Henryk Sobolewski ryzykował odgryzienie palca pokazując nam piranię fot. Remigiusz Konieczka
Trzemeszno, krab, krokodyl, pyton, pirania, Jezioro Popielewskie
Złowili piranię
Damian Marciniak twierdzi, że gdyby przyszedł z ojcem później, to pirania zdołałaby już się uwolnić z sideł i odpłynąć. To on podchodząc do stanowiska połowu zauważył, że ryby uciekają z siatki. Wyjął ją z wody. Okazało się, że pirania zdążyła przegryźć siatkę i część ryb wymknęła się już z siatki. - Miałem około 2 kg złowionych ryb, a zostało mi w siatce zaledwie pół kilograma. Siatka miała małe oczka, a ona przegryzła siatkę i ryby uciekły - opowiada Bernard Chudaś, wędkarz, który w Jeziorze Popielewskim koło Trzemeszna złowił piranię.
Wyłowiona w środę z Jeziora Popielewskiego pirania miała około 15 cm długości fot. Paweł Lachowicz JAKA ŁADNA RYBA
Maria i Bernard Chudaś z Trzemeszna chętnie spędzają czas łowiąc ryby na terenie gospodarstwa rybackiego przy ul. Kochanowskiego, nad Jeziorem Popielewskim. Takiego okazu na haczyku jednak się nie spodziewali.
- Zarzuciłem wędkę, aby złowić płotkę, tak na robaka. Najpierw złowiłem płotkę, później jeszcze jedną rybę, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem, co to jest. Pomyślałem, taka ładna ryba, to do oczka wodnego ją wpuszczę - opowiada pan Bernard o połowach 25 lipca. Żona Maria wtrąca, że od razu powiedziała mężowi, że to pirania. - Chyba naoglądałaś się filmów - usłyszała od męża. Pirania o długości około 15 cm razem z innymi złowionymi rybami trafiła do siatki wędkarskiej zanurzonej w wodzie.
- Jak mąż ją chwycił i trzymał, powiedziałam: „pokaż tę rybę, czy to jest na pewno pirania”. Wtedy ona taki dźwięk wydawała, szczękając zębami. Maria Chudaś upewniła się wtedy, że jej przypuszczenie jest prawdziwe: - Lubię oglądać programy o rybach, z nich wiem, że piranie zanim ugryzą, to charakterystycznie szczękają zębami - dodaje.
Bernard Chudaś miał 25 lipca nietypowy połów. Na wędkę złapał drapieżną piranię, zamieszkującą naturalnie wody Ameryki Południowej. fot. Paweł Lachowicz PRZEGRYZŁA SIATKĘ
Zaalarmowany, dotarł na miejsce pracujący od 30 lat w gospodarstwie rybackim brygadzista Marian Marciniak z synem. Pływał akurat łodzią na jeziorze. - Zadzwonili do mnie i powiedzieli, że piranię złowili. Powiedziałem, że chyba żarty sobie stroją - opowiada.
Damian Marciniak twierdzi, że gdyby przyszedł z ojcem później, to pirania zdołałaby już się uwolnić z sideł i odpłynąć. To on podchodząc do stanowiska połowu zauważył, że ryby uciekają z siatki. Wyjął ją z wody. - Okazało się, że pirania zdążyła przegryźć siatkę i część ryb zdołała się wymknąć z siatki - mówi Damian Marciniak. - Miałem około 2 kg złowionych ryb, a zostało mi w siatce zaledwie pół kilograma. Siatka miała małe oczka, a ona przegryzła siatkę i ryby uciekły - opowiada Bernard Chudaś.
CO Z NIĄ ZROBIĆ
Damian Marciniak o zdarzeniu poinformował dyżurnego komisariatu policji w Trzemesznie. - Co to teraz się dzieje, gdzieś tam krokodyla półtorametrowego znaleźli. Ludzie nakupują okazów, potem się im znudzi i wypuszczają do jeziora. Koniec świata - komentował głośno wędkarz. Przypomniał sobie także, że jak łowił wcześniej ryby w tym jeziorze, to płotki były często pokaleczone, jakby ponadgryzane. - Może to ona je gryzła - zastanawia się.
Damian Marciniak był zdania, że złowiona pirania powinna zostać zbadana. Uważa, że ryba na pewno nie przebywała w jeziorze krótko i być może takich piranii w Jeziorze Popielewskim jest więcej. - Woda powinna z jeziora być również zbadana, czy ona długo żyje w tych warunkach. Badania powinny to wykazać - mówi. Jego zdaniem, powinien być do czasu wyjaśnienia zarządzony zakaz kąpieli w jeziorze. - Może to być do czasu, aż się nic nie stanie. Tak samo jak w Słupcy, krokodyl był w jeziorze. Miał ponad półtora metra. Stwierdzono, że żył tam 7 miesięcy - komentował.
Maria Chudaś od razu rozpoznała, że złowiona przez jej męża ryba to pirania. Jednak mąż do końca nie chciał w to uwierzyć. fot. Paweł Lachowicz Przybyły na miejsce asp. Grzegorz Karpiński twierdził, że w Trzemesznie nie ma takiego człowieka, który będzie wiedział, co zrobić z tym fantem. - Dyżurny obdzwania, gdzie tylko może i nic. Ogólnie musiałby być to człowiek, który się rybami zajmuje, który jakby wejrzał wiedziałby, co to jest za gatunek. A są różne gatunki piranii, roślinożerne niegroźne dla człowieka i mięsożerne, które atakują stadami, jak nie mają co jeść - mówił asp. Kamiński.
IZOLACJA W BASENIE
Pirania trafiła ostatecznie do Bełek (leżą za Niestronnem w kierunku Gąsawy), są tam stawy hodowlane należące do Gospodarstwie Rybackiego w Łysininie, które administruje Jeziorem Popielewskim.
- Pirania złowiona została na Jeziorze Popielewskim, które ma 3.000 ha, jest 15 km długie, a jego maksymalna głębokość 73 m. Jest pod bardzo dobrą, moją osobistą ichtiologiczną opieką - powiedział Henryk Sobolewski, prezes Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie.
Ryba, jak ocenia, jest w bardzo dobrej kondycji, gdyż potrzebnego jej pokarmu (żywi się padliną i drobnica wodną) jest w tym jeziorze bardzo dużo i jej to odpowiadało. - Nawet bardzo ładnie języczek nam pokazywała i ząbki - dodaje. Henryk Sobolewski ocenił, że jest to jeden z typów piranii, których odmiany dzieli się na czerwone i kropkowate. Wyłowiona z jeziora w Trzemesznie pirania jest z typu kropkowatych. Ma około 15 cm, waży 200 gram. Obecnie pływa w basenie w Bełkach i tam jest dożywiana.
Zdaniem Henryka Sobolewskiego, do jeziora z całą pewnością nie może wrócić. W stadzie, jak dodaje, pirania jest niebezpieczna dla człowieka, ale tylko w przypadku, gdy jest mało pokarmu.
- Ale jest także ryzyko w przypadku, gdy np. kąpiąca się dziewczyna miałaby na sobie czerwone majteczki, wtedy ugryzie, bo ona lubi czerwony kolor - mówi żartem Henryk Sobolewski. Dodaje, że pirania przebywając w jeziorze na pewno nie zrobi człowiekowi krzywdy, zwłaszcza przy tak dużej populacji ryb młodocianych i narybku. Nawet, gdyby było tych piranii kilkadziesiąt sztuk, to ich populacja nie zagrażałaby, ani ludziom, ani rybakom.
Jego też zdaniem, trudno jest określić, czy w Jeziorze Popielewskim znajdowała się tylko ta jedna wyłowiona przez wędkarzy pirania. Na pewno zaś jest to gatunek pochodzący z Amazonii.
Według Henryka Sobolewskiego, pirania została do Jeziora Popielewskiego przez kogoś wpuszczona. Mogłaby przypłynąć rzekami, gdyby ten akwen był z nimi połączony. - W taki sposób mieliśmy kraba, który przyszedł na Jezioro Ostrowieckie, bo jest połączone z rzekami i morzem. A w tym przypadku Popielewo jest połączone z Wylatowem i dalej z małymi jeziorkami i raczej takie przemieszczenie jest mało prawdopodobnie, tym bardziej, że jest tama zarówno na Mogilno, jak i na Wylatowo - mówi.
- Dopóki będę ją tu przetrzymywał w zamknięciu nic nikomu nie grozi. Robaczki dostaje i jest wszystko porządku - powiedział Henryk Sobolewski. Zajmuje się nią teraz Eugeniusz Janik. Jak zapewnia Henryk Sobolewski, ryba trafiła pod dobra opiekę, będzie dokarmiana i w spokoju może spędzać rybią emeryturę.
Paweł Lachowicz
współpraca:
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1068 (31/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze