To w tym komunalnym budynku w Marcinkowie mieszka obecnie Dariusz Kowalski. Zajmuje w nim lokal
o powierzchni 38 m2, składający się z pokoju, kuchni i WC. Jest to lokal w części z czerwonej cegły, tam gdzie dobudowana jest altanka.
fot. Paweł Lachowicz
Jerzy Padoł, Dariusz Kowalski, Marcinkowo, Mogileńskie Domy
Zapowiada, że nie opuści swojego miejsca na ziemi
Dariusz Kowalski chciałby, aby Mogileńskie Domy przepisały na niego prawo najmu do lokalu komunalnego po zmarłym wuju. Pomimo że mieszkaniec Marcinkowa jest tam zameldowany, dyrektor Jerzy Padoł nie zgadza się i sugeruje, że próbuje on w jakiś sposób przejąć zajmowany lokal, który z mocy prawa mu nie przysługuje. Nie wyraża zgody także burmistrz Leszek Duszyński. Nie pomogło nawet to, że mieszkaniec zebrał 37 podpisów mieszkańców Marcinkowa, w tym sołtysa Małgorzaty Źrałki, pod pismem potwierdzającym, iż zamieszkiwał pod wskazanym adresem wspólnie z wujem. Dyrektor Padoł zapowiada oddanie sprawy do sądu o eksmisję z lokalu.
W Marcinkowie (gm. Mogilno) dwoma parterowymi budynkami administrują Mogileńskie Domy. W budynku nr 31 o powierzchni 38 m2 , w lokalu nr 8, składającym się z jednego pokoju, kuchni oraz WC mieszka Dariusz Kowalski.
ODMOWA UMOWY NAJMU
Nie jest on głównym najemcą, lecz współlokatorem. W lokalu został zameldowany 6 czerwca 2009 r. jeszcze za życia głównego najemcy lokalu Henryka Kowalskiego, brata mamy pana Dariusza. Wuj zmarł 17 września ubiegłego roku. Po jego śmierci Dariusz Kowalski złożył wniosek do Mogileńskich Domów o przepisanie na niego lokalu. 28 października otrzymał z Mogileńskich Domów odpowiedź (trafiła też do burmistrza Mogilna Leszka Duszyńskiego). Pismo zawiera informację, że Dariusz Kowalski zameldowany jest w tym lokalu na pobyt stały, ale z przeprowadzonego wywiadu środowiskowego wynika, iż nie prowadził on wspólnego gospodarstwa wraz ze swoim wujem. Jest też notatka, że wnioskujący nie spełnia wymogów Ustawy o Ochronie Praw Lokatorów, Mieszkaniowym Zasobie Gminy i o zmianie Kodeksu Cywilnego z dnia 21 czerwca 2001 roku.
9 grudnia 2013 r. Dariusz Kowalski otrzymał decyzję odmowną.
W piśmie zawarta jest informacja, iż zgodnie z artykułem 691 Kodeksu Cywilnego w razie śmierci najemcy lokalu mieszkalnego w stosunek najmu lokalu, wstępują małżonek niebędący współnajemcą lokalu, dzieci najemcy i jego współmałżonka, inne osoby, wobec których najemca był obowiązany do świadczeń alimentacyjnych oraz osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą. Nasz czytelnik poinformowany został, że nie zalicza się do żadnej z kategorii wymienionych osób, zatem zgodnie z prawem stosunek najmu lokalu wygasł.
Dariusz Kowalski nie zamierza opuścić lokalu, w którym jest zameldowany. Twierdzi, że jak będzie trzeba odwoła się w tej sprawie do wojewody.
fot. Paweł Lachowicz
JEGO MIEJSCE NA ZIEMI
Dariusz Kowalski nie zgadza się z decyzją, bo jak mówi bardzo przywiązany jest do miejsca zamieszkania. Jego rodzina mieszka w tym mieszkaniu od 1962 r., dziadkowie wybudowali pomieszczenie gospodarcze oraz dobudowali altanę.
- Ja się tutaj urodziłem i wychowałem. Mieszkałem wraz z mamą od 1977 r. do 8. roku życia. Później z mamą się przeprowadziliśmy do Gębic. Mama pracowała w sklepie Gminnej Spółdzielni i przyznano jej z GS mieszkanie. W ubiegłym roku mieszkanie, które zajmowała moja mama zostało sprzedane i mama musiała sama poszukać sobie innego mieszkania. Wynajęła mieszkanie w budynku po poczcie. A ja jestem tutaj, w tym mieszkaniu zameldowany na pobyt stały i chciałem mamę również tutaj zameldować, bo po co tam ma płacić 350 zł za wynajem, jak tutaj jest opłata 120 zł. A mama na lekarstwa dużo pieniędzy traci - powiedział nam Dariusz Kowalski.
WUJ CHCIAŁ LOKAL WYKUPIĆ
Wspomina też, że już wcześniej, w czerwcu 2012 r. jego wuj jeszcze przed upływem terminu możliwego wykupu lokalu gminnego (taka możliwość była do końca sierpnia 2012 r.) złożył wniosek o wykup tego mieszkania. Twierdzi, że jego mama była mocno zaangażowana w procedurę wykupu lokalu. Po złożeniu wniosku okazało się, że konieczne było przeprowadzenie pomiaru geodezyjnego. Do wykonania pomiarów jednak nie doszło.
- Po prostu geodeci nie mieli czasu. Razem z mamą jeździliśmy i do pana Padoła i do burmistrza, i cały czas nic. Zacząłem dostawać pisma, żebym opuścił to mieszkanie. W tym wszystkim najlepsze było to, że otrzymałem pismo 30 grudnia, że tego właśnie dnia mam się wynieść. Ja cały czas jestem zainteresowany wykupem tego mieszkania - opowiada Dariusz Kowalski.
Mieszkaniec Marcinkowa pokazał nam korespondencję, gdzie na piśmie widoczna jest data 18 grudnia 2013 r., natomiast na stemplu pocztowym widnieje data nadania 23 grudnia. Najprawdopodobniej ze względu na fakt trwającego w tym czasie okresu bożonarodzeniowego pismo dotarło do adresata, właśnie 30 grudnia.
CO TO BYŁ ZA WYWIAD
Dariusz Kowalski nie zgadza się z zarzutem, jakoby nie prowadził z wujem wspólnego gospodarstwa domowego.
- Pan Padoł zrobił taki wywiad środowiskowy, że poszedł tylko do jednej osoby, która mieszka tutaj zaledwie 4 lata, a ten facet powiedział, że nie mieszkam tutaj. Podejrzewam, że tak powiedział, bo jak przychodził do wuja, żeby pożyczył mu pieniądze, to nigdy wuj nie chciał mu tych pieniędzy pożyczyć - tłumaczył Dariusz Kowalski.
30 grudnia 2013 r. pan Dariusz wysłał do Urzędu Miejskiego w Mogilnie kolejne pismo z prośbą o ponowne rozpatrzenie jego wniosku. Nadmienił w nim, że w lokalu jest nie tylko zameldowany, ale również wraz z matką Gabrielą Kowalską opiekował się zmarłym wujem. Dodatkowo zebrał 37 podpisów mieszkańców Marcinkowa, w tym sołtys Małgorzaty Źrałki, pod pismem potwierdzającym, iż zamieszkiwał pod wskazanym adresem wspólnie z dziś już nieżyjącym wujem. W ten sposób chciał pokazać, jaki nierzetelny wywiad przeprowadzili pracownicy Mogileńskich Domów. W piśmie tym zaznaczył również, że zgodnie z artykułem 16 Ustawy o Ochronie Praw Mieszkaniowych Lokatorów Mieszkających w Zasobie Gminy wynika jasno, że w okresie od 1 listopada do 31 marca roku następnego, jeżeli osobie nie wskazano lokalu, do którego ma nastąpić przekwaterowanie, nie można jej wyrzucić z lokalu dotychczas zajmowanego. Ponadto Dariusz Kowalski nadal podtrzymywał prośbę o ponowne rozpatrzenie wniosku oraz o umożliwienie wykupu mieszkania, w którym jest zameldowany.
KOGOŚ MAJĄ NA MIESZKANIE
31 stycznia Dariusz Kowalski otrzymał kolejne pismo od dyrektora Mogileńskich Domów Jerzego Padoła z informacją, że ma opuścić zajmowany lokal do 10 lutego. - Ja sądzę i połowa ludzi mieszkających w pobliżu, że już kogoś mają na to miejsce - mówi.
- Rachunek za prąd jest na mnie, a jeżeli chodzi o śmieci, to wszystko jest regulowane. Tylko tyle, że czynsz jest cały czas na wuja, ale ja płacę czynsz regularnie. Dziwne jest również to, że w żadnym piśmie, które otrzymałem nie ma klauzuli, że mogę się odwołać do wyższej instancji w jakimś terminie - zauważył Dariusz Kowalski.
W rozmowie z naszym reporterem usilnie twierdzi, że nie zamierza opuścić mieszkania. - Oni chcą komuś upchnąć to mieszkanie. Ja tego tak nie zostawię. Jeszcze mam zamiar wysłać pismo do wojewody - dodał Dariusz Kowalski.
PRÓBUJE PRZEJĄĆ LOKAL
Dyrektor Mogileńskich Domów Jerzy Padoł twierdzi, że Dariusz Kowalski próbuje w jakiś sposób przejąć zajmowany lokal, ale z mocy prawa lokal jemu nie przysługuje.
- Z tego, jakie posiadam rozeznanie i bywaliśmy tam, to nigdy tego pana tam nie widzieliśmy, żeby ten pan zajmował się wujem. Na końcu był on raczej sam. Po śmierci pana Kowalskiego tak jak zawsze przeprowadziłem wywiad środowiskowy i pytałem mieszkańców obok, czy Dariusz Kowalski prowadził z wujem wspólne gospodarstwo domowe, czy żył w tym miejscu i czy wychodził stamtąd do pracy. Mam informacje, że nie, i taką notatkę złożyłem na wniosku i przesłałem do urzędu - tłumaczy Jerzy Padoł.
Zdementował też podaną nam przez Dariusza Kowalskiego informację, jakoby miał rozmawiać z jedną osobą przeprowadzając wywiad środowiskowy. - Ja rozmawiałem z kilkoma osobami, bo nigdy z jedną osobą nie rozmawiam, a znam te nieruchomości już od 10 lat. Jerzy Padoł tłumaczył ponadto, że meldunek jeszcze o niczym nie świadczy. Jego zdaniem wuj mógł pana Dariusza zameldować w mieszkaniu, bo miał takie prawo, ale jak dodał dyrektor Padoł, meldunek nie daje przepustki do tego, żeby uzyskać tytuł prawny do lokalu po zmarłej osobie.
- On bez tytułu prawnego zajmuje ten lokal i dlatego jest wzywany do opuszczenia tego lokalu. Stara się w jakiś sposób uzyskać zgodę, ale burmistrz nie wyraża na to zgody - dodał Jerzy Padoł.
DO SĄDU PO EKSMISJĘ
Co się stanie, gdy Dariusz Kowalski nie opuści dobrowolnie mieszkania? Mieszkaniec Marcinkowa uważa, że przysługuje mu lokal zastępczy.
- Wystąpimy do sądu o eksmisję z tego lokalu. Nie jest również powiedziane, że sąd przyzna mu prawo do lokalu socjalnego, bo tego na pewno nie dostanie. On będzie musiał ponieść tego koszty, bo eksmisja kosztuje - usłyszeliśmy od dyrektora Padoła.
NIE MOŻE KUPIĆ
Spytaliśmy Jerzego Padoła, czy Dariusz Kowalski ma możliwość wykupu mieszkania. Dyrektor wyjaśnia, że kto złożył wniosek o wykup lokalu do końca sierpnia 2012 r. mógł kupić mieszkanie ze zniżką 90%. I te wnioski są realizowane. Uchwała mówi, że wykupić mieszkanie może tylko najemca lokalu.
- W tym przypadku wniosek nie został zrealizowany, gdyż wuj tego pana zmarł - powiedział Jerzy Padoł. Dodał również, że nie ma możliwości wykupu mieszkania na wolnym rynku, a Dariuszowi Kowalskiemu nie przysługuje prawo wykupu z bonifikatą, bo nie jest najemcą.
NIKOGO NIE MAJĄ
Szef Mogileńskich Domów zaprzeczył jakoby mieli już osobę, która ma zamieszkać w lokalu obecnie zajmowanym przez Dariusza Kowalskiego.
- Gmina ma takie potrzeby, że do burmistrza co wtorek ustawiają się kolejki i prawie każdy prosi o mieszkanie i wsparcie. Na wszystkie lokale, które pozyskujemy w jakikolwiek sposób jest długa lista chętnych. Jak przejmę lokal np. po zmarłym daję taką informację do burmistrza i burmistrz decyduje, komu taki lokal przyznać. A w tym momencie nie odzyskaliśmy jeszcze lokalu. I jest nieprawdą, że kogoś mamy na to mieszkanie, bo to jest niedopuszczalne - powiedział Jerzy Padoł.
Sugerował również, że Dariusz Kowalski wraz z mamą powinni złożyć wniosek do gminy o przyznanie mieszkania i oczekiwać w kolejce na przydział. Dodał też, że jakiekolwiek poniesione nakłady na remonty mieszkań komunalnych przez najemców, w takim przypadku jak ten, nie mają żadnego znaczenia na to, kto ten lokal może otrzymać. Jego zdaniem, jak gmina przejmowała w 2003 r. budynki w Marcinkowie, wszystko co było tam pobudowane zostało przejęte przez gminę.
- „Mogileńskie Domy” będą konsekwentnie dążyć do tego, aby ten lokal odzyskać dla gminy- dodał Jerzy Padoł.
POSZEDŁBY NA RĘKĘ
Odnośnie pisma, które trafiło do Dariusza Kowalskiego 30 grudnia, dotyczące opuszczenia lokalu jeszcze tego samego dnia, dyrektor Padoł twierdzi, że jeśli taka sytuacja miała rzeczywiście miejsce wystarczyło zadzwonić, a wówczas ustalony zostałby inny termin opuszczenia lokalu.
- Nie ma sprawy, żeby pójść komuś na rękę - dodał Jerzy Padoł.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1148 (7/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze