30-letni mieszkaniec powiatu mogileńskiego wkrótce stanie przed sądem za bezpodstawne zgłoszenie interwencji. Mężczyzna nie potrafił wytłumaczyć policjantom, dlaczego tak postąpił. Za popełnione wykroczenie grozi mu kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 złotych.
Wracamy do zdarzenia, o którym pisaliśmy wczoraj wieczorem.
Otóż w środę, 29 października o godzinie 19.00 na numer alarmowy 112 zadzwonił mężczyzna, który poinformował, że widział jak dwie osoby wpadły do Jeziora Mogileńskiego i zaczęły się topić. Na miejsce natychmiast pojechali policjanci i 2 zastępy strażaków. Na miejsce dotarła także firma Usługi Ratownicze Jerzego Prussaka. Mundurowi dokładnie sprawdzili linię brzegową, jednak nikogo nie znaleźli. Okazało się, że był to fałszywy alarm.
„Żartowniś”, jak poinformował nas rzecznik prasowy KPP Mogilno st. asp. Tomasz Bartecki został w ciągu godziny namierzony i ujęty. - Jego identyfikacja nie była trudna, ponieważ upojony alkoholem 30-latek (prawie 3 promile w organizmie) podał w trakcie rozmowy z dyspozytorem Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Bydgoszczy swoje imię i nazwisko - informuje rzecznik policji.
Mężczyzna nie potrafił w sposób racjonalny wytłumaczyć policjantom, dlaczego tak postąpił. Teraz jego sprawą zajmie się sąd. Za popełnione wykroczenie grozi mu kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 złotych.
- Pamiętajmy! Każdy podobny żart lub bezpodstawne wezwanie służb ratowniczych może kosztować ludzkie życie. Policjanci i strażacy reagują na każde zgłoszenie, a wszystkie niepotwierdzone interwencje absorbują cenny czas, którego może zabraknąć dla osób mogących być naprawdę w niebezpieczeństwie. Dlatego apelujemy o rozważne i odpowiedzialne korzystanie z numerów alarmowych - apeluje rzecznik st. asp. Tomasz Bartecki.
Marek Holak, 30 IX 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze