Osiedle Bajkowe w Stawiskach
Zdanie mieszkańców mniej ważne
Mieszkańcy nie chcą mieszkać przy ulicy o tej nazwie. Radni nic sobie z tego nie robią i postanowili nie brać pod uwagę tych głosów.
Jan Thiede był zdania, że należy uszanować wolę mieszkańców fot. Paweł Lachowicz Właściciele 8 działek przy ul. Sierotki Marysi w Stawiskach na Osiedlu Bajkowym nie chcą mieszkać przy ulicy o takiej nazwie. O tym, że mogileńscy radni nadali taką nazwę ich ulicy na sesji 9 września, mieszkańcy zorientowali się dopiero po publikacji w Pałukach. I to nie od razu, bo przy artykule nie było zamieszczonej mapki, która to dokładnie jest ulica. Przed nadaniem nazwy nikt z nimi nie rozmawiał, ani nie konsultował tej nazwy.
Mieszkańcy tych 8 działek poprosili radnych, by zmienili nazwę ich ulicy na ul. Guliwera. Pisaliśmy o tym już trzykrotnie na łamach Pałuk.
Radni dwukrotnie już zajmowali się Sierotką Marysią. I dwukrotnie bohaterka bajki Marii Konopnickiej wychodziła zwycięsko z opresji.
13 października na sesji dyskusja odbywała się tylko w punkcie Wolne głosy. Jednak już wtedy można było zaobserwować podział wśród radnych. Na tych, którzy nie mają zbytniej ochoty uszanować woli mieszkańców oraz na tych, dla których sprawa jest oczywista i uchwała powinna być zmieniona. Tej ostatniej grupie przewodził radny Jan Thiede.
Na poniedziałkowych komisjach rady miejskiej 8 listopada radni zobowiązali burmistrza Leszka Duszyńskiego do przygotowania na sesję projektu uchwały o zmianie nazwy ul. Sierotki Marysi na ul. Guliwera.
Jacek Kończal obwiniał mieszkańców, że to oni zaniedbali sprawę a radni nie są winni fot. Paweł Lachowicz Nazajutrz, już na obradach plenarnych rady miejskiej 9 listopada, radny Jacek Kończal zgłosił wniosek o niewprowadzanie tego punktu pod obrady sesji. Radny przestrzegał, że zmiana uchwały pod wpływem pisma mieszkańców ulicy wprowadzi niebezpieczny precedens. Jego zdaniem przyjęcie uchwały zmieniającej poprzednią uchwałę może zaszkodzić radzie miejskiej jako instytucji. - Stworzymy precedens do wywierania wpływu na decyzje podejmowane przez radę miejską w sposób, że tak powiem niezorganizowany - mówił radny Przymierza. Zwracał uwagę, że podczas całej procedury przyjmowania nazwy ulicy nikt z mieszkańców nie zgłaszał żadnych wniosków, cała procedura nie była tajna, a katalog nazw, z której wzięto ul. Sierotki Marysi, znany był wszystkim.
Z takim rozumowaniem nie mógł zgodzić się radny lewicy Jan Thiede. Zwrócił uwagę na dwa fragmenty listu mieszkańców do rady miejskiej. Pierwszy fragment brzmiał: My jako właściciele działek, chcielibyśmy mieć wpływ na nazwę ulicy. I drugi fragment: Liczyliśmy na to, że ktoś z władz lokalnych zasięgnie naszej opinii.
Jan Thiede uważa, że te dwa fragmenty należy odczytać jednoznacznie, jako brak konsultacji społecznych w tym konkretnym przypadku nadawania nazwy ulicy. Radny w ostrych słowach opisał, jak w tej chwili wygląda sytuacja rady miejskiej: - Ustawiliśmy się w takim narożniku, jakbyśmy to nie my byli dla społeczeństwa, a społeczeństwo dla nas.
Jacek Kończal wtedy podsumował, że żaden przepis nie nakłada na radnych obowiązku konsultowania nazwy ulicy. - Jeżeli ktoś tutaj dokonał jakiegoś zaniedbania, to raczej ci właściciele tych nieruchomości. Nie wystąpili z żadną propozycją - mówił. Dodał jednocześnie, że kolejność działań powinna być przejrzysta. Najpierw należy stworzyć procedury przyjmowania nazw ulic, a dopiero potem zająć się tą sprawą.
Na nic zdały się apele radnego Thiede: - My nie jesteśmy nieomylni czy wszechwiedzący.
Wniosek radnego Kończala o niewprowadzanie uchwały do programu sesji poparło 14 radnych, 6 wstrzymało się od głosu. I tylko Jan Thiede był za tym, by zająć się na ostatniej sesji w kadencji zmianą nazwy z ul. Sierotki Marysi na ul. Guliwera.
Jeżeli w ogóle wniosek mieszkańców będzie rozpatrywany, zrobi to już nowo wybrana rada miejska.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 979 (46/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze