Reklama

Zmarła po uderzeniu gałęzią ścinanej olchy

Rzeszyn, tragedia, drzewo, policja
     Zmarła po uderzeniu gałęzią ścinanej olchy
     - Ja stałem z jednej strony drzewa, a syn z drugiej. Jakby stała w innym miejscu, byłoby inaczej, ale chciała jeszcze trochę gałęzi pozbierać. Nie dała rady uciec - mówi Władysław Cz. Po uderzeniu była przytomna. Ojciec z synem zanieśli ją do domu. Tam wypiła herbatę, rozmawiała i zemdlała. Lekarze nie zdołali już jej reanimować.

W głębi tego zadrzewienia w Lubstówku doszło do tragedii przy wycince olch, w wyniku której zmarła 41-letnia mieszkanka Rzeszyna Maria Cz.
         fot. Paweł Lachowicz

     Rodzina Cz. z Rzeszyna (gm. Jeziora Wielkie) udając się rankiem w poniedziałek 5 marca na łąkę położoną w pobliskim Lubstówku nawet w najmniejszym stopniu nie przypuszczała, że pobyt ich zakończy się wielką rodzinną tragedią.
     76-letni Władysław Cz. wraz z dziećmi 40-letnim synem Stefanem i o rok starszą córką Marią po śniadaniu udali się do Lubstówka, gdzie znajduje się ich zadrzewiona łąka. Na ten dzień rodzina zaplanowała wycięcie 3 olch. Na wycięcie drzew właściciel gospodarstwa miał zgodę wydaną 9 listopada 2011 r. W decyzji ustalono termin wycinki do 31 marca 2012 r. Wycinka drzew miała stanowić pielęgnację zadrzewienia na ich łące.
     Wycinką nie zajmują się od dziś - jak powiedział nam Władysław Cz. - często w okresie mrozów wycinają zgodnie z wydanymi wcześniej pozwoleniami drzewa, które służą później jako opał. Wydawałoby się, że znają się na tej sztuce jak mało kto, ale tym razem los chciał zupełnie inaczej. Zazwyczaj na wycinkę wybierali się tylko dwaj panowie, gdyż Maria - córka pana Władysława do maja ubiegłego roku mieszkała w Kruszwicy.
     - Córka mieszkała w Kruszwicy. Miała mieszkanie w bloku, ale krucho było z pracą. Pracowała w miejskiej zieleni, ale ostatnio praca była zaledwie na 3 miesiące w roku, a mieszkanie trzeba było utrzymać, więc wprowadziła się do nas w zeszłym roku w maju, a mieszkanie sprzedała - opowiada reporterowi Pałuk Władysław Cz.
     Odkąd córka Stanisławy i Władysława wróciła do rodzinnego domu pomagała we wszystkich pracach zarówno w domu, jak i w gospodarstwie. - Była bardzo pracowita. Zawsze było ją widać przy pracy - mówi nam sołtys Rzeszyna Paweł Glanc.
     Feralnego poniedziałku Stefan Cz. opowiada nam, że zdążył ściąć już jedno drzewo, a potem wraz z siostrą układał je na stercie.
     - Z jednej i drugiej strony podciąłem, przewróciło się, zaraz gałęzie obciąłem, pień pociąłem na wałki. Razem z siostrą poukładaliśmy je na kupki. Później siostra gałęzie odgarniała, a ja ścinałem drugie drzewo. Gdy je podciąłem z obu stron, to ono zaczęło opadać - opowiada Stefan Cz. Wówczas - jak dodaje - wraz z ojcem zobaczyli, że Maria znajduje się w zasięgu opadającego drzewa. Jak opowiada - zaczęli z ojcem krzyczeć, żeby uciekała.
     - Ale siostra nie zdążyła i czubek od drzewa ją trącił i uderzył w głowę - dodaje Stefan Cz. Z relacji członków rodziny wynika, że po uderzeniu gałęzią Maria Cz. była przytomna, ale jak mówił pan Stefan, nie poruszała się samodzielnie. - Musieliśmy z ojcem ją zanieść do wozu, posadziliśmy ją i przyjechaliśmy do domu. Na miejscu siostra normalnie z nami rozmawiała. Nie było widać żadnych obrażeń, ani krwi. Jeszcze w domu normalnie herbatę wypiła. To była tylko gałąź, która ją uderzyła. Wraz z mamą Stanisławą obejrzeliśmy jej całą głowę, żadnych skaleczeń nie było - dodał Stefan Cz.
     Teren gminy już chwilę po wypadku obiegła wiadomość, że kobietę przygniotło drzewo i zginęła na miejscu, taką też informację otrzymał reporter Pałuk. Rodzina Cz. zaprzecza: - Jakby na nią drzewo spadło, to by nie było co zbierać, a jednak do domu ją żywą przywieźliśmy.
     Dodaje, że wiele razy drzewa ścinał i nic się nie stało. - Zawsze zimą wycinamy drzewa, jak jest mróz, bo tam są łąki torfowe, a to są olszyny zadrzewione, to trzeba poprzecinać, żeby te cieńsze rosły. I właśnie takie wycinaliśmy. Nikt nie chciał, żeby się coś stało, ale wszędzie trzeba uważać - dodał Stefan Cz.
     Sołtys Rzeszyna Paweł Glanc powiedział naszemu reporterowi, że państwo Cz. często cięli drzewa na opał, na zimę. Twierdzi, że kiedyś wynajmowali kogoś do wycinki, ale od kilku lat, jak kupili piłę robią to sami. - Ze Stefanem chodziliśmy razem do szkoły, a siostra jego była o rok starsza. Gdy to się stało, ja byłem w tym czasie na szkoleniu. Jak przyjechałem mama mi powiedziała, że coś się stało u Cz. Później dowiedziałem się, że Marysia nie żyje.
     Ojciec tragicznie zmarłej kobiety mówi, że nie przypuszczał, iż 13-metrowe drzewo tak daleko upadnie i jeszcze trafi w jego córkę. - Ja stałem z jednej strony drzewa, a syn z drugiej. Jakby stała w innym miejscu, byłoby inaczej, ale chciała jeszcze trochę gałęzi pozbierać. Nie dała rady uciec - dodaje Władysław Cz.
     Maria Cz. - zdaniem domowników - po powrocie do domu czuła się dobrze i nie chciała słyszeć o wezwaniu pogotowia. Jednak okazało się, że chwilę potem zemdlała.
     - Jak zemdlała dzwoniliśmy na pogotowie do Strzelna, oni kazali nam dzwonić na Mogilno. Przyjechało jedno pogotowie, później przyjechało drugie z wypadku. Reanimowali siostrę, ale nie dali rady. Potem przyjechała policja i prokurator. Teraz czekamy na informacje. Powiedzą nam co dalej, bo wczoraj zabrali siostrę na sekcję do Bydgoszczy i teraz musimy czekać. Nie wiemy, czy to będą dwa, czy trzy dni, ale trzeba załatwić pogrzeb - opowiada Stefan Cz.
     Obecnie policjanci pod nadzorem prokuratora pracują nad ustaleniem dokładnych okoliczności i przyczyn tragicznego wypadku.
     - Zarzutów żadnych nie usłyszeliśmy. Lekarz wypisał akt zgonu, a prokurator spisywał z tego, co mu powiedzieliśmy. Zabrał pozwolenie na wycinkę i akt zgonu - powiedział nam Stefan Cz.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1047 (10/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości