Reklama

Skok jaguara z myjni

 Kierowca tego „jaguara” miał ogromnie dużo szczęścia, że wyszedł z tego wypadku tylko poturbowany. Pasażer miał tego szczęścia mniej i trafił z poważnymi obrażeniami do szpitala. Szczęście, że znaleźli się w okolicy mężczyźni, którzy przytrzymali do przyjazdu strażaków część „jaguara” w powietrzu i tym samym pasażer Przemysław P. nie został zaduszony. Do góry przez wyrwę w płocie widać na ul. Benedyktyńskiej zniszczonego „renaulta scenic”. fot. Paweł Lachowicz

Mogilno, myjnia, samochód, wypadek, policja
   Skok jaguara z myjni
     Pracownik prywatnej myjni Maxi-Car Mikołaj M. samowolnie wyjechał do miasta przyprowadzonym do umycia jaguarem. Na ul. Benedyktyńskiej zderzył się czołowo z renault scenic prowadzonym przez naczelnika wydziału budownictwa Starostwa Powiatowego Andrzeja S. Jaguar spadł ze skarpy drogi i dachował.

„Renault scenic” naczelnika wydziału budownictwa starostwa powiatowego Andrzeja S. po zderzeniu z „jaguarem” miał doszczętnie zniszczony przód auta fot. Paweł Lachowicz

      WYJECHAŁ NA CHWILĘ
      10 marca mieszkaniec podmogileńskiej Bystrzycy 26-letni Jakub N. zostawił w prywatnej myjni Maxi-Car przy ul. Chrobrego w Mogilnie jaguara do umycia i wyczyszczenia. Autem tym Jakub N. świadczy usługi wożenia par do ślubu - takie też logo widniało na samochodzie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jego właściciel miał po oddaniu auta do myjni pojechać do Gniezna po obrączki.
     W myjni był tylko pracownik, 21-letni Mikołaj M. z Mogilna. Ma ksywkę Pener. Właściciela myjni Pawła O. nie było, przebywał poza zakładem. W pewnym momencie Mikołaj M. otrzymał telefon od kolegi z Rynku, uruchomił jaguara i odjechał w kierunku miasta. Z ul. Chrobrego do Rynku jest około 2,5-3 km.
     Zostawił włączony telewizor w poczekalni i włączony piecyk. Wszystko wyglądało tak, jakby ktoś tylko na chwilę wyszedł i zaraz wróci. Przy myjni znajduje się poczekalnia. Jak ktoś przyjechał umyć samochód, mógł tam wypić kawę i poczekać w ciepłym pomieszczeniu za samochodem.
      PRZYGNIECIONY PASAŻER
      Dyżurny mogileńskiej komendy o tym, co wydarzyło się kilkanaście minut później, dowiedział się telefonicznie od jednego z mieszkańców ul. Benedyktyńskiej.
     Około 13:30 ul. Benedyktyńską z zawrotną prędkością od strony centrum miasta pędził srebrny jaguar. Taką prędkość rozwinął kierowca dosłownie na odcinku 300 m, bo tyle dzieli Rynek od miejsca wypadku. Jak wstępnie ustaliła policja, wjeżdżając w łuk drogi, tuż przy mogileńskiej farze, kierowca wskutek niedostosowania prędkości do warunków atmosferycznych stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na prawą stronę jezdni, odbił się od krawężnika i zjechał na lewą stronę drogi. Centralnie uderzył w prawidłowo jadącego od strony klasztoru renault scenic. Siła uderzenia była tak ogromna, że przód renault został całkowicie zmiażdżony. Natomiast jaguar odbił się, uderzył w ogrodzenie i spadł w dół po nasypie do ogrodu, niedaleko siedziby Przedsiębiorstwa Wielobranżowego (skup złomu) Karmiks Violetty K.
     Za kierownicą jaguara siedział pracownik myjni Mikołaj M, a na siedzeniu pasażera zabrany z Rynku 19-letni Przemysław P. z Mogilna.
     Nadwozie auta przygniotło Przemysława P. Pomóc mu w wydostaniu się z pojazdu próbowali mieszkańcy ul. Benedyktyńskiej (świadkowie zdarzenia), którzy do czasu przyjazdu strażaków z KP PSP w Mogilnie podtrzymywali auto, które częściowo opierało się na skarpie. Przybyli na miejsce zdarzenia strażacy pod dowództwem aspiranta Pawła Obiały wspólnie ze znajdującymi się przy jaguarze mężczyznami podnieśli samochód, a zespół pogotowia ratunkowego ewakuował rannego. Kierowca jaguara znajdował się na zewnątrz.
     Wszyscy poszkodowani trafili do szpitala w Inowrocławiu. Kierowca jaguara Mikołaj M. doznał ogólnych potłuczeń ciała i obrażeń. Po dokładnych badaniach okazało się, że został tylko poturbowany i jeszcze tego samego dnia wypisano go ze szpitala. Znacznie gorzej z wypadku wyszedł pasażer w jaguarze Przemysław P., który oprócz ogólnych potłuczeń ciała doznał też m. in. złamania miednicy.
     Renault scenic kierował naczelnik wydziału budownictwa Starostwa Powiatowego w Mogilnie, 54-letni Andrzej S. Doznał złamania ręki oraz ogólnych potłuczeń i obrażeń. Naczelnik jest praktycznie sąsiadem prywatnej myjni. Mieszka kilkadziesiąt metrów od niej.
      WŁAŚCICIEL W NIEMCZECH
      Próbowaliśmy skontaktować się z właścicielem myjni Pawłem O., jednak nie zastaliśmy go w domu. Jego mama poinformowała nas, że jej syn jest w drodze do Niemiec i wróci do domu dopiero w czwartek (w dniu dzisiejszym). Nie chciała nam dać telefonu do syna, gdyż jak mówiła, nie chce, aby się jeszcze bardziej denerwował całą tą sytuacją.
     Mikołaj M. pracował w zakładzie na umowę o dzieło od stycznia tego roku, był na okresie próbnym. Był jedynym pracownikiem, miał tylko za zadanie mycie samochodów.
     Od jednego z częstych bywalców myjni wiemy, że raczej klienci nie zostawiali samochodów w myjni. Wyjątek był wtedy, gdy prana była tapicerka, właściciel auta przyprowadzał je rano i odbierał po południu.
12 marca próbowaliśmy porozmawiać również z właścicielem jaguara Jakubem N. Bezskutecznie.
      UNIKI KIEROWCY
      Wczoraj zadzwoniliśmy do Mikołaja M. i chcieliśmy porozmawiać o całej tej sytuacji. Zapytał: - A jak bym nie był zainteresowany? Reporter poinformował, że chce zadać mu tylko kilka pytań. Rozmówca powiedział: - To ja bym pozostał przy tym, póki co. Spytaliśmy, czy nie chce rozmawiać. On na to: - Tak, po prostu. Na razie jeszcze nie ma o czym.
      POSZKODOWANI
     Policja bada, jak doszło do tego, że Mikołaj M. wyjechał samochodem z myjni na miasto, w sytuacji, gdy został on powierzony właścicielowi myjni Pawłowi O. Poszkodowanymi w tej sprawie są także właściciele terenu, gdzie spadł jaguar: Sławomir K. z Mogilna - właściciel posesji nr 13, Grzegorz K. z Mogilna - właściciel posesji nr 17 (ogrodzenie) oraz parafia farna w Mogilnie, która ma tam także część swojej działki. Na przełomie XIX i XX wieku parafia farna w tym miejscu i bezpośrednio przy kościele grzebała zmarłych.
      FERALNE MIEJSCE
     To drugi w ciągu tygodnia wypadek w tym samym miejscu na ul. Benedyktyńskiej. Przypomnijmy, że w ubiegły poniedziałek 5 marca na tym samym zakręcie ulicy kierowca vw golfa nie zachował należytej ostrożności, ściął znak drogowy, kosze na śmieci, odbił się od drzewa i niszcząc zabytkowy żelazny parkan wpadł do proboszczowskiego ogrodu.
     Jak powiedział rzecznik prasowy KPP Mogilno podkom. Tomasz Rybczyński, policjanci otrzymali mnóstwo sygnałów od mieszkańców miasta i gminy Mogilno, którzy wyrażali swoje obawy związane ze stanem bezpieczeństwa ruchu drogowego na tej ulicy. Ulica jest częścią drogi wojewódzkiej nr 254 Brzoza - Wylatowo.
     - Doskonale je rozumiemy i podzielamy. Rozpoczęliśmy już inicjatywę na rzecz podjęcia przez zarządcę drogi (Zarząd Dróg Wojewódzkich, przyp. pal) określonych działań mających na celu zamontowanie urządzeń ochronnych. Jednocześnie chciałbym wskazać, że policjanci prewencji i ruchu drogowego objęli szczególnym nadzorem ten odcinek drogi - ulicy Benedyktyńskiej - mówi rzecznik prasowy policji.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1048 (11/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości