Renata Sądej-Frankiewicz (z prawej) i Urszula Walkiewicz (z lewej) z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Gnieźnie w biurze mogileńskich „Pałuki” pojawiły się we wtorek 2 sierpnia
fot. Joanna Świetnicka
Akcja w mogileńskim przytulisku
Mogileńskie psy w prokuraturze
Działaczki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z Gniezna zarzucają, że przytulisko działa bezprawnie, a psy powinny trafiać do schroniska. Ich zdaniem panuje tu bród, smród, a psy są głodne. Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski twierdzi: - Przytulisko od 10 lat stanowi azyl dla bezdomnych psów. Znajdują tu one nie tylko dobre warunki, ale również opiekę weterynaryjną. Prezes MPGK Artur Lorczak uważa, że psy mają czysto, nie są głodne, a kojce myte są codziennie.
BRUD, SMRÓD
W ubiegły wtorek 26 lipca dwie członkinie TOZ przeprowadziły kontrolę przytuliska dla psów, jakie mieści się na terenie MPGK w Mogilnie. Jak powiedziały reporterowi Pałuk Renata Sądej-Frankiewicz i Urszula Walkiewicz, do Mogilna, przyjechały ze względu na sygnały, jakie otrzymywał TOZ odnośnie warunków panujących w mogileńskim przytulisku. - To, co zobaczyłyśmy na miejscu, jest nie do przyjęcia - mówią reporterowi działaczki TOZ. W piśmie do prokuratury zaznaczyły, że w kojcach było: (...) brudno, nie było śladu po karmie, garnki na wodę były puste. W szczególnie niechlujnych warunkach przebywała suka z młodymi. Była to klatka z czegoś w rodzaju siatki pochylona w jedną stronę, tak, że pies nie mógł swobodnie leżeć, nie był także zabezpieczony przed słońcem i deszczem.
Panie zaznaczają również w rozmowie z reporterem, że kojce same w sobie nie są takie złe, ale nie na taką ilość psów (około 20), jaka przebywa w przytulisku. - Do tego nie ma tam wybiegu. Co znaczy, że psy nie są wypuszczane. Jak przyjechałyśmy, był straszny smród. Do tego zwierzaki siedzą skulone w budach, czyli może to świadczyć, że są źle traktowane - opisują swe wrażenia po pobycie na terenie MPGK.
Z pobytu w przytulisku panie nagrały film video.
PRZYTULISKO TO NIE SCHRONISKO
Kolejna sprawa, jaką poruszają działaczki TOZ, to sam fakt funkcjonowania przytuliska. Podkreślają, że w polskim prawie taka forma przetrzymywania psów jak przytulisko nie istnieje. Są tyko schroniska. - To jest getto, a nie schronisko. Utworzone w ramach oszczędności na zwierzętach - mówią.
Zarzucają, że Rada Miejska nie podjęła uchwały regulującej postępowanie z wyłapanymi bezdomnymi psami. - Tam powinno być jasno napisane, że psy są wyłapywane, przez kogo i co się dalej z nimi dzieje. Obowiązkiem własnym gminy jest wyłapywanie psów i zapewnienie im dachu nad głową, ale w schronisku, a nie na dziko zbudowanych przytuliskach - podkreślają.
Obowiązek wyłapywania psów i przewożenia ich do schroniska regulują: rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 26 sierpnia 1998 r. oraz rozporządzenie ministra rolnictwa z 23 czerwca 2004 r. Funkcjonowanie przytuliska takiego jak w Mogilnie jest możliwe, ale pies powinien być w nim tylko dzień, ewentualnie dwa i stamtąd trafiać do schroniska (rozporządzenie mówi, że niezwłocznie). Informacja o tym, dokąd trafiły wyłapane psy, powinna także zostać podana do publicznej wiadomości.
UNIKI
Panie z TOZ zwracają uwagę, że przy kojcach nie było nikogo, z kim mogłyby porozmawiać. Prezes MPGK Artur Lorczak miał im powiedzieć, że jego podwładny - pracownik zajmuje się psami, natomiast on nie orientuje się, co się tam dzieje. - Nie chciał nam powiedzieć, gdzie możemy spotkać opiekuna psów - mówią działaczki.
Podkreślają, że rozmowy z nimi unikał również burmistrz, aż od poniedziałku poszedł na urlop.
10 LAT PRZYTULISKA
Z tego co udało nam się ustalić, pierwsze kojce dla psów pojawiły się w ówczesnym Zakładzie Gospodarki Komunalnej w 2002 r. Burmistrzem Mogilna był wtedy Stanisław Łaganowski a jego zastępcą Przemysław Majcherkiewicz. Dawne ZGK jesienią w 2002 r. otrzymało zlecenie na postawienie ogrodzenia oraz pierwszych bud dla psów. W marcu 2003 r. już za rządów burmistrza Jacka Kraśnego i jego zastępcy Przemysława Majcherkiewicza (pełnił nadzór na ZGK) były pierwsze rachunki za karmę dla psów.
Cały czas, od 2002 r. do początku 2006 r. nie było jednak w gminie żadnej podjętej uchwały na temat wyłapywania psów i dalszego ich losu.
23 czerwca 2006 r. na wniosek radnego Wspólnoty Grzegorza Stochlińskiego podjęta została uchwała w sprawie wyłapywania bezpańskich zwierząt z terenu miasta i gminy Mogilno. Do tej pory robiła to straż miejska. Uchwała precyzuje, kto wyłapuje psy (Zakład Gospodarki Komunalnej), i że mają trafiać do schroniska. Owo schronisko według uchwały powinno być wskazane w ogłoszeniu burmistrza. Takiego ogłoszenia burmistrza Jacka Kraśnego już nie ma. Jest za to w BiP zawiadomienie z 19 października 2006 r., które jednak nie wskazuje takiego schroniska. Można się jedynie domyślać, że psy wyłapane będą trafiały do ZGK, czyli do podmiotu, który je wyłapuje.
27 listopada 2006 r. burmistrz Jacek Kraśny (w ostatnich dniach swego urzędowania) wydał jeszcze zarządzenie w sprawie powierzenia wykonywania uchwały w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt Zakładowi Gospodarki Komunalnej w Mogilnie.
Również w październiku 2006 r. straż miejska przekazała ZGK klatkę, rękawice, itp. do wyłapywania i przewozu psów. Do 2006 r. wyłapywaniem psów zajmowali się strażnicy miejscy, co było niezgodne z prawem, na co właśnie wskazał na początku 2006 r. radny Stochliński.
Od tej pory w sprawie wyłapywania psów nie ma już żadnych innych uchwał czy zarządzeń.
Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski wskazuje, że w gminie Mogilno nie ma jakichś cyklicznych akcji wyłapywania psów. Nie ma dlatego, gdyż MPGK reaguje na każdy sygnał o bezdomnym psie i jego pracownicy natychmiast jadą we wskazane miejsce i psa wyłapują, przewożąc do kojców w przytulisku. - Trudno sobie wyobrazić, by za każdym razem informować, do jakiego schroniska trafia taki pies - mówi wiceburmistrz.
NOTATKA SŁUŻBOWA
Na okoliczność kontroli w MPGK prezes Artur Lorczak przygotował notatkę służbową. Zaznaczył w niej, że działaczki TOZ weszły na teren firmy bez jego wiedzy i zgody. Zaznacza, że jak już przyszły do niego, to dopiero po kilku jego prośbach przedstawiły mu legitymację członkowską TOZ. - Jednak jej ważność skończyła się w roku 2005 - mówi prezes Lorczak. Ma tę legitymację skserowaną.
Obie panie nie chciały rozmawiać na temat nieuprawnionego wejścia na teren zakładu, ani też podstaw prawnych do przeprowadzenia na terenie zakładu kontroli, twierdząc, że nie mają na to czasu. Jednocześnie próbowały wymusić na mojej osobie deklarację wykonania przeze mnie przekazywanych ustnie „zaleceń pokontrolnych”, grożąc wezwaniem policji - czytamy w notatce służbowej.
Prezes Lorczak mówi, że poprosił panie, by wezwały policję, ponieważ z kontroli nie został sporządzony jakikolwiek protokół. Tak się jednak nie stało. - Odchodząc, obie panie stwierdziły, że ich zdaniem „nie jest tak źle, jak to było opisane w anonimowej skardze”, a poprawienia wymaga jedynie wypoziomowanie jednego z kojców przenośnych, w którym znajduje się suczka ze szczeniakami - czytamy w notatce.
LORCZAK: - NIE MA BRUDU
Prezes Lorczak uważa, że w zawiadomieniu do prokuratury podane są nieprawdziwe informacje. Jego zdaniem psy są karmione codziennie, wody mają pod dostatkiem, kojce też myte są codziennie. - Niechlujne warunki, czyli jakie? Trudno dyskutować z takimi stwierdzeniami. Jedyną uwagą, jakie miały „kontrolerki” było ustawienie właśnie tego kojca (o tym jest w notatce). Pracownik właśnie w trosce o zwierzęta podczas mycia kojca przechylił go tak, by woda szybciej odciekła i było sucho. Działaczki „przyłapały” tę sytuację - mówi prezes.
UMOWA Z GMINĄ
Artur Lorczak mówi, że MPGK wyłapuje psy na terenie gminy na podstawie umowy z gminą Mogilno, która zobowiązuje ich do wyłapywania bezdomnych psów i przetrzymania ich do czasu przekazania do schroniska. Jak zapewnia, pracownicy są odpowiednio wyposażeni, znają się na tym, ponieważ robią to od wielu lat.
- Niestety z tego co wiem wszystkie ze znanych nam schronisk odmawiają przyjęcia psów (nawet za odpowiednią odpłatnością), ponieważ same są przepełnione - dodaje prezes MPGK.
WETERYNARZ, SZCZEPIENIA
Prezes potwierdza, że działaczki TOZ pytały się o to, kto się zajmuje psami. - Odpowiedziałem im zgodnie z prawdą, że jeden z pracowników, który jest aktualnie na urlopie. Nie dopytywały jednak o jego nazwisko - mówi. Psami od wielu lat zajmuje się Marek Wojtasiński i od 25 lipca do 5 sierpnia przebywa na urlopie. - Nie ma więc mowy o ukrywaniu kto się zajmuje psami, zwłaszcza w sytuacji, gdy powszechnie wiadomo kto się w MPGK tym zajmuje. Trudno jednak bym z powodu życzenia działaczek TOZ odwoływał w trybie natychmiastowym pracownika z urlopu, zresztą nie wyrażały one takiej potrzeby - dodaje Artur Lorczak.
Od momentu, kiedy prezes Lorczak objął stanowisko prezesa MPGK przytulisko zostało rozbudowane, wyposażone w specjalny system kanalizacyjny ułatwiający codzienne mycie klatek. - Nawiązaliśmy współpracę z lekarzem weterynarii, który zapewnia podstawową opiekę lekarską. Wszystkie psy są też szczepione przeciw wściekliźnie. Uruchomiliśmy także na naszej stronie internetowej zakładkę, w której są zdjęcia wyłapanych psów. Tego wszystkiego wcześniej nie było - mówi prezes.
TO AZYL DLA PSÓW
Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski twierdzi: - Przytulisko od 10 lat stanowiło azyl dla bezdomnych psów sprowadzanych w to miejsce z całej naszej gminy, głównie w wyniku interwencji mieszkańców poruszonych ich losem. Znajdują tu one nie tylko dobre warunki, ale również opiekę weterynaryjną. Na każdej gminie spoczywa obowiązek - jak to określają właściwe w tym zakresie przepisy - ochrony mieszkańców przed bezdomnymi zwierzętami. W naszej gminie mamy dodatkowo element opieki nad bezdomnymi psami, czyli coś, co z reguły jest w naszym kraju realizowane przez organizacje społeczne. Przytulisko z założenia ma być czasowym miejscem schronienia dla psów, do czasu znalezienia dla nich nowych opiekunów lub odnalezienia dotychczasowych. Pracownicy spółki komunalnej w sposób aktywny starają się minimalizować czas pobytu zwierząt w przytulisku, jednak bywa z tym bardzo różnie. Wiele czynników wpływa na to, jak długo konkretne psy tam przebywają. Należy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że jedne psy z przytuliska wychodzą, a inne do niego trafiają. W konsekwencji jest tam praktycznie zawsze dwadzieścia kilka zwierząt. Pozostaje nam - mieszkańcom gminy Mogilno - opiekować się tymi bezdomnymi zwierzętami, tak jak możemy i potrafimy. Innym wyjściem byłoby przekazywanie psów do schronisk zlokalizowanych poza terenem naszej gminy, naszego powiatu, a może nawet naszego województwa. Problem bowiem polega na tym, że na terenie naszego powiatu takiego schroniska nie ma, natomiast miasta (gminy) posiadające schroniska nie są specjalnie otwarte na przyjmowanie zwierząt spoza swojego terenu. Jeśli już się na to godzą, to najczęściej wiążą się z tym duże koszty dla samorządów korzystających z ich uprzejmości.
NIE MA PRZYPADKU
Według prezesa Lorczaka, wizyta pań z TOZ nie była przypadkowa. Była to już trzecia tego typu wizyta w tym roku. Wcześniej kontrolę przeprowadzał już Powiatowy Lekarz Weterynarii i Animalsi z Bydgoszczy.
- Co ciekawe, za każdym razem kontrola była konsekwencją anonimowego donosu, w którym podawano, że psy są głodzone i maltretowane. Nigdy nie potwierdzono jednak tych nieprawdziwych informacji. Działaczki „Animalsów” stwierdziły nawet, że warunki u nas są lepsze niż w niejednym schronisku - mówi prezes Lorczak.
Są na to protokoły pokontrolne.
- Wyraźnie komuś zależy, by wykazać jakie to złe rzeczy dzieją się w „komunalce”. Tak naprawdę los psów u nas się znajdujących wcale nie jest najważniejszy - jest przekonany Artur Lorczak.
Marek Holak
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1016 (31/2011)
Mam suczkę Dinę z przytuliska
Działaczki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oddały sprawę losu psów z mogileńskiego przytuliska w ręce Prokuratury Rejonowej w Mogilnie. Uważają, że burmistrz Leszek Duszyński dopuścił się złamania prawa, a konkretnie ustawy o ochronie zwierząt, dlatego prokuratura powinna ścigać to przestępstwo z urzędu. Burmistrz, zdaniem działaczek TOZ, nie wykonuje - czy wręcz uchyla się, jak to określiły - od swych obowiązków wobec bezdomnych psów.
Odnoszę wrażenie, że w tej sprawie są dwa tematy.
Pierwszym jest kwestia przytuliska. Działaczki TOZ mają rację. Takiej formy sprawowania opieki nad psami nie ma. Psy powinny przebywać w schronisku. Prawo nic nie mówi o przytulisku.
Prześledźmy jednak postępowanie kolejnych władz Mogilna z psami.
Gmina Mogilno ma ważną uchwałę Rady Miejskiej podjętą w 2006 r. - wbrew temu co mówią działaczki - o wyłapywaniu bezdomnych psów i o tym, kto to robi. Otóż zajmuje się tym ZGK, a obecnie sukcesor tej firmy MPGK.
Nie ma za to ogłoszenia, jakie schronisko przyjmuje bezdomne złapane psy. I tu miłośnicy zwierząt mają rację.
Warto się zastanowić, dlaczego tak się dzieje.
Otóż okoliczne schroniska nie chcą przyjmować psów. Są strasznie przepełnione. Nawet, gdyby gminy chciały płacić duże pieniądze, to nie ma miejsca. Urzędnicy gminni mówią, że obdzwaniają schroniska i zawsze jest taka sama reakcja. Nie ma powodów, żeby im nie wierzyć.
Co w takim razie robić. Wydaje mi się, że rozpoczęte przed 10 laty działania ówczesnej władzy pokazały ten kierunek. Były prawidłowe. Najpierw były to pojedyncze budy, potem kojce. Ostatecznie psy miały trafiać do schroniska, a w kojcach miały być tylko przez chwilę. Być może, że na początku psy do schroniska trafiały, nie pamiętam już tego.
Potem kojce rozbudowywały się. Tym bardziej je rozbudowywano, im większe były problemy z możliwością ewentualnego odstawiania psów do schronisk.
Dziś, gdy właściwie schroniska nie chcą przyjmować psów, a na terenie powiatu mogileńskiego nie ma takiego miejsca, trzeba by zapytać, co MPGK ma robić z bezdomnymi psami. Ma obowiązek wyłapywania i to robi. Skoro schronisko nie chce przyjąć piesków, to co ma zrobić burmistrz i prezes MPGK. Wywieźć gdzieś i zostawić?
Jest przytulisko. Ale jest to twór nielegalny. W tym momencie błędne koło się zamyka.
Kilkanaście miesięcy temu pojawił się taki pomysł w Stowarzyszeniu Sąsiedzi, by wszystkie gminy należące do stowarzyszenia wybudowały powiatowe schronisko. Miało ono powstać na terenie Strzelna. Rzecz, jak zwykle rozbiła się o pieniądze. Pomysł na dziś umarł. Swoją drogą w Strzelnie, przy komunalce też jest przytulisko i działaczki TOZ nie interweniują.
Moim zdaniem zarzuty działaczek TOZ są wyolbrzymione. Mogilno dba o bezdomne psy. Robi to co najmniej od 10 lat. Najlepszym tego przykładem jest to, że na terenie gminy Mogilno nie dochodzi do pogryzień przez psy. Ostatni taki przypadek był kilka lat temu w Dąbrówce. Nie ma także przypadków wałęsania się psów. Jeżeli są takie przypadki, to po zgłoszeniu do komunalki psy są natychmiast wyłapywane.
Mam wrażenie, że działaczki TOZ nie wiedziały jednego.
W gminie Mogilno nie ma akcyjnego wyłapywania psów bezdomnych. Kiedyś tak było, że przyjeżdżała firma - jeżeli się nie mylę z Inowrocławia - i takie akcje na mogileńskich osiedlach były wykonywane. W Mogilnie od początku lat 2000 trwa systematyczne wyłapywanie psów, najpierw robili to strażnicy miejscy a teraz komunalka. Żadna firma zewnętrzna nie musi już tu przyjeżdżać. MPGK ma sprzęt i przeszkolonych pracowników.
Siłą rzeczy, jeżeli robi to komunalka to gdzie ma te psy odstawić, jak nie chce ich przyjąć żadne schronisko. Po prostu psy są w przytulisku.
Jak można mówić, że burmistrz uchyla się od swych obowiązków, kiedy co roku z budżetu gminy na utrzymanie przytuliska przeznacza się około 20.000 zł.
Sprawa wydaje mi się prosta. Działania TOZ mogą doprowadzić do likwidacji przytuliska w obecnej formie. Gmina zmuszona będzie wysyłać psy na drugi koniec Polski do schronisk, ponosząc przy tym kolosalne koszty. Prawo będzie wtedy przestrzegane. Prezes Lorczak też będzie zadowolony, bo nie będzie miał na głowie problemów z przytuliskiem.
Tylko czy to jest rozwiązanie problemu opieki nad bezdomnymi psami. Moim zdaniem nie. Od działaczek Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami - jak sama nazwa mówi - raczej oczekiwałbym pomocy dla mogileńskiego przytuliska a nie restrykcyjnej działalności.
Jestem skłonny uwierzyć także prezesowi Lorczakowi, że te anonimowe naloty na przytulisko, które trwają od pewnego czasu, to efekt jakiejś wojny. Może MPGK zbyt dynamicznie się rozwija i tu jest pies pogrzebany. A propos pogrzebanych psów. W Pałukach pisaliśmy swego czasu o tym, jakoby na terenie komunalki zakopywano zwłoki psów, które tam zdychają. Policja nie wszczęła żadnego postępowania po sprawdzeniu tej informacji. Natomiast nasze źródło nie chce tego publicznie potwierdzić. Tak, że nie ma tematu.
Druga kwestia to sprawa czystości i karmy. Tu zawsze będą panowały różne opinie. Dla jednych śmierdzi mniej. Dla innych więcej. Dla jednych psy mają puste miski, dla innych jedzenia wystarcza. Wiele razy zaglądałem do przytuliska w ostatnich 10 latach. Nigdy nie było tam idealnie, bo wymagałoby to kolosalnych pieniędzy. Dlatego między innymi mieszkańców Mogilna i lokalny samorząd nie stać na wybudowanie schroniska z prawdziwego zdarzenia. Nie można jednak powiedzieć, że w gminie Mogilno nie dba się o bezdomne psy. A ja każdego kolejnego psa biorę właśnie z przytuliska w Mogilnie. Najpierw była to Saba. Zdechła jednak w potwornych męczarniach. Teraz jest suczka Dina. Jak wziąłem ją z przytuliska, to strasznie śmierdziała, ale była tak kochana ze swoimi smutnymi oczami. Kilka kąpieli wystarczyło. Dziś jest to najcudowniejszy pies na świecie. Najlepszy przyjaciel.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1016 (31/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze