"- Kobietę ratowaliśmy jak tylko się dało. Ona na początku zwymiotowała, później przyjechało pogotowie i ją przejęli, a takie wypisywanie w Internecie, że jakieś jednostki jej pomogły, to jest jedna wielka bzdura, bo faktycznie zasługi trzeba Izie przypisać. Ta dziewczyna robiła wszystko, aby tą kobietę uratować. Ona robiła wszystko, co można" - opowiada nam Jarosław Adamiak, który jako jeden z pierwszych zawiadomił służby ratunkowe. Nie wiemy, co wydarzyło się nad Jeziorem Ostrowskim, jak kobieta znalazła się w wodzie. Prokurator z Mogilna ma ocenić pod jakim kątem będzie prowadzone ewentualne śledztwo i komu powierzyć jego prowadzenie.
W poniedziałek, 24 lipca około godziny 10.30 ośrodek wypoczynkowy w Przyjezierzu obiegła wiadomość, że na plaży należącej do ośrodka Soda Mątwy utopiła się młoda kobieta. Wielu wypoczywających na terenie wczasowiska w pośpiechu poszła we wskazane w pogłoskach miejsce zdarzenia. Co chwilę słychać było wycie syren, straży pożarnej, pogotowia ratunkowego i policji.
Od wczasowiczów dowiedzieliśmy się, że dryfujące na tafli jeziora ciało kobiety znajduje się niedaleko plaży Soda Mątwy, z lewej strony od plaży głównej Przyjezierza. Okazało się, że kobieta wyłowiona została na przyjezierskim cyplu, w zaroślach pomiędzy ośrodkiem Soda Mątwy, a plażą wojskową, w miejscu gdzie wędkarze najczęściej łowią ryby.
Zanim nadjechały zaalarmowane służby ratunkowe, akcji ratowniczej podjęli się ratownicy WOPR nr 4 z Przyjezierza Izabela Jaroszewska z ojcem Andrzejem, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce zdarzenia. Miejsce, gdzie ciało kobiety dryfowało po jeziorze wskazał im będący na miejscu zdarzenia właściciel wypożyczalni rowerów wodnych Jarosław Adamiak. To on jako jeden z pierwszych zawiadomił służby ratunkowe. - Popłynąłem sobie z kolegą rowerem wodnym zobaczyć na plażę wojskową, było to w granicach 10.30 a 11.00. W pewnym momencie zauważyłem ciało pływające na jeziorze. Powiedziałem do kolegi, że tam dryfuje jakiś duży konar, ale kolega powiedział, że to raczej jakiś człowiek tam jest. Stwierdziliśmy, że podpłyniemy. Widzieliśmy, jak inni rowerami wodnymi pływają i w tej okolicy zawracali. Wydaje mi się, że oni zauważyli tą osobę i dlatego zawracali i zaczęli płynąć z powrotem. Podpłynęliśmy i wtedy zobaczyłem, że ta kobieta tam leży w wodzie, więc zadzwoniłem na 112 i powiedziałem, że prawdopodobnie jakieś zwłoki leżą w wodzie. Powiedzieli mi, że WOPR jest już powiadomiony w Przyjezierzu i oni zaraz podpłyną. Zobaczyłem, że Andrzej z córką płyną i zacząłem im kiwać, wskazując, że jest to w tym miejscu. Oni podpłynęli, wyskoczyli od razu do tej kobiety, ja również podpłynąłem, żeby ją ratować. Cały czas wspólnie prowadziliśmy akcję reanimacyjną. Największą rolę odegrała tutaj córka Andrzeja, Iza, to ona prowadziła te wszystkie czynności, a my na zmianę z Andrzejem żeśmy tą panią pompowali. Z początku puls był niewyczuwalny, ale w końcu ją odzyskaliśmy do czasu przyjazdu pogotowia - opowiada nam Jarosław Adamiak.
Dodał, że jak nadjechali strażacy, to sytuacja była już w miarę opanowana. Mamy też relacje innych świadków zdarzenia, którzy korzystając z przejażdżki rowerkami wodnymi też widzieli dryfujące ciało kobiety i też alarmowali na numer 112.
W międzyczasie w miejscu tragedii pojawili się zaalarmowani ratownicy z WOPR w Kruszwicy oraz karetka ratownictwa medycznego. Policjanci pilnowali porządku. Szczególnie było to konieczne ze względu na fakt, że w miejsce przybywało coraz więcej zaciekawionych wczasowiczów. Przyjezierscy ratownicy powiedzieli nam, że jak do tej pory ten odcinek nad jeziorem nigdy nie był tak uczęszczany i oblegany, jak tego ranka.
W czasie, kiedy Iza ratowała życie kobiety, Andrzej Jaroszewski udał się do woprówki na plaży głównej do ratowników po urządzenie do prowadzenia czynności oddechowych, a konkretnie po resuscytator, zwany również workiem AMBU. Taki worek służy do prowadzenia wentylacji oddechowej i jest stosowany u pacjentów, którzy wymagają wspomagania lub nawet zastąpienia naturalnego oddychania. Wtedy też zabrał z plaży głównej ratownika. Na ten czas kapiący się zostali poproszeni o wyjście z wody, gdyż na czas nieobecności ratownika kąpielisko zostało zamknięte.
- Kobietę ratowaliśmy jak tylko się dało. Ona na początku zwymiotowała, później przyjechało pogotowie i ją przejęli, a takie wypisywanie w Internecie, że jakieś jednostki jej pomogły, to jest jedna wielka bzdura, bo faktycznie zasługi trzeba Izie przypisać. Ta dziewczyna robiła wszystko, aby tą kobietę uratować. Ona robiła wszystko, co można. Próby intubacji nie wychodziły, bo ta kobieta była tak opita wodą, że nie szło jej intubować. Później przyszedł partner tej kobiety i powiedział, by w razie czego nie rozmawiać z nią po polsku, tylko po angielsku. Powiedział nam, że ona jest Hiszpanką i wyszła dzień wcześniej z domu w nocy w późnych godzinach wieczornych. Też mu się pytali, dlaczego jej nie szukał, bo jest takie dziwne, aby nie szukać kogoś do dnia następnego do godziny 11.00 - opowiada nam Jarosław Adamiak.
Znajomy kobiety, który pojawił się na miejscu zdarzenia powiedział, że kobieta miała z sobą czarną torebkę. Natychmiast policjanci rozpoczęli poszukiwania. Znaleźli torebkę na skarpie, niedaleko miejsca, gdzie pływało ciało kobiety. W torebce znajdowały się lekarstwa, które zdaniem mężczyzny kobieta zażywała. - Ona nie była brudna. Wyglądało to tak, jakby spadła z tej skarpy. My zrobiliśmy, co mogliśmy, a faktycznie osoba bliska, która przybyła na miejsce powiedziała nam, że ta kobieta zażywała duże ilości leków - dodał Jarosław Adamiak.
Ostatecznie po pozytywnie zakończonej akcji reanimacyjnej kobieta zabrana została na sygnale do szpitala. Obecnie, jak powiedział nam jej znajomy, u którego przebywała w Przyjezierzu jej stan jest stabilny. Odzyskała już świadomość, ale nie do końca wie, co się właściwie stało. Jej obecny stan zdrowia jest cały czas monitorowany. Nie wiemy, czy już została przesłuchana, czy stan jej zdrowia w tym momencie na to pozwala. Wiemy, że kobieta ma 40 lat, jest Hiszpanką, która obecnie mieszka w Kanadzie. W Przyjezierzu przebywała u znajomego.
Jarosław Adamiak w rozmowie z naszym reporterem podkreśla, że wielu jest teraz rzekomych ojców sukcesu. Niektórzy przypisują sobie zasługi uratowania kobiety, ale prawda jego zdaniem jest zupełnie inna, niż podają w mediach społecznościowych. - Ogólnie, jak dojechały służby ratunkowe, czyli straż pożarna, WOPR z Kruszwicy, czy pogotowie, to my już mieliśmy wszystko opanowane. Córka Andrzeja, Iza Jaroszewska jest po kursie pierwszej pomocy i to jej się największy szacunek należy. To nie jest tak, aby ktoś gdzieś wypisywał bzdury, że kogoś z wody wyciągali. Tam najwięcej, to ta Iza walczyła o tą kobietę. I to ona przy naszej pomocy uratowała tej kobiecie życie - dodał Jarosław Adamiak.
Oficera prasowego KPP w Mogilnie podkom. Tomasza Barteckiego spytaliśmy, czy policja prowadzi w tej sprawie jakieś dochodzenie, a jeśli tak, to pod jakim kątem. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że wszystkie zgromadzone materiały zostały przekazane przez policję do Prokuratury Rejonowej w Mogilnie. Prokurator ma ocenić pod jakim kątem będzie prowadzone ewentualne śledztwo i komu powierzyć jego prowadzenie.
O dalszym rozwoju sprawy będziemy pisać. Więcej zdjęć w papierowym wydaniu Pałuk.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze