowi ładować piasek do worków mówił, że przejście pod ul. Padniewską, gdzie jest odprowadzana woda dalej w stronę GS zostało prawdopodobnie kompletnie zasypane. - Dziwne, że tam na Padniewskiej po drugiej stronie mają wszyscy suchutko, a nas ciągle zalewa (...) 5 metrów głębokie studzienki, a wodę wypycha - mówił Marian Wegner.
Przejeżdżający ul. Kausa przez osiedle Jacek Chmielarczyk mówił, że takiego widoku zalanej łąki między ul. Padniewską a osiedlem to jeszcze w życiu nie widział fot. Damian Stawski - Tu nie ma żadnych pomiarów wysokościowych zrobionych (...) Tu są też studzienki całkiem pozapychane piachem - mówił dalej Bernard Storozum. Razem z Pawłem Jerzakiem odchylili jedną ze studzienek wypełnionych wodą i próbował szypą wygarnąć i pokazać reporterowi, ile jest tam piasku. Jednak zanim szypa przebiła się przez wodę, piasek był zmywany.
- Co daje pompowanie wody, jak studzienki są pełne - dodał pan Bernard.
Marian Wegner idąc w stronę ul. Padniewskiej przez ul. Kausa wspominał: - Dwa lata temu to w miesiącu trzy razy byłem zalany. Z PZU dostałem dwa razy, trzeci raz już nie dostałem odszkodowania i mnie już potem nie ubezpieczyli. Musiałem zmieniać ubezpieczyciela, jak człowiek pompą nie zdąży to jest koniec.
Dotarliśmy na łąkę między ul. 11 Listopada a ul. Padniewską, gdzie na olbrzymiej jej części rozlała się woda. Mariana Wegner mówił, że być może nie byłoby takiej sytuacji, gdyby woda rozlała się na całą łąkę równomiernie.
- To było wymyślone przez gospodarkę komunalną, że tutaj będzie zbiornik, który tę wodę ściągnie. O to chodziło, żeby się woda rozlała, ale ostatnie dni pokazały co to daje - zwracał uwagę Marian Wegner. Łąka nie rozlała się w kierunku ul. Jana Kausa, gdzie nie ma zabudowań - a według pana Mariana powinna - wtedy zniszczeń takich by nie było.
Jeden z domków przy ul. 11 Listopada musiał zostać w nocy z 14 na 15 lipca otoczony przez strażaków wałem z worków wypełnionych piaskiem. Z tyłu widać, jak woda z łąki podeszła zupełnie pod dom. fot. Damian Stawski Marian Wegner przypomniał, że dwa lata temu od ul. 11 Listopada była wstawiona przez MPGK rura o średnicy 50 cm w kierunku łąki (tam zrobiono mały zbiornik retencyjny do gromadzenia wody), która miała wyprowadzać wodę w stronę ul. Padniewskiej. Z jakiś powodów woda dalej płynąć nie chce, a powinna rowem kierować się w stronę GS i wychodzić dalej pod torami kolejowymi. Z jakiś powodów woda jednak nie idzie taką drogą, tak jakby coś blokowało jej przepływ pod ul. Padniewską.
Na przejściu między ul. Kausa, a ul. Padniewską reporter spotkał jadącego rowerem Jacka Chmielarczyka, który mieszka w innej części miasta na ul. 22 Stycznia. - Ja już trochę lat tutaj mieszkam, ale czegoś takiego to jeszcze nie widziałem - mówił Jacek Chmielarczyk.
Wskazywał również na to samo, co Bernard Storozum: - Wszystkie kratki ściekowe są piaskiem zasypane, to służby nie widzą tego? Burmistrz nie widzi tego? Ma od tego ludzi.
Chwilę później podjechał Przemysław Budniak ze Stawisk.
Był zszokowany widokiem. - Spływ kajakowy - stwierdził z przymrużeniem oka.
Na chodniku przy ul. Padniewskiej spotkaliśmy jednego z mieszkańców, który wolał jednak pozostać anonimowy. - Nie czyszczą kanalizacji, a co rusz to podwyżki są (...) Zobacz Maryś wszędzie podwórza pozalewane - mówił mieszkaniec do Mariana Wegnera.
Benedykt Kolczyński pokazuje reporterowi „Pałuk” do jakiego poziomu ma zalaną piwnicę w domu fot. Damian Stawski Józefowi Jórdze woda zalała garaż i pomieszczenia piwniczne. Jest załamany, ma już dość tego ciągłego wypompowywania wody. fot. Damian Stawski
Po swoim podwórku oprowadził z kolei reportera Pałuk mieszkający przy ul. Padniewskiej Benedykt Kolczyński. Jego piwnica była tak zalana, że nie można było się do niej dostać - zalana pod samo wieko wejścia do piwnicy. Woda w czasie ulewy wylewała się z piwnicy. Szkody wyrządzone przez wodę były u niego potężne. - Wszędzie pęka mi już fundament. Cały ogród zalany, ogórki już do niczego, wszystko do wyrzucenia - mówi Benedykt Kolczyński.
Benedykt Kolczyński podsunął swoje rozwiązanie problemu ciągłego zalewania posesji. - Tu jest wszystko pozapychane piachem. Tu był już rów za Niemca. Ja bym najtańszym kosztem zrobił - dojść do rowu obok piekarni, tam jest duży rów - mówi Benedykt Kolczyński.
Na tym zdjęciu Bernard Storozum próbuje wyjąć ze studzienki w ul. 11 Listopada zalegające w niej błoto. Szpadel wyraźnie coś hamuje. fot. Damian Stawski Ostatecznie szpadel wszedł do studzienki w ul. 11 Listopada aż na taką głębokość fot. Damian Stawski
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1275 (29/2016)
Inne teksty na ten temat:
Od podtopień minął tydzień
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze