Reklama

Rowery albo ekwiwalent za bilet

Tak od 8 lat dojeżdżają dzieci z Chałupsk do szkoły we Wszedniu
     Rowery albo ekwiwalent za bilet
     - "Niech jeden czy drugi pan, który tam w Urzędzie siedzi przejedzie zimą 5 kilometrów rowerem, w mróz i po ciemku - bo jak dzieci wychodzą rano do szkoły to jest jeszcze ciemno - to dopiero by zobaczył" - mówi Wiesława Gajownik, matka dziewczynek, które odcinek 5 km do szkoły we Wszedniu lub na przystanek w Wiecanowie muszą pokonywać rowerem bądź pieszo.

    Zaczęło się od rowerów
     Wiesława Gajownik z Chałupsk ( gm. Mogilno ) ma 5 córek. 2 chodzą do gimnazjum w Mogilnie, 1 do Szkoły Podstawowej we Wszedmiu, a 2 kolejne córki od września 2005 roku zaczną naukę w I klasie SP we Wszedmiu. Od 8 lat największym problemem rodziny są dojazdy dzieci do szkoły. Chałupska oddalone są od szkoły we Wszedniu 5 km. Do Chałupsk nie wjeżdżał i nadal nie wjeżdża ani jeden kurs autobusów PKS, czy innego prywatnego przewoźnika.
     - "8 lat temu byłam u naczelnika Wydziału Oświaty pana Tadeusza Szymańskiego i zgłosiłam sprawę braku możliwości dojazdu dzieci do szkoły. Zaproponowali mi wtedy 3 rowery, no i ja się zgodziłam. Niestety" - mówi Wiesława Gajownik. Teraz kobieta żałuje, że od początku nie walczyła o to, by gmina - jako organ odpowiedzialny za dowóz do szkoły - zorganizowała jakiś środek transportu dla jej dzieci oraz dzieci innych sąsiadów.
     - "Jeszcze wiosną i latem to te rowery nie są takie złe, ale zimą. Jak oni sobie to wyobrażają" - mówi Wiesława Gajownik i dodaje: - "Niech jeden czy drugi pan, który tam w Urzędzie siedzi przejedzie się zimą 5 kilometrów  rowerem, w mróz i po ciemku - bo jak dzieci wychodzą rano do szkoły to jeszcze jest ciemno - to dopiero by zobaczył".
     Droga do Wszednia przed budową nowej nawierzchni była w większej części polna przez łąki i lasy. Dopiero od dwóch lat droga jest odśnieżana. Wcześniej dzieci zmuszane były dojeżdżać do szkoły zimą po nieodśnieżonej drodze.
     Więcej rowerów nie przyjmę
     - "Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że to gmina jest odpowiedzialna za to, by zorganizować dojazd dzieci do szkoły. I na pewno kolejny raz nie popełnię takiego błędu, żeby przyjmować rowery w zamian za zorganizowanie dojazdu. Przecież gmina na pewno ma do dyspozycji jakiś samochód, który mógłby nasze dzieci dowozić. Tam jest tylu ludzi zatrudnionych w tych wydziałach, że możnaby któregoś pracownika oddelegować, żeby się tym zajął" - mówi zbulwersowana Wiesława Gajownik. Trzy rowery, które rodzina otrzymała 8 lat temu, są w bardzo złym stanie. Fakt ten został zgłoszony do gminy i rowery przeznaczone są  już do likwidacji, jako środek zmotoryzowany w całości.
     W tym roku ekwiwalent za bilety
     W maju tego roku na wiejskim zebraniu burmistrz Jacek Kraśny zaproponował rodzinom zwrot pieniędzy w zamian za zapewnienie przez gminę dowozu dzieci do Wszednia. Ekwiwalent pieniężny równa się wartości kwoty za bilet miesięczny na odcinku do 5 km. Jest to około 33 zł. - "W tym roku zgodziłam się na ten ekwiwalent miesięczny, ale to dotyczy tylko jednej mojej córki, która uczęszcza do szkoły we Wszedniu" - mówi Wiesława Gajownik i dodaje: - "Jak w ogóle burmistrz może zaproponować cenę biletu jak tu komunikacji nie ma. To trzeba naprawdę nie mieć wstydu".
8 września tego roku rodzice z Chałupsk po raz kolejny wystosowali do Jacka Kraśnego list z prośbą o zorganizowanie przez gminę w przyszłym roku dla ich dzieci dowozu do Szkoły Podstawowej we Wszedniu.

     Radna interweniuje w sprawie dowozu dzieci

Reklama

     Sprawę dojazdu dzieci z Chałupsk poruszała wielokrotnie na posiedzeniach komisji radna SFP Genowefa Kąkol. Zwracała uwagę, że dla rodzin mieszkających w Chałupskach jest to duży problem. Na jednej z październikowych komisji wiceburmistrz Przemysław Majcherkiewicz pytał radną, jak ona wyobraża sobie rozwiązanie tego problemu. Przewodniczący komisji oświaty Rady Miejskiej Stanisław Wojtasiński upomniał wiceburmistrza, że to nie rada jest od tego by proponować rozwiązania, tylko gmina a w szczególności burmistrz i Wydział Oświaty, których obowiązkiem jest dowóz dzieci do szkół. Radna Genowefa Kąkol, jako wybrana przez społeczeństwo, reprezentuje interesy swoich wyborców i zgłasza problemy. Genowefa Kąkol pytała na posiedzeniu komisji, czy możliwa byłaby wypłata delegacji dla rodziców tych dzieci tak, aby mogli samodzielnie zorganizować sobie dojazd. Naczelnik Tadeusz Szymański mówił, że to niemożliwe z księgowego punktu widzenia i w ogóle nie bierze się tej możliwości pod uwagę.
     Dla dzieci kręta dla harcerzy prosta
     Burmistrz oraz inni obecni na posiedzeniu komisji urzędnicy tłumaczyli radnej Genowefie Kąkol, że z uwagi na bardzo wąską drogę, niemożliwe jest zorganizowanie dojazdu do Chałupsk autobusu dowożącego dzieci do szkoły. Tłumaczono, że autobus nie miałby miejsca, aby zawrócić, a ponadto możliwy byłby wtedy tylko ruch w jedną stronę, bo w przypadku przejazdu autobusu, nie minąłby się wtedy z nim żaden inny pojazd.
     Wiesława Gajownik w rozmowie z reporterem "Pałuk" podkreśla, że niejednokrotnie widziała, jak autobus właśnie tą drogą dowoził latem dzieci z Mogilna na turnusy harcerskie do Chałupsk, organizowane co roku w lesie nad jeziorem pod namiotami. - "I w takiej sytuacji autobus ma gdzie zawrócić i nie było żadnego problemu, a jeżeli chodzi o dowóz naszych dzieci, to jest to wielki problem. Naczelnik Szymański mówił mi, że tych dzieci w Chałupskach do dowozu jest tak mało, że możnaby je było policzyć na palcach jednej ręki. No to ja mu mówię, dobrze, ale proszę wytłumaczyć mojemu dziecku, dlaczego ono musi wstawać codziennie o 5:00 rano a inne dzieci są dowożone i jest taka możliwość, nawet z tych miejscowości, gdzie też drogi są bardzo wąskie. On potrafi tylko zaproponować rowery, które w dodatku mamy się zobowiązać sami naprawić i konserwować. Tak nie może być. Gmina ma obowiązek coś z tą sprawą zrobić" - mówi Wiesława Gajownik.
      - "Jak ostatnio byłam u naczelnika Szymańskiego, to prawie się popłakałam. Żeby przez 8 lat nikt z gminy nie zainteresował się dojazdem tych małych dzieci. To wstyd. No, ale w tej gminie to nikt o tych najprostszych ludziach nie pamięta. Najlepiej to dać dzieciom rowery i niech sobie same organizują dojazd, po nieoświetlonej polnej drodze i w dodatku zimą" - mówi rozżalona matka dziewczynek.
     Podkreśla, że rodzice znajdujący się w takiej sytuacji jak ona powinni dostosować w takim razie wynagrodzenie za organizowanie dojazdu dzieci do szkoły, bo jest to wielkie uwiązanie, przez co nie można nawet starać się o znalezienie jakiejkolwiek pracy.
     Zaplanować pieniądze w budżecie na 2005 rok
     W piśmie do burmistrza rodzice poprosili, by w budżecie na przyszły rok zaplanował pieniądze, które umożliwiłyby dowóz dzieci samochodem osobowym gminy. - "Prosimy o przywiezienie naszych dzieci na lekcje i odwiezienie ich do domu po lekcjach około 1400. Bardzo prosimy o zrozumienie i pomoc w  bardzo trudnej sytuacji" - piszą w liście rodzice - Wiesława Gajownik i Anna Nyka z Chałupsk.
     Będą wnioski będą pieniądze
     - "Pozostałe dwie córki, które chodzą do Gimnazjum w Mogilnie tak samo muszą iść na przystanek do Wiecanowa, żeby dojechać do Gimnazjum. Ale naczelnik Szymański powiedział, że droga na ten przystanek nie ma całych 4 kilometrów i dlatego zwrot się nie należy. Ale przecież one tak samo muszą wstawać codziennie o 500 rano, żeby do szkoły dojechać. W przyszłym roku na pewno nie zgodzę się na żadne rowery, ani na żaden zwrot kosztów za autobus" - mówi matka dziewczynek.
     Tadeusz Szymański mówi, że odnośnie dwóch córek pani Gajownik, które dojeżdżają do Gimnazjum Mogilno, to z tego co sobie przypomina, nie otrzymał wniosku o dofinansowanie ich dojazdu. Wniosek wpłynął tylko odnośnie dziewczynki uczęszczającej do SP Wszedzień. - "Jeżeli pani Gajownik napisze wniosek o dofinansowanie dla starszych córek, to my jej to wypłacimy" - zapewnia naczelnik Szymański.
     Jakaś koncepcja może się wykluje
     Tadeusz Szymański potwierdził, że rzeczywiście wniosek od mieszkańców Chałupsk o zorganizowanie dojazdu do Wszednia dotarł do niego, ale rodzice proszą o zorganizowanie dojazdu w przyszłym roku. - "Nie mam jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, ale mamy do końca roku czas, więc myślę, że jakaś koncepcja na ten dowóz się wykluje. Była propozycja, że kupimy dzieciom rowery, ale została przez rodziny odrzucona. Ja im się z drugiej strony nie dziwię, bo tam są małe dzieci, które pójdą do I klasy, więc nie wyobrażam sobie ich na rowerze" - mówi Tadeusz Szymański.
     - "Nikt u nas w gminie nie ucieka przed pomocą. Jeżeli chodzi o zakup lub zorganizowanie jakiegoś samochodu do dowozu tych dzieci, to ja samodzielnie nie mogę podejmować takich decyzji, bo to oznacza wydzielenie większej kwoty w budżecie, czego ja nie mogę zrobić. To należy do burmistrza lub do Rady Miejskiej" - dodaje naczelnik.

Kinga Hornatkiewicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 667 (48/2004)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości