Reklama

Zbieranie odpadów chcą zastąpić hodowlą świń

Łukasz Paciorek najpierw zamierzał utworzyć w Głęboczku składowisko odpadów. Ale teraz pojawił się pomysł, aby w Głęboczku zbudować chlewnię na 10 tysięcy świń. Prosięta sprowadzane byłyby z Holandii, tuczone przez 3 miesiące i odstawiane do Holandii. Mieszkańcom wsi pomysł się nie podoba.

     PŁACĄ, CHCĄ ZBIERAĆ ODPADY
     W ubiegłym tygodniu z reporterem Pałuk skontaktował się brat prezesa firmy Centrum Recyklingu, Transportu i Górnictwa sp. z o.o. z Łodzi, zajmujący się również sprawami firmy Łukasz Paciorek. Firma stara się, by na bazie po firmie Alstal w Głęboczku prowadzić działalność związaną ze zbieraniem odpadów. Tego nie chcą jednak okoliczni mieszkańcy. Swój negatywny stosunek do tego pomysłu wyrażał również burmistrz Mogilna Leszek Duszyński. Stanowczo publicznie zapowiedział, że nie dopuści, by firma mogła prowadzić w Głęboczku działalność. Obecnie trwa w mogileńskim ratuszu postępowanie administracyjne o wydanie decyzji środowiskowych dla firmy na prowadzenie składowiska odpadów.
     Firmie jednak bardzo zależy, by działalność w Głęboczku prowadzić, bo - jak przyznał Łukasz Paciorek - nieruchomość pochłania ogromne pieniądze. Przyznał, że ma ogromny żal do burmistrza: - Płacimy 10.000 zł podatku co miesiąc, nic nie robimy nielegalnie, staramy się o stosowne pozwolenia, a burmistrz Mogilna mówi, że nie pozwoli na taką działalność. Dostaje od nas pieniądze, 10.000 zł nie chodzi drogą, jest tam plac przemysłowy. Ktoś nam mówi, że nie pozwoli na coś, a 10.000 zł pobiera - mówił oburzony Łukasz Paciorek. Ma też żal do radnego Janusza Myszkowskiego, że nie chce się z nim spotkać.
     CZUJĄ SIĘ NĘKANI
     Łukasz Paciorek utyskuje, że co chwilę mieszkańcy robią zdjęcia siedziby ich firmy, czy nawet tablic rejestracyjnych przyjeżdżających samochodów. Czuje się przez to nękany. Dodaje, że nie rozumie też zamieszania, dotyczącego tabliczek na ogrodzeniu otaczającym teren, jaki firma dzierżawi w Głęboczku. Chodzi o tablicę z napisem: Są dwa psy, jeden dobry, drugi zły, Jeżeli on Cię nie zagryzie, to ja Cię zastrzelę i drugą: Uwaga złe psy! W przypadku ataku proszę położyć się na ziemi i oczekiwać pomocy. Jeżeli takowa nie nadejdzie życzymy szczęścia...
     Łukasz Paciorek mówił: - Na swoich posesjach takie tabliczki ma co dziesiąta osoba. Jak wejdę na teren jakiegoś gospodarza w Głęboczku i on ma widły, to tak samo mnie przebije, bo to jest jego własność i ma prawo się zemścić. Jakim prawem my jesteśmy prześladowani przez urzędników i przez mieszkańców? Dodał, że w ostatnim czasie firmę odwiedziła nawet Straż Miejska.
     MYŚLĄ O ZMIANIE DZIAŁALNOŚCI
     Łukasz Paciorek dodał, że w firmie wspólnie stwierdzili, że jeżeli mieszkańcy nie chcą, by była tam prowadzona działalność związana ze zbieraniem odpadów, mogą zmienić plany odnośnie prowadzenia działalności. Nowym pomysłem jest prowadzenie w Głęboczku chlewni na 10.000 świń.
     - My jesteśmy porządną firmą, jestem rolnikiem i właśnie tak myślałem, mam umowy z firmą holenderską i będę tam budował chlewnię, bo będę chciał tam 10.000 sztuk świń. Ta firma przywozi małe świnie, ja je wychowuje do
     3 miesięcy i ja im z powrotem je oddaję. To są tereny wiejskie i będziemy chcieli tuczyć tam świnie - mówi Łukasz Paciorek. Dodał, że do tego jednak niezbędne jest przeprowadzenie rozmów z mieszkańcami.
     - Wystąpimy o operat środowiskowy na tę chlewnię, a się okaże, że im się też to nie podoba, bo będzie im śmierdzieć albo coś. Mam pytanie do tych osób, co ja mogę tam robić? To jest strefa przemysłowa, jest pobierany podatek, coś tu trzeba robić - mówi przedstawiciel firmy.
     NIE DOPUŚCIĆ DO SYTUACJI Z WSZEDNIA
     Jak zapewnił reportera Pałuk 12 kwietnia zastępca burmistrza Jarosław Ciesielski, przedstawiciele firmy nie są traktowani z góry. Złożyli oni wniosek w postępowaniu środowiskowym i jest on rozpatrywany, tak jak każdy inny.
     Zastępca dodał, że wypowiedzi burmistrza Leszka Duszyńskiego, ale również jego samego znaczyły tyle, że zrobią wszystko, by nie dopuścić do sytuacji, jaka ma miejsce we Wszedniu.
     - Przypomnę, że po krótkiej, zbliżonej działalności pewnej innej firmy pozostała tam bomba ekologiczna. Natomiast przedstawiciele tej firmy nie poczuwają się do obowiązku wywiezienia zgromadzonych odpadów, w celu ich końcowej, właściwej utylizacji. Praktycznie nie ma z nimi kontaktu - mówi zastępca Jarosław Ciesielski.
     O KONSULTACJE NIE PYTALI
     Zastępcę burmistrza Jarosława Ciesielskiego zapytaliśmy również, czy jest szansa, by gmina zorganizowała takie konsultacje z mieszkańcami oraz z przedstawicielami firmy, na których brak Łukasz Paciorek skarżył się. Jarosław Ciesielski mówił: - Nie przypominam sobie, by pan Filip Paciorek lub ktokolwiek inny reprezentujący jego firmę zwracał się do gminy Mogilno z propozycją przeprowadzenia konsultacji z mieszkańcami. Tym niemniej nikt przecież im nie zabrania samodzielnego zorganizowania takiego spotkania.
     Z kolei pracownik wydziału ochrony środowiska w Urzędzie Miejskim w Mogilnie Dominika Wieczorek poinformowała uzupełniając wypowiedź zastępcy, że postępowanie o wydanie decyzji środowiskowych nadal jest w toku. Obecnie gmina czeka na opinię RDOŚ co do konieczności przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko. Dopiero po uzyskaniu opinii burmistrz podejmie decyzję co do konieczności przeprowadzenia oceny oddziaływania (przygotowanie raportu), a dopiero później wyda decyzję kończącą postępowanie administracyjne.
     Jeśli zostanie podjęta decyzja o konieczności przygotowania raportu, dopiero wtedy zostaną przeprowadzone konsultacje społeczne.
     - Na obecnym etapie uwagi i wnioski mogą składać strony postępowania, którymi są właściciele nieruchomości sąsiednich do działek, na których planowane jest przedsięwzięcie oraz inwestor - mówiła Dominika Wieczorek. Urzędniczka dodała, że podczas wydawania decyzji burmistrz Leszek Duszyński będzie miał na uwadze zarówno interes inwestora, jak i mieszkańców.

 

Reklama
     NOTATKA STRAŻY MIEJSKIEJ Z KONTROLI W GŁĘBOCZKU 4 I 5 KWIETNIA
     W nawiązaniu do zgłoszenia otrzymanego od Pana w dniu 3 kwietnia 2017 roku informuję, że dnia 4 kwietnia 2017 roku o godzinie 8:00 udałem się wraz ze st. insp. Grzegorzem Szwarckopfem i st. str. Dariuszem Kruzel do miejscowości Głęboczek, celem zweryfikowania uzyskanych informacji. Na miejscu okazało się, że plac dzierżawiony od firmy Alstal jest zamknięty, a z komina jednego z budynków zlokalizowanych na ww. posesji wydobywa się dym. Mogło to świadczyć, o tym, że na terenie posesji wykonywana jest jakaś działalność gospodarcza.
     Na ogrodzeniu widniała informacja z danymi kontaktowymi dzierżawcy. Skontaktowałem się telefonicznie z Panem Paciorkiem [(numer telefonu (numer znany redakcji )], który poinformował mnie, że ze względu na wcześniej zaplanowane czynności służbowe nie może przybyć na miejsce. W związku z powyższym termin wejścia na teren obiektu ustalono na dzień 5 kwietnia 2017 roku na godzinę 10:00.
     W dniu 5 kwietnia 2017 roku udałem się ponownie na miejsce zgłoszenia wraz ze st. str. Dariuszem Kruzel, gdzie czekał na nas Pan Wiktor Paciorek. Mężczyzna oprowadził nas po nieruchomości, udostępniając tym samym wgląd do wszystkich pomieszczeń. W budynkach nie znajdowały się żadne odpady przemysłowe.
     Podczas rozmowy zapytałem Pana Paciorka, czy na terenie posesji prowadzona jest jakaś działalność gospodarcza, ponieważ we wtorek w godzinach porannych z komina jednego z budynków wydobywał się dym. Rozmówca odpowiedział: „w związku z ponoszeniem kosztów dzierżawy placu prowadzę odzysk miedzi z kabli. Za pomocą specjalnego urządzenia podgrzewam izolację i wyciągam z nich przewody miedziane. Nie ma to jednak nic wspólnego z opalaniem przewodów”.
     Poinformowałem Pana Paciorka, że powinien zaprzestać prowadzenia powyższej działalności w ww miejscu, do momentu uzyskania odpowiedniego zezwolenia.


     MIESZKAŃCY TRZYMAJĄ RĘKĘ NA PULSIE
     12 kwietnia sołtysowi Niestronna i radnemu Januszowi Myszkowskiemu przekazaliśmy żale Łukasza Paciorka. Odnośnie spotkania z przedstawicielami firmy sołtys mówi: - Po prostu dalej nie widzimy potrzeby takiej, żeby się spotykać. Mógł się pan ich zapytać, co teraz robią.
     Dodał, że firma nadal na terenie placu robi niepokojące mieszkańców ruchy.
     - Spalają jakieś śmieci, coś tam jest palone, trudno określić co, bo każdy boi się tam podejść. Pan Grobelski też parę razy tam był, bo mieszkańcy dzwonią do dyrektora, bo wiecznie jakieś samochody wjeżdżają i wyjeżdżają. Nie ma w ogóle o czym rozmawiać. Czekamy za tą zgodą środowiskową, co zrobi burmistrz - mówi Janusz Myszkowski.
     Poprosiliśmy również sołtysa, by powiedział, co on na to, że firma jest nagabywana przez mieszkańców, są spisywane tablice rejestracyjne samochodów i robione zdjęcia.
     - Dziwią się temu? To jest nic dziwnego. Uważam, że mieszkańcy trzymają rękę na pulsie. Lepiej dmuchać na zimne niż się niemile rozczarować. Coś tam się dzieje teraz, mieszkańcy przychodzą, rozmawiamy, pilnują tego i dobrze robią. Nie mają nic, żadnych dokumentacji, a tam samochody co chwilę wjeżdżają, wyjeżdżają, ogniska wieczorami są palone, ja nie będę non stop dzwonił na Straż Miejską - tłumaczył radny z Niestronna.
     Dodał również, że jeden z Paciorków był u niego dwa razy, chciał zorganizować jakieś spotkanie z mieszkańcami. Za każdym razem jednak Janusza Myszkowskiego nie było w domu. - Chciał przedstawić mieszkańcom, co chciał zrobić, ja z mieszkańcami rozmawiałem, mieszkańcy nie chcą podjąć tematu. Później jednak radny Myszkowski dodał: - Jeśli tym panom zależy, może przyjdzie czas i pora, że kiedyś spotkamy się na zebraniu, ale na razie nie ma o czym gadać.
     PALĄ KABLE, SPRZEDAJĄ MIEDŹ
     Podjęliśmy również trop, jaki przekazał Janusz Myszkowski, odnośnie palenia czegoś na terenie firmy w Głęboczku. Dyrektora Grobelskiego zapytaliśmy 12 kwietnia, czy były zgłoszenia od mieszkańców odnośnie rozpalania jakichś ognisk na terenie po byłej bazie firmy Alstal. - Były takie - odpowiedział krótko Arkadiusz Grobelski. Dyrektor dodał: - Kiedy ja byłem na miejscu to akurat nic takiego się tam nie działo. Wejść na ten teren nie mogliśmy. Wiem, że była również Straż Miejska i zostali chyba wpuszczeni tam przez właścicieli.
     Dalej dyrektor mówił, że więcej na ten temat mógłby powiedzieć komendant Mirosław Kuss.
     - Z tego co ja pamiętam, to potwierdziło się, że opalali tam kable celem później sprzedaży złomu - dodał dyrektor Grobelski.
     - Faktycznie dostaliśmy zgłoszenia od dyrektora Grobelskiego, że do takich rzeczy może dochodzić. Oni tam kable miedziane podgrzewali i wyciągali miedź. Ja tę sprawę przekazałem później do wydziału pana Arkadiusza Grobelskiego, żeby dalsze czynności podjęli. Z tego miejsca została spisana notatka - mówił komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss. Sytuacja, o której mówili, miała miejsce 4 kwietnia, ale komendant uspokajał, że od tego czasu na terenie gminy nic się nie działo. Notatka dla dyrektora Grobelskiego została sporządzona przez strażników 5 kwietnia, publikujemy ją w całości (czytaj w ramce).
     O ŚWINIACH NIE WIEDZIELI
     W Urzędzie Miejskim pytaliśmy urzędników, czy wiedzą coś na temat planowanej hodowli świń na terenie Głęboczka i czy może firma przymierzała się do zmiany prowadzonej działalności.
     - Do chwili obecnej do tutejszego urzędu nie wpłynęła żadna informacja, wniosek o planowanej zmianie przedmiotu prowadzonej działalności - tłumaczyła Dominika Wieczorek.
     Zapytaliśmy również sołtysa, co by powiedział na to, gdyby w Głęboczku zamiast działalności związanej ze zbieraniem odpadów miałaby powstać chlewnia dla 10.000 świń.
     - To już całkiem nie ma o czym mówić. Takie coś to było chyba przerabiane w Palędziu kilka lat temu. Tam to nie doszło do skutku. Świniarnia to nie będzie nic lepszego jak zbieranie śmieci - Janusz Myszkowski.

Damian Stawski
Pałuki nr 1312 (14/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości