- Chcemy takiego prezesa, który będzie dbał o nasze interesy
Zbuntowane osiedla
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie zwołał cztery Nadzwyczajne Zebrania Grup Członków. Zrobił to dwa lata po ustawowym terminie. Na trzech z nich spółdzielcy przegłosowali, że są one nieważne.
Tylko na osiedlu przy ul. Dworcowej program zebrania przegłosowano. Nie doszło jednak do głosowania uchwał. Zebranie skończyło się niczym. fot. Magdalena Lachowicz Na spotkaniu spółdzielców 30 września w Mogilnie zapadła decyzja o stworzeniu listy, na której będą podpisywali się mieszkańcy żądając - zgodnie z obowiązującą ustawą- zwołania Walnego Zgromadzenia Członków. Lista z 516 podpisami 15 października dostarczona została do Spółdzielni. Zgodnie z zapisami ustawy, jeśli 10% członków złoży swoje podpisy, to Spółdzielnia w ciągu 4 tygodni ma obowiązek zwołać Walne Zgromadzenie Członków. Jednak zarząd spółdzielni usilnie stara się przeszkodzić działaniom spółdzielców i nie dopuścić do zwołania Walnego Zgromadzenia Członków.
Dwa tygodnie temu na klatkach schodowych we wszystkich blokach należących do mogileńskiej spółdzielni, na trzech osiedlach mieszkaniowych w Mogilnie oraz osiedlu w Strzelnie, pojawiły się informacje o zwołaniu Nadzwyczajnych Zebrań Grupy Członków. W porządku zebrania przewidziane było m.in. przedstawienie projektu statutu po orzeczeniach Trybunału Konstytucyjnego i omówienie tematyki Zebrania Przedstawicieli Członków.
Ustawa z 14 czerwca 2007 r. zniosła jednak takie organy spółdzielni, jak: Zebranie Grupy Członkowskiej oraz Zebranie Przedstawicieli Członków zastępując je Walnym Zgromadzeniem Członków i nałożyła na spółdzielnie mieszkaniowe obowiązek zmiany statutów zgodnie z przepisami w terminie do 30 listopada 2007 r. oraz zgłoszenie tych zmian do KRS w terminie do 31 grudnia 2007 r.
W tym momencie było już wiadomo, że 3 zebrania w Mogilnie i 1 w Strzelnie będą nieważne. Jednak mieszkańcy na zebrania przyszli w ustalonych dniach i godzinach.
Feliks Walkowski domagał się m.in. ujawnienia pensji prezesa Jana Guzika, członków Rady Nadzorczej oraz całego zarządu SM. Kwoty ani na tym, ani na pozostałych zebraniach nie padły. Pensje i diety to tajemnica, choć na wynagrodzenia składają się wszyscy członkowie spółdzielni. fot. Magdalena Lachowicz NA SÓJCZYM WZGÓRZU
Pierwsze spotkanie odbyło się w mogileńskim gimnazjum 4 listopada. Było to Nadzwyczajne Zebranie Grupy Członków zamieszkałych w Mogilnie przy ulicach: Witosa, Powstańców Wlkp. oraz w bloku w Świerkówcu nr 51. Na przewodniczącego zebrania spółdzielcy wybrali Marię Jackowiak. W zebraniu wzięło udział 80 członków. Co prawda w zebraniu wzięło udział o wiele więcej mieszkańców, ale zgodnie z regulaminem w głosowaniu mogli brać udział tylko członkowie posiadający mandaty.
Przewodnicząca zebrania poinformowała wszystkich, że zebranie zwołane jest nielegalnie i nie ma mocy prawnej. Dodała przy tym, że spółdzielnia działa na nielegalnym statucie, więc nie ma o czym dyskutować. Następnie doszło do głosowania, w którym 42 członków zagłosowało przeciw zatwierdzeniu porządku obrad. Wówczas część osób od razu opuściła zebranie, a część pozostała, aby skorzystać z obecności prezesa i porozmawiać o swoich bolączkach, głównie związanych z uwłaszczeniem oraz niepokojąco rosnącymi kosztami utrzymania mieszkań.
Także w Strzelnie zebranie Spółdzielni Mieszkaniowej zostało uznane za nieważne. Nie doszło, podobnie jak w Mogilnie na Sójczym Wzgórzu i na tzw. niemieckim cmentarzu, do uchwalenia porządku obrad. fot. Magdalena Lachowicz OSIEDLE PRZY DWORCU PKP
Drugie zebranie odbyło się w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Mogilnie 5 listopada. Obejmowało bloki przy ulicach: Dworcowej, Hallera i Kościuszki. Na przewodniczącego zebrania spółdzielcy wybrali Jerzego Bauzę. Tutaj na 338 członków zamieszkałych na tym osiedlu w zebraniu wzięło udział 49. Jednak to zebranie wyglądało nieco inaczej. Porządek obrad, w którym jednym z punktów było przedstawienie statutu, zaakceptowały 34 osoby, a tylko 7 osób było przeciw.
Na to spotkanie zaproszeni zostali funkcjonariusze mogileńskiej policji. W trakcie zebrania słychać było głosy, że prezes bał się rozróby, w związku z tym załatwił sobie obstawę. Niektórzy spółdzielcy poczuli się, jak przestępcy i mieli żal do prezesa, że nasyła na nich, jako pracodawców całej załogi Spółdzielni Mieszkaniowej, policję. - Który pies gryzie rękę, która go karmi? - padały głosy z sali. Prezes Guzik tłumaczył, że funkcjonariusze Andrzej Szczepaniak i Jarosław Konieczny zaproszeni zostali jako dzielnicowi. - To jeszcze poprzedni komendant policji wystosował do nas pytanie, czy na takich spotkaniach mogą uczestniczyć dzielnicowi. Chodziło o to, że może ktoś z mieszkańców miałby do nich pytania - mówił Jan Guzik.
Część mieszkańców chciała dowiedzieć się, jak wygląda statut. Druga twierdziła, że teraz jest to nieistotne, bo jaki by on nie był, jest z mocy prawa nieważny. - Żaden statut nie będzie zaakceptowany, gdy nie będzie zatwierdzony przez Walne Zgromadzenie Członków. Zarząd nie robi nic - krzyczeli mieszkańcy.
Zdzisław Krotowski domagał się od prezesa informacji, jak wygląda sprawa gruntów pod garażami w Strzelnie fot. Magdalena Lachowicz Prezes tłumaczył, że Spółdzielnia Mieszkaniowa przygotował statut w ustawowym terminie, jednak Sąd doszukał się w nim 11 błędów i odesłał celem poprawienia. 27 maja 2008 r. - zdaniem prezesa Guzika - na Zebraniu Przedstawicieli Członków poprawiony statut oddany został do zatwierdzenia, jednak wówczas przedstawiciele nie zatwierdzili go. - Jeżeli statut zostanie zarejestrowany, to Zebranie Przedstawicieli Członków zastąpione zostanie Walnym Zgromadzeniem Członków - tłumaczył prezes Guzik.
Mieszkańcy stwierdzili jednogłośnie, że nikt z nich nie widział statutu. - Statut powinien dostać każdy członek spółdzielni, ale do tej pory nie było nam to dane. Nad czym mielibyśmy głosować, skoro nie znamy jego treści. Spółdzielnia winna jest dostarczyć statut na żądanie spółdzielcy - denerwował się Feliks Walkowski. Po jego wypowiedzi na sali rozległy się oklaski. Prezes odpowiedział, że projekt statutu każdy delegat otrzyma do poczytania do domu. Następnie zatwierdzony już statut Spółdzielnia wyda każdemu za darmo - Projektu statutu nie otrzyma niestety każdy mieszkaniec - twierdził prezes Guzik.
Na kolejne głosy padające z sali, że zarówno statut, jak i całe to zebranie jest nieprawomocne, prezes powoływał się na artykuł 9 ustawy, która jego zdaniem w pkt. 2 mówi, że do czasu zarejestrowania zmian w statucie postanowienia dotychczasowych statutów regulujących funkcjonowanie Zebrania Przedstawicieli Członków pozostają w mocy.
Jedna z członkiń grupy inicjatywnej Bożena Bogdańska powiedziała, że to, co mówi prezes, jest kłamstwem, gdyż w sytuacji, kiedy nie ma zarejestrowanego statutu działają przepisy ustawy. - Zarząd jest jednak głuchy i nie przyjmuje tego do wiadomości. Nadal upiera się przy czymś, co można tylko nazwać sztucznym tworem. Dlaczego nie zwoła pan Walnego? Ja panu powiem, pan się boi. To my jesteśmy pana pracodawcami, to dzięki nam ma pan pracę. Spółdzielnia to my, więc chcemy mieć możliwość podejmowania decyzji - mówiła Bożena Bogdańska.
W dalszej części zebrania prezes poinformował mieszkańców o sytuacji w sprawie wydzielenia gruntów pod blokami.
Przypomnijmy, że pierwotnie proSpółdzielnia miała projekt, w którym na jednej działce znajdowały się wszystkie bloki na osiedlu przy ul. Dworcowej. Obecnie, jak zaznaczył prezes Guzik, trwa procedura dzielenia działki na nieruchomości jednobudynkowe. - Następnie podejmiemy kolejno odrębne uchwały i każdy ponownie otrzyma je do domu, bo inaczej nie można tego zrobić - mówił Jan Guzik.
Na zebraniu przy ul. Dworcowej była policja. Prezes mówił, że po to, by odpowiedzieć na ewentualne pytania członków o bezpieczeństwo na osiedlach. fot. Magdalena Lachowicz - Ale jeśli walne, tak jak pan prezes proponuje, będzie w czerwcu, to wtedy nie ma mowy, żeby ktokolwiek utrzymał się z obecnych organów, ani zarząd, ani Rada Nadzorcza, bo dłużej jak 3 lata to my się nie damy kiwać - mówił Jerzy Bauza. Wówczas na sali słychać było oklaski. - Jeżeli do czerwca nie przeprowadzimy absolutorium, to trzeba będzie inaczej tę sprawę załatwić - dodał Bauza.
Wówczas Feliks Walkowski powiedział, że czerwiec, to i tak jest stanowczo za długo. - Wszystkie spółdzielnie w Polsce zdołały już pozałatwiać sprawę statutu i uwłaszczeń. Pozostała tylko Spółdzielnia w Mogilnie, która nie zrobiła nic - mówił Feliks Walkowski.
Halina Wiśniewska mówiła, że jeśli od początku grunty byłyby podzielone zgodnie z oczekiwaniami spółdzielców, dawno byłoby po sprawie i nie musiałoby być żadnych odwołań. - Gdyby pan od razu zrobił podział na nieruchomości jednobudynkowe, nie byłoby dzisiaj dyskusji, ale pan nie zastosował się do przepisu - mówiła Halina Wiśniewska.
- Co wy macie na usprawiedliwienie? Braliście nasze pieniądze na wypłaty, za nasze pieniądze się utrzymywaliście, a cały czas działaliście na naszą szkodę - dodał Feliks Walkowski.
Następnie Feliks Walkowski spytał prezesa, jakie są płace w spółdzielni. Ile zarabia prezes, wiceprezes, sekretarz, jakie diety pobiera Rada Nadzorcza. Niestety, pomimo kilkakrotnych próśb, nie otrzymał odpowiedzi od prezesa.
Bożena Bogdańska z grupy inicjatywnej mówiła: - Wszystko, co tutaj prezes powiedział, to jest kłamstwo. Prezes kłamie jak z nut. I pan przytakuje panie Jurku (Jerzy Bauza, przyp. mal), a przecież zna pan ustawę i pan wie, że zaskarżony wyrok nie wstrzymuje realizacji ustawy. Jeżeli nie zostanie zarejestrowany statut, obowiązują przepisy ustawy. Co jeszcze ważne, od tego czasu nie ma zebrań przedstawicieli, obowiązuje tylko i wyłącznie Walne Zgromadzenie Członków - mówiła Bożena Bogdańska. Następnie dodała, że działaniami mogileńskiej spółdzielni zainteresował się poseł Brejza, marszałek Sejmu, czy minister Grabarczyk.
Wówczas Wanda Berlińska zaatakowała Bogdańską: - Pani bojkotuje zebranie. - Kto udzielił tej pani głosu? Ona nie jest mieszkanką naszego osiedla - dodał Hieronim Borzymowski. Teresa Furmańczyk odczytała fragment statutu - zresztą i tak nieważnego - który mówił o tym, kto może zabrać głos podczas zebrania. Wypowiedziane słowa mieszkańców zadziwiły członków grupy inicjatywnej, która działa dla dobra wszystkich mieszkańców i także ich interesy reprezentuje.
OSIEDLE PRZY 900-LECIA
Ostatnie zebranie ze spółdzielcami z Mogilna odbyło się 6 listopada również w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego i dotyczyło bloków przy ul. 900-lecia i terenu tzw. niemieckiego cmentarza. Tutaj na przewodniczącą wybrana została Zofia Michalska. - Nie możemy zatwierdzić porządku zebrania, ponieważ od lipca 2007 r. nie ma takiego organu jak zebranie członków, jest natomiast Walne Zgromadzenie Członków. Spółdzielnia to my, a nie pan prezes. Prezes jest tylko naszym zarządcą. Mówię wam to wszystko, żebyście wiedzieli, że dzisiejsze spotkanie jest nielegalne i nieważne - mówiła Zofia Michalska. Na 101 obecnych członków 81 głosowało za unieważnieniem zebrania.
- Prezes nadal tkwi w czymś, co nie istnieje. Nie obrażając pana prezesa. Albo jest to zwykła manipulacja, albo jest to zwykła nieudolność - mówiła Zofia Michalska. Przewodnicząca przypomniała także, że dwukrotnie spotykali się spółdzielcy na zebraniach organizowanych przez grupę inicjatywną, jednak ani prezes, ani przewodniczący Rady Nadzorczej Piotr Gądecki nie skorzystali z zaproszenia. - Po prostu prezes i szef rady mają nas wszystkich w d... . Prezes traktuje nas jakbyśmy byli dla niego zagrożeniem - krzyczeli mieszkańcy.
- Panie Gądecki, pan jest powołany po to, aby nadzorować pracę prezesa, co pan w tej kwestii robi. Okazuje się, że nic. Czy pan nie zna swoich obowiązków? Dosłownie grupa wzajemnej adoracji w dodatku słono opłacana przez nas spółdzielców - kontynuowała Zofia Michalska popierana oklaskami przez mieszkańców.
Podczas piątkowego spotkania prezes cały czas twierdził, że zarząd Spółdzielni działa zgodnie z prawem.
Podczas spotkania głos zabrał także obecny wśród mieszkańców radny Rady Miejskiej Mogilna Grzegorz Stochliński, który stwierdził, że bardzo zbulwersowała go informacja, że na spotkaniu spółdzielców z ul. Dworcowej obecna była policja. - Policja jest od ścigania przestępców, a nie od tego, by pilnować członków spółdzielni na zebraniu. Ja na najbliższej grudniowej sesji wystąpię do komendanta policji, aby przyszedł i publicznie na sesji wytłumaczył to zachowanie - mówił radny Stochliński.
Zebranie zakończyło się pytaniem skierowanym przez Tadeusza Matelskiego do prezesa Guzika, czy może podać datę zwołania Walnego Zgromadzenia Członków. Niestety prezes nie udzielił odpowiedzi.
- Pan jest inteligentnym człowiekiem, ale o nas spółdzielcach pan nie myśli. A my chcemy mieć prezesa, który będzie z nami współpracował, dbał o nasze interesy, doradzał nam - mówiła Zofia Michalska. Z sali było tylko głosy: - On się na to stanowisko nie nadaje.
- Co pan zamierza zrobić z tym uwłaszczeniami? Bo do końca roku zostały niecałe dwa miesiące. A po tych dwóch miesiącach, niech mi pan wierzy, będzie pan płakał - zapowiadał Roman Jastrzębski. Odpowiedź prezesa była prosta. Mówił, że nawet jeśli spółdzielnia nie zdąży, to i tak każdy, kto złożył wniosek na wykup mieszkania za przysłowiową złotówkę, po 1 stycznia też kupi je za tę cenę. Spółdzielcy obawiają się jednak, że w przyszłym roku wzrosną koszty notarialne.
Członek Rady Nadzorczej Mirosław Gutowski ze Strzelna bronił działań prezesa Jana Guzika. Przysłuchuje mu się członek zarządu SM Krzysztof Twarużek. fot. Magdalena Lachowicz ZEBRANIE W STRZELNIE
Ostatnie spotkanie ze spółdzielcami odbyło się 9 listopada w sali Urzędu Miejskiego w Strzelnie. Na przewodnicząca zebrania wybrano Irenę Pułkownik. W zebraniu uczestniczyło 67 członków na 411 zamieszkałych w Strzelnie przy ul. Michelsona oraz na Osiedlu Piastowskim. 64 osób głosowało przeciw porządkowi obrad. 3 osoby, którymi byli członkowie zarządu i Rady Nadzorczej Spółdzielni, głosowało za przyjęciem porządku obrad. - Dzisiejsze zebranie z mocy prawa jest nieważne i możemy je traktować jedynie jako spotkanie towarzyskie - usłyszeli zebrani od Ireny Pułkownik.
W Strzelnie także padło wiele gorzkich słów w kierunku prezesa Guzika, członka Rady Nadzorczej Waldemara Krzewiny oraz członka Zarządu Spółdzielni Mirosława Gutowskiego. - Co pan, panie Gutowski, zrobił w sprawie zatwierdzenia nowego statutu? Pytam, bo przecież brał pan za to pieniądze. Pan działa przeciwko nam, a powinien pan nas reprezentować. Dlaczego od 2002 r. nie mam nawet odpowiedzi na moje pisma? Co robi, pytam się, Rada Nadzorcza Spółdzielni? Co robi zarząd Spółdzielni? Siedzi na stołkach i robi wszystko, by nie skorzystać z istniejącej ustawy - mówiła obecna w Strzelnie Bożena Bogdańska.
Na zebraniu poruszona była sprawa uwłaszczenia bloków od nr 1 do nr 8 na Osiedlu Piastowskim. Przewodnicząca Pułkownik przypomniała, że mieszkańcy tych bloków zaproszeni zostali przez Radę Nadzorczą i członków zarządu 21 października do siedziby Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie doszli do porozumienia w sprawie podziału gruntów pod tymi blokami. I takie porozumienie po półtorarocznej batalii zostało podpisane. Spółdzielcy otrzymali całe grunty, o które walczyli, a które zostały przekazane Spółdzielni przez Urząd Miejski w Strzelnie.
- Otrzymaliśmy pierwszy szkic. Ale cały czas uczulaliśmy prezesa, czy zdążymy z tym do końca roku. Prezes pełen optymizmu twierdził, że będzie robił wszystko, aby zdążyć. Prosiliśmy, aby żadnego dnia nie stracić - mówiła Irena Pułkownik.
Od tego czasu minęły już 3 tygodnie. Spółdzielcy strzeleńscy sprawdzili, czy projekt geodezyjny jest już gotowy. Niestety odpowiedź była przecząca. Spółdzielcy domagali się podania konkretnego terminu, kiedy sprawa uwłaszczeń się definitywnie zakończy.
Burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak, który cały czas wspiera spółdzielców, również i tego dnia obecny był na spotkaniu. Pytał prezesa Guzika, co zrobi, gdy grunty rzeczywiście nie trafią do mieszkańców - Nasi radni Rady Miejskiej są mądrymi ludźmi. Podejmując uchwałę o przekazaniu gruntów spółdzielni za 5% wartości zaznaczyli, że w całości mają one trafić do mieszkańców. Jeżeli nie trafią, czy prezes zamierza oddać ziemię gminie, która przekaże ją mieszkańcom? - pytał burmistrz. Odpowiedź nie padła.
Na spotkaniu w Strzelnie również padło pytanie, kiedy prezes zwoła Walne Zgromadzenie Członków. I w tym przypadku mieszkańcy nie otrzymali odpowiedzi.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 926 (45/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze