102 lata temu koło Trzemeszna
Zapomniana katastrofa
Pod Trzemesznem miała miejsce jedna z największych katastrof kolejowych Europy początku XX wieku. Wielka tragedia sprzed lat dziś została już prawie całkowicie zapomniana.
CHAOS I PRZERAŻENIE
Do tragicznego wypadku doszło 7 sierpnia 1907 r. Ówczesne gazety pisały o nim jako o katastrofie kolejowej pod Trzemesznem, nie lokalizując dokładniej miejsca tragedii. Z opisów i z zachowanych do dziś zdjęć można wywnioskować, że wypadek wydarzył się na terenie, gdzie obecnie znajduje się wieś Wymysłowo (gm. Trzemeszno), niedaleko granicy z gminą Gniezno. Pociąg, który uległ wypadkowi, jechał z miasta Wystruć (aktualna nazwa Czerniachowsk, miasto w Rosji w obwodzie kaliningradzkim) do Poznania przez Toruń. Do Poznania powinien planowo przyjechać o 1.58.
Składał się z 7 wagonów osobowych, w tym z dwóch wagonów sypialnych oraz z dwóch lokomotyw. Do wykolejenia się pociągu doszło około 1.30 w nocy. Wszystko runęło z plantu na stok, a następnie w rów, tworząc kupę drzewa i żelastwa, połamanego i poprzeplatanego ciałami ludzkimi. W jeden wóz sypialny wbiły się dwa drugie sąsiednie, druzgocąc wszystko. W tym chaosie powstał wreszcie ogień, który powiększył jeszcze grozę położenia. Przerażenie, jakie ogarnęło wszystkich, trudno opisać - informował opisując wypadek Dziennik Poznański z 8 sierpnia 1907 r.
ZGINĘLI WE ŚNIE
W chwili, gdy pociąg się wykoleił, większość podróżnych spała. Gdy się przebudzili, część z pasażerów myślała, że doszło do zamachu. Z wagonów położonych z przodu pociągu wydobywały się jęki rannych i wołania o pomoc. Wykoleiły się obie lokomotywy, wagon pocztowy i cztery wagony osobowe. Czwarty wagon wbił się w trzeci. Dlatego też to głównie podróżni z trzeciego wagonu zginęli lub też odnieśli najpoważniejsze obrażenia.
Wychodzące w tamtych czasach gazety nie szczędziły czytelnikom drastycznych opisów wypadku. Pewnego pana i panią z Rosyi znaleziono z urwanymi głowami. Służący ich natomiast wyszedł bez szwanku i przybył do Poznania - pisał Dziennik Poznański. Tylko pasażerowie z dwóch ostatnich wagonów nie odnieśli żadnych obrażeń. - Ale ogromnie się przestraszyli, co wpłynąć może ujemnie na ich zdrowie - informował Dziennik Poznański w wydaniu z 10 sierpnia.
Dziennik z 9 sierpnia opisywał także okoliczności śmierci jednej z pasażerek: - Jedna z kobiet uciekłszy z pociągu, uszła wśród ciemnicy około 10 kilometrów od miejsca nieszczęścia, gdzie ją znaleziono bez życia na torze kolejowym. Ponieważ nie zauważono żadnych ran, więc przypuszczają, że z przestrachu ruszył ją paraliż.
JAKBY MOST SIĘ ZAPADŁ
Gazeta ta zamieściła również relację w wypadku przedstawioną przez jedną z pasażerek.
Szczegółów wstrząsających o strasznej katastrofie dowiadujemy się od świadka naocznego nieszczęścia, jakim była pani Lasocka z Królestwa, która pociągiem rzeczonym jechała w towarzystwie dwóch synków i cudownym niemal sposobem uszła nieszczęściu. W chwili wykolejenia znajdowała się pani L. w wagonie trzecim z rzędu za lokomotywami. Wstrząśnienie było tego rodzaju, iż jadącym wydawało się, że most zapadł się pod pociągiem. Równocześnie z dwóch stron powstał pożar spowodowany wybuchem gazów. Jeden z jadących w tymże przedziale podróżnych wytłoczył kolanem okno przechylonego wagonu i wydostał się na tor, poczem pomógł wynieść innych. Widok straszliwie pokaleczonych osób był okropny. Najstraszliwszemi były rany spowodowane ogniem, wypalone u zwłok były oczy, opalone włosy i brwi. Niektóre wagony zatrzymane w pędzie poskładały się jak harmonika, jedna lokomotywa wywrócona, druga wryła się w ziemię. Pomoc lekarska nie była dostateczną na miejscu, jęki, krzyk przerażający pozbawiały przytomności umysłu. W przedziale, znajdującym się obok naszej rodaczki jechało dwóch kadetów marynarki, obaj zostali zabici - pisał 8 sierpnia Dziennik Poznański.
KILKANAŚCIE OFIAR
Gdy rozeszła się wieść o katastrofie, na miejsce wypadku wysłane zostały pociągi ratunkowe z Gniezna, Inowrocławia, Bydgoszczy, Poznania i Torunia. Jeden z tych pociągów potrącił po drodze kobietę, która z niewiadomych przyczyn pojawiła się na torach. Jej ciało złożono na dworcu w Mogilnie. Na miejsce tragedii przyjechał również minister robót publicznych z Berlina. Pomocy rannym w wypadku udzielali lekarze przybyli pociągami ratunkowymi i siostry miłosierdzia z Gniezna.
W akcji ratunkowej brali udział także inni podróżni. W końcu zaznaczamy, że według jednozgodnych informacyi, podróżni, którzy nie doznali obrażeń, prawdziwie po bohatersku ratowali rannych. W tem dziele miłosierdzia chlubnie odznaczyli się Polacy, którzy dzielnie pomagali personelowi kolejowemu - informował 9 sierpnia 1907 r. Dziennik Poznański. Rano 18 rannych wydobytych ze zniszczonych wagonów przewieziono pociągiem do Poznania. O 10.00 przed południem przywieziono jeszcze dwie, ciężko ranne osoby, które umieszczono w lazarecie miejskim. Śmierć na miejscu poniosło 10 lub 12 osób.
Z PETERSBURGA I KIJOWA
Znane są nazwiska większości ofiar. Byli to: żydowski kupiec Hurgin z żoną i córką z Kijowa, kupiec i dziennikarz tygodnika rosyjsko-syjonistycznego Razawiet Moryc Zeidlin z Petersburga który jechał do Hagi jako wybrany kandydat na kongres syjonistów, dwaj kadeci marynarscy Heinz i Elimar, synowie hrabiego Kayserlingka z Mitawy na Łotwie, kapitan inżynierii Sotow z Petersburga, książę Konstanty Aleksander Bebotow z Petersburga, kupiec Julius lub Jakub Isaak z Berlina oraz żona portiera Pieta z Olsztyna, którą znaleziono na torze kilka kilometrów od miejsca wypadku.
Początkowo podawana była informacja, że w katastrofie zginął także burmistrz Trzemeszna, ale później okazało się, iż była to wiadomość nieprawdziwa. Ciężko ranni zostali m.in.: sekretarz w ministerstwie skarbu Kracke z Charlottenburga, komisarz obwodowy Hennig z Ostrowa, monter Wieser z Rudolstadt, handlarz bydła Fleischhsuer, palacz Beyer z Gniezna, szafner pocztowy Karol Kurbs z Berlina, dziennikarz Moses Likin z Petersburga oraz kupiec Fryc Muller z Berlina. Nie wiadomo, ile osób zmarło spośród rannych w wypadku. Do dziś więc dokładna ilość ofiar katastrofy kolejowej pod Trzemesznem nie jest znana.
DWIE PRZYCZYNY
Tor kolejowy naprawiono po kilku dniach. Pierwszy pociąg z Poznania do Torunia przejechał w miejscu tragedii 10 sierpnia o 21. Wypadek pod Trzemesznem odbił się głośnym echem w całej Europie. Jak najdokładniejszego sprawozdania z katastrofy zażądał cesarz pruski Wilhelm II.
Śledztwo w sprawie tragedii prowadziła prokuratura gnieźnieńska. Okazało się, że były dwie przyczyny wypadku: niewłaściwe zabezpieczenie torów podczas remontu oraz nadmierna prędkość pociągu. Latem 1907 r. remontowane były tory w okolicach Trzemeszna. W miejscu wypadku naprawiany był nasyp kolejowy. Przy okazji na długości 63 m zakładano nowe torty. Dlatego też pociągi miały ten odcinek przejeżdżać ze zmniejszoną prędkością. Tymczasem pociąg jadący do Poznania miał opóźnienie, gdyż w Toruniu musiano dołączyć dwa wagony. Aby nadrobić opóźnienie, maszynista jechał więc szybciej niż zwykle i ze zwiększoną prędkością najechał również na fragment remontowanego torowiska za Trzemesznem. Podobno krótko przed pociągiem pospiesznym do Poznania przejeżdżał w tym miejscu pociąg towarowy. Maszynista zauważył pewne nieprawidłowości i dzwonił z informacją o nich z Trzemeszna, ale wtedy było już za późno, by ostrzec maszynistę pociągu pospiesznego.
Po katastrofie wytyczono procesy bahnmeistrowi Bajorowi z Bydgoszczy, mającemu obowiązek czuwać nad naprawą torów oraz prowadzącemu pierwszą maszynę pociągu Barglowi z Gniezna. Obydwu zwolniono z pracy. Nie udało nam się jednak dotrzeć do informacji, czy zostali skazani oraz czy odpowiedzialność za katastrofę kolejową poniosły jakieś inne osoby.
Dziś fakty dotyczące tragedii z 1907 r. są już prawie całkowicie zapomniane. Trudno znaleźć osoby, które w ogóle słyszały o tym, że 102 lata temu koło Trzemeszna doszło do katastrofy kolejowej. W miejscu wypadku nie ma nawet symbolicznego krzyża czy też jakiejkolwiek tablicy informującej o tragedii sprzed lat.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 927 (46/2009)
Inne teksty na ten temat:
Katastrofa już mniej zapomniana
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze