Reklama

CBŚ odebrało Duszyńskiemu kradzione audi A6

Burmistrz Leszek Duszyński wiedział od maja ubiegłego roku, że audi A6 quatro, którym codziennie jeździł do pracy w ratuszu, zostało skradzione w 2011 r. na terenie Niemiec. Jednak do momentu przyjazdu funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego do Mogilna ukrywał to przed mieszkańcami w głębokiej tajemnicy.

     W ubiegły czwartek 7 stycznia burmistrz Mogilna i jego zastępca przyjechali do pracy później niż zwykle, bo około 9:30. W ratuszu panowała złowroga cisza, korytarze były puste a urzędnicy nie wychylali nosa ze swoich biur. W sklepiku naprzeciwko ratusza nie było można już dostać czwartkowego numeru Pałuk. W ratuszu nikt oficjalnie nic nie mówił o gazecie, nikt nie śmiał jej pokazywać sobie nawet pod biurkiem. Na pierwszej stronie było zdjęcie burmistrza Leszka Duszyńskiego i dyrektora OSRiR Roberta Michalskiego oraz artykuł Pieniądze, pieniądze, pieniądze, kolega od kieliszka i CBA.
     Kilka godzin później okazało się, że to nie artykuł był powodem późniejszego przyjazdu burmistrzów do pracy. Leszek Duszyński pobył chwilę w ratuszu (nieco ponad pół godziny) i z ratuszowego parkingu odjechał swoim audi A6 quatro. Odjechał także jego zastępca Jarosław Ciesielski swoim bmw. Nie znamy dokładnej godzinowej rozpiski tego co działo się później, ale burmistrz swoim audi do ratusza już nie wrócił. Mniej więcej w tym samym czasie na rynku w Mogilnie parkował, jak ustaliliśmy, samochód Centralnego Biura Śledczego z lawetą, na którym było już jedno auto. Burmistrz Duszyński pojechał do Komendy Powiatowej Policji i tam spotkał się z funkcjonariuszami CBŚ. Okazało się, że audi, którym jeździł jest kradzione. Samochód został mu zabrany i zapakowany na lawetę. Funkcjonariusze oddali burmistrzowi rejestrację auta.
     Burmistrz i jego zastępca wrócili razem w bmw między 11:30 a 12:00 do ratusza. Nazajutrz, w piątek 8 stycznia, Leszek Duszyński przyjechał już do pracy oplem corsą.
     Rozmawialiśmy w tej sprawie z Włodzimierzem Strzelińskim, pytając go czy sprawa samochodu burmistrza nie jest czasami odpryskiem zawiadomienia, jakie złożył on w poniedziałek 4 stycznia w siedzibie Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Bydgoszczy odnośnie sytuacji w Ośrodku Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji w Mogilnie. Zapewnił nas, że takiej sprawy nie zgłaszał.
     Zbierając informacje do artykułu ustaliliśmy, że funkcjonariusze CBŚ interesowali się samochodem audi A6 quatro już od dłuższego czasu. Kierowali między innymi do różnych instytucji w Mogilnie (na przykład Powiatowy Wydział Komunikacji) zapytania o sprawdzenie, do kogo obecnie należy samochód, podając numer VIN.
     Leszek Duszyński kupił audi A6 quatro 4 lipca 2012 r. od firmy Leasing Polska sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku, wcześniej jeździł renault megane. Kupił go za kwotę 47.500 zł. Pierwszy raz zakup audi burmistrz ujawnił w oświadczeniu majątkowym za 2012 r. złożonym 12 kwietnia 2013 r. Tam napisał, że cena zakupu audi A6 wraz z kosztami remontu wyniosła go 60.541,62 zł. Tak sam zapis pojawiał się w kolejnych oświadczeniach majątkowych za lata 2013 i 2014. Za 2015 rok oświadczenie jeszcze nie było składane.
     Burmistrz we wtorek 12 stycznia poinformował publicznie, co przytrafiło się jego rodzinie. Przedstawił to jednak w taki sposób, że przestrzegał przed pochopnym kupowaniem używanych aut. Już w maju ubiegłego roku dowiedział się od śledczych rozpracowujących gang handlarzy kradzionymi samochodami z okolic Radomia, że audi, którym jeździ jest kradzione. Zostało skradzione 30 maja 2011 r. na terenie Niemiec.
     Spytaliśmy go o to, dlaczego skoro od maja 2015 r. wiedział o tym, że auto jest kradzione, ciągle je przez 7 miesięcy używał jeżdżąc do pracy w ratuszu? Burmistrz tłumaczy: Używałem tego auta od maja 2015 r., bo prawo pozwala na użytkowanie osobie, która zakupiła w dobrej wierze, do czasu fizycznego jego oddania. W całej tej sprawie padłem ofiarą. Wybrałem wyspecjalizowaną, dużą firmę, by być pewnym, że wszystko jest w porządku. Niestety, okazało się, że samochód, który mi sprzedano pochodzi z kradzieży.
     Jesienią ubiegłego roku burmistrz zażądał od firmy, od której nabył auto zwrotu pieniędzy za zakup audi i 12 stycznia ten zwrot otrzymał. - Firma poczuła się do odpowiedzialności. W ramach ugody otrzymałem 48.000 zł - informuje.
     Pytaliśmy ponadto Leszka Duszyńskiego, czy ktoś pomagał mu w zakupie samochodu, pośredniczył w zakupie, bądź ktoś polecił mu firmę z Gdańska, w której kupił w 2012 r. auto? - Nie, nikt mi nie pomagał w zakupie i nikt mi nie polecił. Firma ta jest powszechnie znana i ceniona, a szczegółowe informacje o niej przeczytałem w internecie, a także uzyskałem od jednego z członków rodziny, który również kupił samochód za pośrednictwem tej firmy - wyjaśnia burmistrz Duszyński.
     Różnica między kwotą, jaką zapłacił kupując auto a kwotą podawaną w oświadczeniach majątkowych wzięła się stąd, że audi A6 quatro było remontowane. Pytany o to burmistrz, wyjaśnił, że audi wyremontowane zostało w firmie PHU Auto Gwiazda z Padniewka (gm. Mogilno). Firma należy do Małgorzaty Gwiazda - żony jednego z najbliższych współpracowników burmistrza, byłego radnego Rady Miejskiej w Mogilnie Romana Gwiazdy.
     Do sprawy zakupu auta postaramy się wrócić w kolejnych numerach. Tym bardziej, że nie udało nam się porozmawiać z przedstawicielami CBŚ i Policji.

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1248 (2/2016)

Reklama

Komentarz

Jak prywatne stało się publiczne
     Półtora roku temu, 14 stycznia pisałem w gazecie o tym, że Centralne Biuro Śledcze odebrało burmistrzowi Mogilna Leszkowi Duszyńskiemu samochód audi A6 guatro. Samochód okazał się być skradzionym na terenie Niemiec. Burmistrz dostał od Leasing Polska sp. z o.o. odszkodowanie w kwocie 47.500 zł, czyli tyle pieniędzy za ile kupił samochód.
     Dwa dni przed moim artykułem, we wtorek 12 stycznia 2016 r. Leszek Duszyński wrzucił na swój oficjalny burmistrzowski profil wyprzedającą informację zatytułowaną „Uwaga przy zakupie używanego samochodu”. Chciał, by opinia publiczna wcześniej poznała jego wersję wydarzeń. Co ciekawe, ani słowem nie wspomniał w niej o wizycie CBŚ w Mogilnie 7 stycznia 2016 r.
     Treść tej informacji brzmiała: Moi Drodzy, chciałbym podzielić się z Wami nieprzyjemną sytuacją, jaka spotkała moją rodzinę. Otóż w lipcu 2012 r. zakupiliśmy samochód od Leasing Polski sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku. Wybraliśmy wyspecjalizowaną, dużą firmę, by mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Niestety, po 3 latach od zakupu w maju 2015 r. okazało się, że samochód, który nam sprzedano, pochodzi z kradzieży dokonanej na terenie Niemiec w 2011 r. Zażądaliśmy zwrotu pieniędzy od firmy, od której nabyliśmy auto. Firma poczuła się do odpowiedzialności i w dniu dzisiejszym zwróciła nam pieniądze. Do tej pory nie rozumiemy, jak to możliwe by samochód pochodzący z kradzieży mógł przejść procedurę celną i zostać zarejestrowany na terenie Polski. Na całe szczęście w tym przypadku nastąpił dla nas szczęśliwy finał. Kochani, uważajcie, bo taka historia może spotkać każdego z Was.
     Po artykule w Pałukach, zaraz tego samego dnia 14 stycznia burmistrz wrzucił na profil burmistrzowski kolejny wpis, zatytułowany tym razem „Obrzydliwy atak Holaka”.
     Oto jego treść: Ze zdziwieniem i obrzydzeniem przeczytałem artykuł p. Holaka o zabraniu mojej rodzinie samochodu. Twierdzenie, że ukrywałem to przed mieszkańcami w głębokiej tajemnicy jest podłym nadużyciem, które ma na celu wywrzeć na czytelnikach jak najgorsze wrażenie o tej nieprzyjemnej dla nas sytuacji. Czy mamy obowiązek o wszystkich prywatnych sprawach informować tygodnik "Pałuki"? Jeździłem tym samochodem ponieważ sprawa nie była do końca przesądzona. W maju 2015 r. dowiedziałem się od funkcjonariuszy Policji, że auto może pochodzić z kradzieży. Dopiero po kilku miesiącach stało się jasne (po przeprowadzeniu badań przez biegłego rzeczoznawcę), że samochód jest kradziony. Ponadto firma leasingowa podjęła czynności w kierunku legalizacji pojazdu jako ich własności. Ostatecznie do tego nie doszło i zwróciłem samochód odzyskując całą kwotę, którą zapłaciliśmy. Pan Holak podle kłamie twierdząc, że wiedziałem od mając ubiegłego roku, że samochód jest kradziony, ponieważ przez wiele miesięcy istniało jedynie przypuszczenie, że może pochodzić z kradzieży. Pan Holak pisze, że do tematu wróci. Tak, wrócimy. Moja rodzina na pewno tego tak nie pozostawi.
     Warto dziś zauważyć pewną niekonsekwencję burmistrza Duszyńskiego. W pierwszym wpisie z wtorku pisze: Niestety, po 3 latach od zakupu w maju 2015 r. okazało się, że samochód, który nam sprzedano, pochodzi z kradzieży dokonanej na terenie Niemiec w 2011 r.
     Jednak dwa dni później to samo ubiera już w inne słowa: W maju 2015 r. dowiedziałem się od funkcjonariuszy Policji, że auto może pochodzić z kradzieży. Dopiero po kilku miesiącach stało się jasne (po przeprowadzeniu badań przez biegłego rzeczoznawcę), że samochód jest kradziony.
     Co tak zezłościło burmistrza, że zmienił wtedy w ciągu dwóch dni zdanie? Samochód z kradzionego stał się prawdopodobnie kradzionym, co należało jeszcze dogłębnie zbadać. Burmistrz bronił się w ten sposób przed moją informacją, że od maja 2015 r. do 7 stycznia 2016 r. burmistrz doskonale wiedział, że ma samochód kradziony, ale jeździł nim jakby nic się nie stało i w tajemnicy przed opinią publiczną to ukrywał. Wynika to wprost z jego pierwszego wpisu.
     W tym momencie pada najważniejsze zdanie, które ukazało się półtora roku temu na profilu burmistrza, a do którego nie mogłem do tej pory się odnieść. Brzmi ono tak:
     Czy mamy obowiązek o wszystkich prywatnych sprawach informować tygodnik "Pałuki"?
     Odpowiedź przynosi tegoroczne oświadczenie majątkowe za 2016 rok złożone przez Leszka Duszyńskiego. W dochodach burmistrz napisał: „zwrot z tytułu odstąpienia od umowy kupna samochodu 47.500 zł”.
     Czyli jednak okazuje się, że cała sprawa z samochodem wcale nie ma charakteru prywatnego. Jest to informacja publiczna, którą każdy może sobie przeczytać w oświadczeniu majątkowym burmistrza umieszczonym na stronie internetowej gminy w Biuletynie Informacji Publicznej. W oświadczeniu została ona jednak sformułowania tak lakonicznie, że postronna osoba może nie wiedzieć o co chodzi. Dlatego wcześniej przypominam pokrótce tę sprawę.
     Pytanie Czy mamy obowiązek o wszystkich prywatnych sprawach informować tygodnik Pałuki? jest bardzo sprytnie sformułowane. Wiadomo, że każdy udzieli odpowiedzi - nie mamy. Tylko, że burmistrz Mogilna to nie jest każdy. Gazeta ma obowiązek pisać o wszystkich sprawach związanych z burmistrzem, które są sprawami publicznymi. Nie piszemy o prywatnym życiu Leszka Duszyńskiego. Nie piszemy z kim chodzi na imprezy, kto go odwiedza w domu, o której chodzi spać, do kogo dzwoni, co je na śniadanie. To nas nie interesuje. Interesują nas sprawy tylko związane z wykonywaniem przez niego funkcji burmistrza. Taką właśnie sprawą był zabrany przez CBŚ samochód. Gdyby była to sprawa prywatna, to informacji o zwrocie pieniędzy za kradziony samochód burmistrz nie miałby ustawowego obowiązku umieszczać w oświadczeniu majątkowym.
     W taki sposób informacja, o której burmistrz mówił, że jest prywatną - stała się informacją publiczną.
     Leszek Duszyński dokonując półtora roku temu tego specyficznego zabiegu słownego, chciał wywołać wśród mieszkańców współczucia dla własnej osoby. Nie zawahał się nawet użyć do tego żony Magdy i syna Błażeja. Od początku wiedział, że jedynym celem jego wpisów jest maksymalne zagmatwanie sytuacji z audi A6 quatro, tak, żeby mieszkańcy nie wiedzieli co o całej sprawie myśleć.
     Tymczasem cała sprawa jest bardzo prosta. Burmistrz był poszkodowanym w tej sprawie i to nie ulega wątpliwości. Jedynym moim zarzutem jest to, że wiedział przez 8 miesięcy, iż jeździ kradzionym samochodem i nadal jeździł. Nic w tej sprawie nie zrobił. Na przykład nie odstawił auta na kołek do czasu zakończenia sprawy.
     Zastanawia mnie także przy okazji poziom argumentacji swoich racji przez burmistrza. Czy Leszek Duszyński naprawdę uważa, że w dyskusji publicznej używanie takich słów, jak: podłe nadużycie, obrzydliwy atak Holaka, podle kłamie, z obrzydzeniem przeczytałem, dodaje mu splendoru i wielkości? Na tym ma polegać majestat sprawowanej przez niego funkcji i atrybut jego władzy?
     To ma być siła argumentów burmistrza? Bardziej przypomina to rynsztokowe słownictwo, którego burmistrz z racji piastowanej funkcji powinien jednak unikać.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1326 (28/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości