Reklama

Niech pan ze mnie nie szydzi

Radna Katarzyna Barczak z Gębic zadawała podczas komisji pytania, na które nerwowo zareagował wiceburmistrz Jarosław Ciesielski

fot. Joanna Świetnicka

Bielice, Wylatowo, Padniewo, ujęcie wody, internat, zanieczyszczenie, woda pitna
     Niech pan ze mnie nie szydzi
     Takie słowa usłyszał wiceburmistrz Jarosław Ciesielski od radnej Katarzyny Barczak, gdy ten publicznie w trakcie komisji oceniał, pouczał i strofował ją za dobór słów i emocjonalne zaangażowanie radnej podczas zadawania pytania. Tymczasem radnej chodziło tylko o to, dlaczego internat ZS w Bielicach nie wiedział o zanieczyszczeniu wody pitnej i kto za to odpowiada.

     INTERNAT NIE WIEDZIAŁ
     14 grudnia podczas połączonych komisji oświaty, kultury i sportu oraz społecznej, radna PSL z Gębic Katarzyna Barczak spytała, kto jest odpowiedzialny za to, by poinformować internat Zespołu Szkół w Bielicach o zagrożeniu, jakie miało miejsce kilkanaście dni temu z wodą z hydroforni w Wylatowie. Woda stamtąd jest używana także przez mieszkańców Bielic i siłą rzeczy także przez osoby przebywające w internacie ZS. Radna Barczak dość emocjonalnie mówiła, że miała akurat tego dnia dyżur w internacie i pod swoją opieką miała około 150 uczniów. Zamieszanie zaczęło się, gdy do internatu zaczęli około 21:00 dzwonić zaniepokojeni rodzice uczniów, co się dzieje z wodą. Katarzyna Barczak mówiła, że nic nie wiedziała o zanieczyszczonej wodzie, dzwoniła do dyrektora Zespołu Szkół, który także nic nie wiedział. Potem informację taką znalazła w internecie.
     Pytała wiceburmistrza Jarosława Ciesielskiego, kto w gminie jest odpowiedzialny za to, by takie placówki zbiorowego żywienia jak internat ZS Bielice powiadamiać na wypadek zagrożenia. Używała przy tym mocnych słów, że jest to oburzające, że jest to skandal, iż nikt nie powiadomił internatu o zagrożeniu. Potem dowiedziała się, że była kartka wywieszona przy miejscowym sklepie spożywczym. Zauważyła jednak, że nie będzie przecież opuszczała co chwilę miejsca pracy bo tego nie może robić, by się dowiedzieć, czy ktoś nie wywiesił jakiejś kartki przy sklepie. Nie będzie także wysyłać w tym celu uczniów.
     Jarosław Ciesielski zamiast odpowiedzieć na pytanie zaczął ją złośliwie pouczać i strofować, że pytając używa nie takich słów jak powinna. Tłumaczył jej, że nie powinna używać słów wielkich, tylko zwyczajnych. Zademonstrował jej, jak takie pytanie powinno wyglądać i jakim tonem mówić.
     Radna Barczak zareagowała błyskawicznie na złośliwości burmistrza. - Niech pan ze mnie nie szydzi - apelowała do Jarosława Ciesielskiego.
     ZAGROŻENIE HIPOTETYCZNE
     Na posiedzenie komisji został poproszony dyrektor MPGK Artur Lorczak. Katarzyna Barczak powtórzyła mu problem. Mówiła: - My jesteśmy oburzeni tym. Coś tu jest nie tak, że nikt nie poinformował internatu. Kto za to odpowiada. Kto powinien nas powiadomić i w jaki sposób?
     Prezes Lorczak mówił, że doszło w Wylatowie tylko do śladowego pogorszenia jakości wody. Mówił, że w MPGK zastanawiali się, czy wywieszać informacje o stanie jakości wody, ale otrzymali takie polecenie od dyrektor sanepidu. - Pani inspektor stwierdziła, ze lepiej niech ludzie przegotowują wodę - mówił. W wioskach, które są zaopatrywane w wodę z Wylatowa, ukazały się ogłoszenia, tak jak na przykład w Bielicach przy sklepie. - Nie było żadnych powodów, żeby informować szkołę - mówi prezes i dodaje: - Nie było takiego zagrożenia, żeby koniecznie przegotowywać wodę. W praktyce tego nie trzeba było robić. To nie moja decyzja, to była decyzja sanepidu.
     Artur Lorczak powtórzył kilka razy, że to było tylko pogorszenie stanu wody a nie skażenie czy zatrucie wody.
     Radna Barczak zwracała uwagę, że jak komunalka odwoływała konieczność przegotowywania wody, to jeździł samochód z megafonem, czyli tak jak powinno się robić. Gdy natomiast informowano o konieczności przegotowywania wody, to wywieszono tylko kartkę przy sklepie.
     Prezes Lorczak mówił: - Poziom naszego powiadamiania był wystarczający do poziomu zagrożenia, które było tylko hipotetyczne. Potem odwoływano je przy użyciu megafonu, bo wśród ludzi pojawiła się panika. - Dlaczego była taka reakcja ludzi - nie wiadomo - mówił prezes.
     WODA Z PADNIEWA
     Jak się okazuje ujęcie wody w Wylatowie zostało wyłączone całkowicie z użytkowania, a woda do mieszkańców trafia teraz z ujęcia wody w Padniewie. Prezes tłumaczył radnym: - Chcemy na spokojnie przebadać każdy element, bo nie możemy znaleźć przyczyny pogorszenia stanu wody. Musi być jakaś inna przyczyna. Taki stan będzie trwał do stycznia 2016 r. - Szukamy miejsca, w którym mogło się to wydarzyć - mówił Artur Lorczak.
     Przewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Kujawa też zaczęła zwracać uwagę radnej Barczak na sposób zadawania przez nią pytań. Apelowała, by nie robiła tego tak emocjonalnie. - Pani jest jeszcze młoda. Pani się musi jeszcze uczyć dyplomacji - mówiła przewodnicząca.

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1244 (50/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości