Policjanci przyglądają się i opisują uszkodzenia rowerów, by jak najpełniej odtworzyć przebieg zdarzeń
na drodze
fot. Paweł Lachowicz
Kierowca bmw wyprzedzał na trzeciego w Ciencisku
Potrącił dwie siostry
- Tak się cieszyły, że jakaś praca dorywcza będzie, i że sobie zarobią na opał na zimę. Są to spokojne, ciche dziewczyny - opowiada Maria Ostrowska, która feralnego dnia wracała z siostrami rowerami z pracy od gospodarza w Ciencisku. Sama cudem uniknęła zderzenia z bmw.
Drogą powiatową w Ciencisku (gm. Strzelno) w kierunku Ostrowa 7 września około 16:30 jechały rowerami trzy mieszkanki Ostrowa. Maria Ostrowska i dwie siostry Małgorzata K. i Teresa K.
Wracały z pracy od jednego z gospodarzy z Cienciska.
- Ja z dziewczynami wykonujemy dorywcze prace polowe. Jak gospodarz potrzebuje, to dzwoni, a my jedziemy, czy do wyrywania zielska, czy innych polowych prac. Wracałyśmy właśnie z pracy z Cienciska do domu - opowiada Maria Ostrowska.
Tuż przy wyjeździe z Cienciska od strony Ostrowa w kierunku Strzelna jechał biały opel combo, którym podróżowali kierowca Marcin D. wraz z żoną Justyną z Nowej Wsi (gm. Jeziora Wielkie). Nagle jadący za nimi z ogromną prędkością czarnym bmw X5 mieszkaniec Inowrocławia, 49-letni Tomasz D. zaczął na tzw. trzeciego wyprzedzać opla. Kierowca rozpędzonego bmw stracił panowanie nad kierownicą i zjechał na przeciwległy pas ruchu, w wyniku czego potrącił jadące rowerami z naprzeciwka siostry.
Otulona kocem Maria Ostrowska na miejscu zdarzenia opowiada policjantom, jak doszło do potrącenia jej dwóch koleżanek
fot. Paweł Lachowicz
Tak wydarzenia opisuje Maria Ostrowska: - Od strony Ostrowa jechał biały samochód. Nagle zza niego wyjechał jakiś duży czarny samochód i pędził prosto na nas. Ja krzyknęłam do dziewczyn: - Dziewczyny, śmierć na miejscu, uciekajmy. On tak pędził i zauważyłam, że zaczynał brać trawę na poboczu. Ja krzyknęłam: „Jedźcie za mną” - opowiada pani Maria. Dodaje, że gdy kierowca białego samochodu przejechał, to ona momentalnie skręciła w lewo i krzyczała, żeby jej koleżanki jechały za nią. Niestety obie siostry zarówno Małgorzata, jak i Teresa - zdaniem naszej rozmówczyni - jeszcze bardziej zjechały z asfaltu w prawo, prosto pod nadjeżdżające czarne bmw.
- Ja zrobiłam taki manewr, że jak on mnie minął, to wróciłam na prawą stronę. W tym momencie usłyszałam tylko huk. Rzuciłam natychmiast rower i pobiegłam w ich kierunku. Doszłam do Teresy, bo zaczęła się trochę podnosić. Nie miała obrażeń, tylko małą rankę na nosie i usta lekko skaleczone. Spytałam, czy coś jej dolega, ale powiedziała tylko, że łokcie ją szczypią. W tym momencie spojrzałam na Małgosię, a u niej już krew lała się z głowy, więc postanowiłam jej nie ruszać. Teresce kazałam zostać na poboczu, powiedziałam do niej: „Tu mi siedź i w ogóle się nie ruszaj, bo nie wiadomo, co jest grane, a ja Małgosię przykryję kurtką”. Gdy na miejscu pojawił się lekarz i złapał Małgosię za głowę, od razu powiedział, żeby jej nie ruszać. Oddychała, ale miała ciężki oddech, nie sposób określić, jak to brzmiało. Ten kierowca czarnego samochodu zamiast hamować, bo widział, że nie da rady się zmieścić między nas a ten biały samochód, to on w ogóle nie hamował. Ani centymetra hamowania nie było śladu. Przecież takim wozem jakby nacisnął na pedały, to by zahamował, mimo że było ślisko. Przecież był od nas dobre 100 metrów, ale zaczął manewry robić na lewą stronę i już szedł trawą. To wszystko działo się dosłownie kilka sekund - opowiada pani Maria, która cudem uniknęła uderzenia bmw.
Tak wyglądał „bmw” po uderzeniu w rowerzystki i wypadnięciu z drogi do rowu
fot. Paweł Lachowicz
Jej zdaniem, gdyby się nie usunęła na lewą stronę, zapewne wszystkie trzy zostałyby potrącone.
- A ja pierwsza bym dostała to, co dostała Małgosia, bo ona jechała za mną. Ona prawdopodobnie uderzyła w szybę samochodu głową, bo w tej szybie było widać wgniecenie jak od głowy. A nawet musiała być wyrzucona, bo Terenia jechała za nami ostatnia i ona się blisko nas nie trzymała i jednak przerzuciło Małgosię przez Terenię. Upadła około 8 metrów za Terenią. Jestem kierowcą ponad 20 lat, więc jakieś te manewry mam opanowane, żeby nie zderzyć się czołowo. To były dosłownie ułamki sekund - dodała Maria Ostrowska.
Jak ustaliliśmy, poszkodowane w wypadku kobiety 39- i 40-letnia są pannami. Mieszkają w Ostrowie z mamą wdową, która ma około 80 lat, bratem oraz bratem mamy.
Białym samochodem, o którym mówi pani Maria Ostrowska, jechał Marcin D. z żoną. - Oni się zatrzymali, ale jak podszedł z żoną do nas, jak zobaczyli panią Małgosię, to jego żona źle się poczuła, więc odeszli. Jak zabrali Małgosię, pytałam lekarza, co jej jest, ale nie chciał mi nic powiedzieć - opowiada pani Maria.
W tym momencie nadjechał ksiądz proboszcz z Rechty Przemysław Tabaczka, który wracał ze słuchania spowiedzi w Ostrowie.
- Poszedł do Małgosi, do helikoptera. Powiedział, że dał jej rozgrzeszenie, że to w razie czego - dodała pani Maria. Jej też zdaniem u Małgorzaty K. stwierdzono pękniętą czaszkę, złamaną rękę oraz zgniecioną miednicę. W tej chwili jest w śpiączce w szpitalu w Bydgoszczy. Teresa K. miała więcej szczęścia. Przebywa na obserwacji w szpitalu w Inowrocławiu i ma spuchniętą głowę i zasinioną część twarzy.
Marcin D. kierowca opla combo, którego na trzeciego wyprzedzało czarne bmw, powiedział, że już wyjeżdżał z łuku drogi i doskonale widział jadące z naprzeciwka na rowerach kobiety.
- W pewnym momencie coś mi się mignęło w lusterkach ciemnego. Zdążyłem te kobiety minąć, usłyszałem pisk i uderzenie. Zatrzymałem się, obejrzałem i zobaczyłem leżącą kobietę i samochód w rowie. Dałem żonie Justynie telefon, żeby zadzwoniła na policję. Dwie kobiety stały, a jedna leżała. Przy samochodzie stał już mężczyzna. Droga była mokra po deszczu. Ja szybko nie jechałem, około 60 km/h. Poczekaliśmy, aż przyjedzie karetka, a po jej przybyciu odjechaliśmy - opowiada Marcin D.
Na miejsce zdarzenia dotarły zastępy OSP ze Strzelna oraz PSP z Mogilna. Na miejsce został również skierowany śmigłowiec ratunkowy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Akcją strażaków dowodzili dh Marek Wziętek (OSP Strzelno) oraz st. asp. Mariusz Dybicz (JRG Mogilno).
Po wstępnych ustaleniach policji okazało się, że kierujący czarnym bmw X5 inowrocławianin, właściciel firmy Tom-Dom z Ostrowa Tomasz D. był trzeźwy, ale nie miał uprawnień do kierowania pojazdami. Jakiś czas temu prawo jazdy zostało mu odebrane za punkty karne.
Obecnie dochodzenie w sprawie wypadku, jak powiedział nam rzecznik prasowy KPP Mogilno Tomasz Rybczyński, prowadzi policja.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1074 (37/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze