Mimo tak sędziwego wieku cieszy się dobrym zdrowiem, interesuje się wszystkim, co dzieje się w rodzinie, gospodarstwie oraz całych Markowicach. Jak powiedziała naszemu reporterowi, czuje się cały czas młodo: - Tylko trochę problemów z chodzeniem mam i wzrok już nie ten.
100-letnia Jadwiga Steinborn z bratanicą Iwoną Bykowską, córką Michaliną Bykowską, kierownikiem USC w Strzelnie Joanną Stranc, burmistrzem Ewarystem Matczakiem, przewodniczącym Rady Miejskiej Piotrem Pieszakiem oraz kierownikiem placówki terenowej KRUS
w Inowrocławiu Zygmuntem Pawlaczykiem fot. Magdalena Lachowicz
Jadwiga Steinborn urodziła się 16 października 1914 r. w Markowicach i dzisiaj należy do najstarszych mieszkańców gminy Strzelno. Rodzicami dostojnej Jubilatki byli Jan Steinborn i Marianna z domu Szeliga, którzy oprócz najmłodszej Jadwigi mieli jeszcze 8 dzieci: Władysławę, Stanisława, Helenę, Jana, Kazimierza, Joannę, Stefanię, Anielę. Do dziś żyje jej starsza siostra Joanna, która w styczniu skończy 107 lat i mieszka w Kruszwicy.
Naukę pobierała w polskiej szkole w Markowicach. Młodość kojarzy się jej z ciężką pracą i niepokojem o życie własne i rodziny. Przeżyła dwie wojny światowe. - Ciężko pracowałam. Miałam może 5 lat, to pamiętam jak Niemiec przyszedł i szukał, jaki chleb mama piecze. Braci to na wojnę wzięli, mama ciężko pracowała, a my dzieci co mogliśmy, to pomogliśmy. Bracia w 1924 r. przyszli dopiero z wojska. Poszli wtedy do szkoły rolniczej do Inowrocławia i pracowali, jako zarządcy na majątkach. W grudniu 1939 r. nas z Markowic wygnali do Generalnej Guberni. Tak, jak staliśmy, tak nas zabrali - opowiada pani Jadwiga. Niemcy rodzinę pani Jadwigi wywieźli w Lubelskie, gdzie przebywali 5 lat. Pani Jadwiga pracowała tam jako pomocnica w kuchni, gotowała i sprzątała. - Miałam ciężkie życie, tylko miałam szczęście, że mnie do Niemiec nie wywieźli - mówi pani Jadwiga.
Po 5 latach, w czerwcu 1945 r. rodzina Steinbornów powróciła do Markowic. Okazało się, że Niemcy mieli już ich gospodarstwo przepisane na siebie. - Ale przyszli Polacy i ich stąd wywieźli do Niemiec, a my odzyskaliśmy swój dom.
Nasza Jubilatka jest rodowitą mieszkanką Markowic, tutaj się urodziła, wychowała i tutaj do dzisiaj mieszka. Jest panną i nigdy nie miała własnych dzieci. Do dnia dzisiejszego mieszka w rodzinnym domu, gdzie z wielkim uczuciem opiekują się nią bratanica Iwona Bykowska, córka brata pani Jadwigi Kazimierza i jej córka Michalina.
- Matka nie chciała z nikim być, tylko ze mną. Miałam dużo starających się i matka nie raz mówiła mi wyjdź za mąż, zawsze będziesz miała lżejsze życie. Ale ja mówiłam, że jak wyjdę za mąż, to będę kochać męża, a tak to kocham matkę. I tak z matką byłam do 1969 r., kiedy mama zmarła - opowiada pani Jadwiga. Po śmierci matki mieszkała wraz z najmłodszym bratem Kazimierzem. Mama zapisała bratu pani Jadwigi swoją część majątku, czyli 60 mórg ziemi, a pani Jadwiga miała 30 mórg.
- I tak żeśmy razem tutaj ciężko pracowali. Było ciężko, bo trzeba oddać mleko, zboże oddać z hektara, żywiec oddać. No, a z czego wyhodować ten żywiec i z czego to mleko miały krowy dać, jak wszystko zboże trzeba było oddać. Byłam do prokuratora zawezwana, bo nie miałam z czego oddać. Prokurator spytał się, czy ja sobie zdaję sprawę, co to jest karny obóz pracy, a ja powiedziałam, pani prokuratorze karny obóz pracy to jest 7 godzin, a ja mam u siebie wolny obóz pracy i pracuję 16 godzin. On zaczął dzwonić na milicję do donosicieli w Markowicach i pytał, czy ja pracuję, a oni potwierdzili, że ciężko pracuję i mam jeszcze matkę na utrzymaniu. W samych Markowicach, to dobrzy ludzie mieszkali. Jeden drugiemu tylko dobrze życzył i jeden za drugiego bodajże życie by dał - opowiadała pani Jadwiga.
Pani Iwona opowiada, że ciocia pomimo swojego sędziwego wieku interesuje się wszystkim, co się wokoło dzieje. Interesuje się przed wszystkim tym, co dzieje się w gospodarstwie, czy na ogródku wszystko posadzone i obsiane, a potem pilnuje zbiorów, by w czas zostały zebrane. Bardzo chętnie wychodzi na podwórko, siada na ławeczce i obserwuje.
- Trzeba pomóc cioci wyjść na podwórko, bo ma problemy z chodzeniem. Coraz gorzej widzi i ma też problemy ze słuchem. Natomiast pamięć ma jak mało kto - opowiada pani Iwona.
Domownicy mówią o Jubilatce same dobre rzeczy. Mówią, że pani Jadwiga nie jest w ogóle uciążliwa w codziennym życiu. Zarówno bratanica, jak i jej córka pomagają cioci się ubrać i umyć. Resztę robi sama. W ciągu dnia dużo się modli, praktycznie nie rozstaje się z różańcem. Ze względu na słaby wzrok nie ogląda telewizji, ale słucha radia.
- Wtedy musi być radio rozkręcone tak, żeby ciocia słyszała. Przy okazji my też jesteśmy zmuszone słuchać audycji, które interesują ciocię, ale to nam nie przeszkadza - opowiada Michalina Bykowska.
Pytaliśmy panią Jadwigę, czy jest jakaś specjalna recepta na dożycie tak sędziwego wieku. Usłyszeliśmy, że takiej recepty nie ma. W ciągu swojego życia pani Jadwiga nie stosowała żadnej specjalnej diety. - Trzeba jeść często, ale małe porcje. Jak się człowiek obje, to za każdym razem 5 lat mu ubywa - mówi pani Jadwiga. Na śniadanie zjada zupę mleczną i kawałek chleba. Na obiad je wszystko co ugotują gospodynie, tylko mięso je gotowane. Najbardziej lubi zupę pieczarkową. Nie przepada też za słodyczami, ale lubi placek drożdżowy i pierniki. Nigdy nie piła alkoholu i nie paliła papierosów.
- W moim domu tatuś nigdy nie stawiał na stół ani wina, ani wódki. Alkoholu nie było podczas żadnych świąt i uroczystości rodzinnych - opowiada pani Jadwiga. Nie pija też kawy, bardzo lubi natomiast kakao i to musi być wedlowskie, typowo gorzkie kakao. Domownicy nie pamiętają, by ciocia ciężko chorowała. Obecnie ma problemy z ciśnieniem, a 4 lata temu złamała sobie rękę. Miała też 10 lat temu operację na oczy.
Jadwiga Steinborn od dzieciństwa przywiązana była do kościoła, tym bardziej, że mieszka naprzeciwko markowickiego sanktuarium. Obecnie w każdy pierwszy piątek miesiąca panią Jadwigę odwiedza ksiądz ze spowiedzią i komunią św.
Jubileusz 100. urodzin pani Jadwiga świętowała w dzień urodzin. Tego dnia po południu w parafialnym kościele w Markowicach odbyła się msza św. dziękczynna za zdrowie pani Jadwigi. Do południa Jubilatkę odwiedziła delegacja Urzędu Miejskiego w Strzelnie. Oprócz życzeń i kwiatów pani Jadwiga otrzymała kosz łakoci i ciepły koc. Dodatkowo w uroczystości uczestniczył kierownik placówki terenowej KRUS w Inowrocławiu Zygmunt Pawlaczyk, który oprócz życzeń wręczył jubilatce decyzję o podwyżce świadczeń. Jadwiga Steinborn odbierając życzenia mówiła: - Dziękuję bardzo, że tacy wysocy urzędnicy jeszcze o takiej kropelce wody, jak ja pamiętali.
Jadwiga Steinborn zapytana przez naszego reportera, czego życzyć jej z okazji setnych urodzin mówi, że sama nie wie, bo nie czuje, aby miała 100 lat. My jednak życzyliśmy jej zdrowia i 200 lat.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1184 (43/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze