Reklama

- Zielińska, ty już dzwonisz, a śnieg jeszcze dobrze nie sypie

Śnieg na drodze w Procyniu zalega grubą warstwą. Barbara i Mateusz Sarnowscy brną środkiem drogi, prowadząc rowery z zakupami.

     fot. Paweł Lachowicz

Burmistrz Duszyński, odśnieżanie, drogi, Gmina Mogilno
     - Zielińska, ty już dzwonisz, a śnieg jeszcze dobrze nie sypie
    W ubiegłym tygodniu po mocnych opadach śniegu urzędniczka ratusza Teresa Szczechowicz tłumaczyła dzwoniącym po pomoc mieszkańcom, że gmina Mogilno nie odśnieża już dróg, bo zakończyła zimową akcję. Teresa Szczechowicz miała oddzwonić do Urszuli Zielińskiej, co będzie z zawianą drogą w Procyniu. Nie oddzwoniła. Po wyjściu z ratusza interweniującego u niej reportera Pałuk, zadzwoniła do mieszkanki Procynia z pretensjami, że nasyła na nią dziennikarzy.

     POD LASEM
     Urszula Zielińska wraz z rodziną mieszka w Procyniu (gm. Mogilno) od 27 lat. Jej gospodarstwo i kilka innych oddalone jest od centrum wsi o blisko 3 km. Miejscowi nazywają tę część wioski Pod lasem. Szczególnie zimą oraz podczas wiosennych roztopów mają problemy z przejezdnością gruntowej drogi, która prowadzi do ich zabudowań. Droga zimą rzadko jest odśnieżana, a wiosną lub po obfitych opadach deszczu zamienia się w bajoro. Chociaż mieszkańcy tej części Procynia przyzwyczaili się do spartańskich warunków drogowych, ich cierpliwość też ma swoje granice.
     Problem polegał na tym, że po ubiegłotygodniowych środowych opadach śniegu i wiejącym silnym wietrze, który nawiewał śnieg z pól na drogi, dojazd do posesji naszej czytelniczki stał się wręcz niemożliwy. Droga została całkowicie zawiana.
     URZĘDNIK NIE ODDZWONIŁ
     Pani Urszula miała tymczasem kilka ważnych spraw do załatwienia. Dlatego 4 kwietnia zadzwoniła do wydziału gospodarki przestrzennej i architektury mogileńskiego ratusza z prośbą o odśnieżenie zasypanego odcinka drogi. Telefon odebrała urzędniczka, która miała ją poinformować, że wróciła dopiero z urlopu, ale z tego co się orientuje, to gmina zakończyła już akcję odśnieżania. Zadeklarowała jednak, że spyta burmistrza i oddzwoni do mieszkanki Procynia. Mijały dni, a urzędniczka nie oddzwoniła. Pani Urszula przyszła wtedy po pomoc do naszej redakcji.
     5 kwietnia chcieliśmy pojechać do Procynia, jednak droga była na tyle nieprzejezdna, że pani Urszula uprzedziła, iż nasze redakcyjne seicento nie przebrnie śniegowych kolein na tej drodze.
     - Może pan tutaj do mnie podjechać, ale to jest horror. Zależy jakim samochodem pan przyjedzie. Tutaj trzeba zobaczyć, jak to wygląda, a ja na drogę pieszo nie będę wychodzić, bo syn idzie do pracy, a ja nie mam możliwości sama dojechać. A jest to prawie trzy kilometry. Żeby to było odśnieżone, to byłaby inna sytuacja, a nie było odśnieżanie, to teraz na tej drodze jest ciężko - mówiła Urszula Zielińska.

Urszula Zielińska podkreśla, że za poprzedniej władzy takich problemów z odśnieżaniem tej drogi nie było

Reklama

      fot. Paweł Lachowicz

     SPOTKANIE PRZY SKLEPIE
     Ostatecznie spotkaliśmy się z naszą rozmówczynią przy sklepie w Procyniu, 6 kwietnia. Mimo że od naszej pierwszej rozmowy minęły już 2 dni, drogą nadal nie szło swobodnie przejechać, a wyminięcie się z pojazdem jadącym z naprzeciwka graniczyło z cudem.
     - To jest szok, bo wiadomo, że jak środek drogi jest śniegiem zasypany, to się zrobiły same koleiny. Ja nie pamiętam już dawno takiej drogi, jaka jest u nas w tej chwili. To jest XXI wiek i to jest nienormalne - powiedziała pani Urszula.
     Zdaniem naszej rozmówczyni, fatalny stan drogi to także wina zalegającego na poboczu dotychczas zgarnianego śniegu przy odśnieżaniu drogi zimą. Na domiar złego przy drodze brakuje rowów melioracyjnych, czego skutkiem jest to, że topniejący śnieg zamiast spływać poboczem, zalewa środek drogi. Jej zdaniem, sprawę rozwiązałby samochód z dużym pługiem.
     - Ale pani z ratusza powiedziała, że akcje odśnieżania już zakończyli. Najgorsze, że człowiek nic na to poradzić nie może - dodała pani Urszula.
     KIEDYŚ LEPIEJ ODŚNIEŻALI
     Jej zdaniem droga wymaga gruntownego remontu, gdyż z tego co pamięta, to ostatnio droga na całej długości naprawiana była 20 lat temu.
     - Teraz jest wykonane pół kilometra tej drogi od centrum wsi z „duszyniówek”. W tym roku ma być wykonane kolejne pół kilometra oraz 200 metrów ma być zrobione z funduszu sołeckiego. Taka jest prawda, że nim tę drogę zrobią z „duszyniówek”, to może to potrwać 12 lat, oczywiście jak „duszyniówki” jeszcze będą. Za tyle lat, to ta pierwsza część będzie pewnie już nieprzejezdna. Rozmawialiśmy już na ten temat nie raz we wsi. Ja powiedziałam, że jeżeli są pieniądze przeznaczone na „duszyniówki”, a są też wioski, które nie potrzebują remontu dróg, to moim zdaniem powinni ten kamień przeznaczyć na te drogi, gdzie jest to naprawdę potrzebne - twierdzi Urszula Zielińska.
     - Ile to człowiek musi się nachodzić i napłakać, żeby nas odśnieżyli, a oni potrafią powiedzieć w ten sposób: „Zielińska, śnieg jeszcze nie zacznie dobrze sypać, a ty już dzwonisz po odśnieżanie”. Powiedziałam, że jak bym mogła przejechać, to bym nie dzwoniła. Powinno być tak, że człowiek rano wstanie i nie musi się o to martwić - dodała pani Urszula.
     Z rozrzewnieniem wspominała wcześniejsze lata. Twierdziła, że wówczas nie było problemów z odśnieżaniem dróg. Jej zdaniem, kiedyś gmina bardziej dbała o swoich mieszkańców. Wystarczył tylko jeden telefon, a ekipa do odśnieżania pojawiała się niemal natychmiast.
     - W tym roku jest tragedia. Przetargi powygrywali, pieniądze biorą, a nie ma kto przyjechać i odśnieżyć. Jest tutaj obok droga powiatowa i nigdy nie ma problemu z jej odśnieżeniem i akurat w ten czwartek też byli odśnieżać, a nasza gminna droga do dzisiaj jest zasypana - mówiła Urszula Zielińska.

Reklama

Damian Zieliński wozi w samochodzie betonowe bloczki, by było większe obciążenie auta, co pozwala na sprawniejsze przebicie się przez zalegający śnieg

       fot. Paweł Lachowicz

     AUTOBUS ZOSTAWIAŁ PRZY SKLEPIE
     W nieciekawej sytuacji znalazł się syn pani Urszuli - Damian, który codziennie musi wyjeżdżać do pracy. Jest kierowcą autobusu w PKS. Do tej pory autobus parkował przy posesji, ale teraz ze względu na zawianą i nieprzejezdną drogę autobus zostawiał na placu przy sklepie w centrum wsi.
     - Na święta przyjechał autobusem pod dom. Chciał sobie ułatwić, ale posypało śniegiem. Tylko dzięki temu, że sołtys załatwił w święta odśnieżanie, to syn mógł wyjechać do pracy. W środę, jak córka wracała ze szkoły, to już przejechała z trudnościami. Dlatego w czwartek dzwoniłam do urzędu, żeby przyjechali nas odśnieżyć. Chcieliśmy węgiel przywieść, a że kierowca zna tę trasę powiedział, że w tej chwili nie przywiezie, bo nie przejedzie - skarży się pani Urszula.
     BETONOWE BLOCZKI
     Damian Zieliński, aby bez problemu przebrnąć samochodem zaśnieżoną drogę, wozi w aucie osobowym betonowe bloczki, które na tyle obciążają pojazd, że może sprawniej przejechać. Samochód ma napęd na tylne koła i bez obciążenia mocno nim rzuca.
     - Ale przy takim obciążeniu samochód więcej spala paliwa. Mi chodzi o sam fakt, że gmina sobie jaja z ludzi robi. My nie mamy ciągników, bo jak bym miała ciągnik, to tych urzędników bym w nosie miała - dodała Urszula Zielińska.
     NA ZAKUPY ROWEREM I PIESZO
     W sklepie w Procyniu zakupy w sobotę robiła też jej sąsiadka Barbara Sarnowska, która wraz z synem Mateuszem spod lasu na zakupy przyjechała rowerem. Co tydzień w soboty robią większe zakupy, natomiast po chleb jeżdżą codziennie. Nie posiadają innego środka lokomocji, więc poruszają się rowerami.
     - Ta droga naprawdę jest tragiczna, rowerem nie jedziemy, a prowadzimy, bo tak jest wygodniej. Dzisiaj jest sobota, to zakupy są trochę większe, tym bardziej, że rodzinę mam liczną. Tutaj proszę pana w razie nagłej choroby, to nawet karetka do nas nie dojedzie - powiedziała Barbara Sarnowska.
      ZAKOPAŁ SIĘ
     Sobotnie popołudnie okazało się być dosyć ciepłe, niemalże cały czas świeciło słońce. To spowodowało przyspieszone roztopy. Po południu nasza rozmówczyni wybrała się na uroczystość rodzinną do swoich teściów i musiała po raz kolejny pokonać wspomnianą drogę. Ona jakoś szczęśliwie dojechała, jednak syn ugrzązł w drodze powrotnej.
     - Próbowali wyciągnąć go osobowym samochodem, lecz nie dali rady, więc musieli ściągnąć ciągnik. Musiałam dać chłopom na flaszkę, żeby przyjechali i syna wyciągnęli - opowiadała pani Urszula 8 kwietnia.
     PRETENSJE URZĘDNIKA
     Tego też dnia o sprawie odśnieżania drogi w Procyniu chcieliśmy porozmawiać z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim i dyrektorem wydziału gospodarki przestrzennej i architektury Arkadiuszem Grobelskim. Nie było ich na miejscu.
     Udało się nam ustalić, że pracownikiem, który 4 kwietnia odbierał telefony od mieszkańców w sprawie dróg, była podinspektor Teresa Szczechowicz. Czwartek był jej pierwszym dniem pracy po urlopie. Usłyszeliśmy od niej tylko, że 4 kwietnia było kilka telefonów z prośbą o odśnieżanie, lecz mieszkańcy poinformowani o zakończeniu akcji, mieli twierdzić, że jakoś się przemęczą.
     Spytaliśmy Teresę Szczechowicz o telefon od mieszkanki Procynia oraz o obietnicę oddzwonienia, wówczas powiedziała, że nie jest upoważniona do udzielania prasie informacji.
     Teresa Szczechowicz informacji nie udzieliła, ale błyskawicznie po wyjściu reportera zadzwoniła do Procynia z pretensjami. - Miała pretensje, że ja zgłosiłam to do „Pałuk”.      A jak się nic nie załatwi, to gdzieś trzeba iść z tym problemem. Twierdziła, że ona do mnie wtedy dzwoniła, a ja nie odbierałam. Telefon miałam na wierzchu i albo ja, albo synowa byłyśmy cały czas w domu. Pan dzwonił i się jakoś dodzwonił. Powiedziałam jej tylko jedno, że były cięższe zimy i jakoś wszystko było odśnieżone, a w tym roku to jest totalna klapa - powiedziała Urszula Zielińska.
     BURMISTRZ NIE ZABRANIA, ALE DYREKTOR NIE MOŻE
     O sprawie odśnieżania i związanymi z tym kłopotami mieszkańców Procynia próbowaliśmy porozmawiać z dyrektorem Arkadiuszem Grobelskim 9 kwietnia. Reporter udał się do Urzędu już o 7:30, by mieć pewność, że zastanie dyrektora w biurze. Zastaliśmy dyrektora przed gabinetem.
     Zanim reporter zdążył o cokolwiek spytać, dyrektor Grobelski z góry zaznaczył, że nie ma czasu, bo ma tego dnia szkolenie. Reporter naciskał jednak na 5 minut rozmowy. Poinformował też dyrektora o sprawie, z którą do niego przyszedł. Odpowiedź dyrektora Grobelskiego była zwięzła i sucha. Mówił, że do niego nikt w tej sprawie nie dzwonił. -      Ja i tak muszę mieć zgodę burmistrza - powiedział Grobelski. Poprosiliśmy w związku z tym o odpowiedź drogą mailową. - Nie, przykro mi bardzo, ale naprawdę się spieszę - odpowiedział stanowczo.
     Burmistrz Leszek Duszyński powiedział, że nie zna tematu i uwaga... skierował nas do dyrektora Grobelskiego. - Proszę porozmawiać o tym z Grobelskim, on jest za to odpowiedzialny. Przecież ja nie będę każdą taką sprawą się zajmował. Z tego co wiem, tam było odśnieżone, ale z pól nawiało. W tym roku była dość długa zima i każdy samorząd to odczuł. Robiliśmy wszystko i wydaje mi się, że aż tak tragicznie to nie wyglądało - usłyszeliśmy od burmistrza. Spytaliśmy burmistrza, czy dyrektor Arkadiusz Grobelski może udzielić nam szczegółowych informacji. Pytaliśmy też, czy włodarz zabronił wypowiadania się do prasy bez jego zgody. - Nikomu nie zamykam buzi i nie zabraniam wypowiedzi. Najlepiej o tym rozmawiać z Grobelskim - zakończył burmistrz Duszyński.
     Po wyjściu z gabinetu burmistrza, na korytarzu Urzędu ponownie spotkaliśmy dyrektora Arkadiusza Grobelskiego. Nadal nie miał czasu na rozmowę.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1104 (15/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości