Od niewyobrażalnej tragedii w Przyjezierzu było dosłownie o krok. Spłonął salon gier, wypożyczalnia gokartów i rowerów czterokołowych. Gdyby ul. Świerkowa i ul. Bukowa były zajęte, tak jak w ubiegłym roku parkującymi samochodami, skala niszczącego działania ognia byłaby przerażająca. Wypożyczalnia gokartów, rowerów czterokołowych oraz salon gier należący do Krzysztofa P. z Inowrocławia, znajdują się w zwartej zabudowie innych drewnianych zakładów handlowo-usługowych oraz domków letniskowych. Wszyscy mogą podziękować 8-letniemu Pawłowi Amtmannowi. Pierwszy zauważył ogień, pobiegł do mamy Małgorzaty i krzyczał: „Mamo dzwoń na straż, na 998”. Akcji gaszenia pożaru przyglądał się wypoczywający w Przyjezierzu radny powiatu inowrocławskiego, przewodniczący komisji bezpieczeństwa Jacek Olech. Zgłosił dużo uwag, m.in. do stanu technicznego hydrantów w Przyjezierzu oraz do braku policji podczas najbardziej newralgicznych działań ratowniczych. fot. Paweł Lachowicz
Przyjezierze, pożar, gokart
Spłonął salon gier i wypożyczalnia gokartów
Gdyby ul. Świerkowa i ul. Bukowa były zajęte, tak jak w ubiegłym roku, parkującymi samochodami, skala niszczącego działania ognia byłaby przerażająca. Wypożyczalnia gokartów, rowerów czterokołowych oraz salon gier należące do Krzysztofa P. z Inowrocławia znajdują się w zwartej zabudowie innych drewnianych zakładów handlowo-usługowych oraz domków letniskowych. Wszyscy mogą podziękować 8-letniemu Pawłowi Amtmannowi. Pierwszy zauważył ogień, pobiegł do mamy Małgorzaty i krzyczał: Mamo dzwoń na straż, na 998.
Dzielny ośmioletni Paweł Amtmann wraz z rodzicami Małgorzatą i Piotrem. To właśnie on pierwszy zauważył ogień. fot. Paweł Lachowicz ALARM PODNIÓSŁ 8-LETNI PAWEŁ
Ogień w wypożyczalni gokartów i rowerów czterokołowych na ul. Bukowej pojawił się 4 lipca krótko przed 1400. Powiatowe Stanowisko Kierowania w Mogilnie otrzymało zgłoszenie o pożarze około 1358. Natychmiast po zgłoszeniu st. ogn. Mariusz Madyjewski skierował do pożaru kilka jednostek straży pożarnej. Przejeżdżające na sygnale przez ośrodek wypoczynkowy wozy bojowe wzbudziły sensację wśród wczasowiczów. Wypoczywający na plaży głównej w pośpiechu opuszczali plażę, by zobaczyć co się dzieje, tym bardziej, że sygnały milkły na terenie ośrodka. Z domków oraz pobliskich barów powychodzili na drogę letnicy.
Na miejscu zdarzenia strażacy zastali palące się pomieszczenia nieczynnej wypożyczalni. Pożar był bardzo niebezpieczny, gdyż palący się obiekt znajdował się w zwartej zabudowie oraz pomiędzy drzewami, a tego dnia było niezwykle gorąco i sucho. Dla bezpieczeństwa na czas działań strażaków odłączono zasilanie elektryczne na terenie wczasowiska.
Ogień zdążył jednak zająć część dachu sąsiadującego bezpośrednio z wypożyczalnią lokalu gastronomicznego Blue bar.
Pożar zauważył 8-letni Paweł Amtmann, który wraz z rodzicami Małgorzatą i Piotrem w okresie letnim mieszka w stojącym nieopodal wypożyczalni domku letniskowym.
- Byłem przy piaskownicy i zauważyłem, że się dach pali, że się strasznie dymi i iskry dookoła lecą. Pomyślałem, że ogień może dojść do naszej działki i że się spali dużo rzeczy. Ja wiem co się robi, jak są pożary, żeby ogień się nie rozprzestrzeniał. Trzeba przekopywać trawę i polewać ją wodą, żeby się nie zapaliła - opowiedział Paweł Amtmann. Gdy ośmiolatek zauważył ogień, szybko pobiegł do mamy Małgorzaty i krzyczał: Mamo dzwoń na straż, na 998.
Małgorzata Amtmann twierdzi, że pierwszy ogień było widać właśnie na gokartach. Była zaskoczona, że jej syn powiedział na jaki numer telefonu ma dzwonić. Jej zdaniem, przeważnie z telefonów komórkowych wszyscy dzwonią na 112, a tu jej syn krzyczał, by dzwoniła na 998. - Ten taras od „Blue baru” dosłownie w 2 sekundy się zapalił. Paliły się drzewa i w pewnym momencie buchnęło na górę. To był dosłownie moment. Jak przyjechali strażacy tym pierwszym małym wozem i druhna OSP (Paula Kowalska przyp. pal), jak zobaczyła, co się dzieje, zaraz dzwoniła po następne wozy. Ona wyglądała na mocno wystraszoną - opowiada pani Małgorzata.
Gdy ogień szybko się rozprzestrzeniał, właściciele pobliskich lokali oraz domków letniskowych bali się swoje mienie. - Ja nikomu nie życzę takich sąsiadów, tam zawsze był syf. Nie ma się co dziwić, że to się zapaliło. Jak mój bar by się spalił, płakałbym chyba ze dwa miesiące. To jest moja krwawica, ja to budowałem od podstaw. Korzenie od drzew wyrywałem. Pieniądze są potrzebne do życia, ale nie są najważniejsze - opowiada Tadeusz Zięba, właściciel baru gastronomicznego U Tadzia znajdującego się w pobliżu.
JECHALI DO OS
Na miejsce zdarzenia jako pierwsi przybyli prezes OSP z Jezior Wielkich Arkadiusz Kowalski z dh Paulą Kowalską. Jak się okazało, jechali małym wozem na posterunek w Przyjezierzu, by zlikwidować gniazdo os. W drodze otrzymali sygnał o pożarze. Nieprzygotowani do gaszenia, z niewielkim zbiornikiem wody podjechali natychmiast zabezpieczyć teren. - Jak dojechaliśmy, mogliśmy tylko zabezpieczyć ten drewniany domek obok. Tą woda, co mieliśmy, uratowaliśmy tamten drewniany domek. Szyby już w oknach popękały. Ratowaliśmy co mogliśmy i pilnowaliśmy ludzi. Ludzie pchali się niesamowicie. Ci ludzie nas poinformowali, że ktoś w środku został i 3 butle z gazem są. Tutaj nie szło dojść na 20 metrów, a samochód, którym przyjechaliśmy, nie jest przystosowany do gaszenia - relacjonował na miejscu pożaru Arkadiusz Kowalski.
Natychmiast zadzwonił on do dyżurnego KP PSP w Mogilnie i prosił, by ten zadysponował do Przyjezierza wszystkie możliwe jednostki straży pożarnej. Pierwsza jednostka OSP z Ostrowa pojawiła się błyskawicznie, zaraz po niej przybywały kolejne jednostki. - Przyjechali na czas, bo tu dużo więcej budynków by się spaliło. Również te z tyłu małe drewniane domki. To jest opatrzność, że ten zakaz parkowania jest wprowadzony. Przejeżdżałem przez Przyjezierze kilka razy. Raz, jak był pożar w Marcinkowie. Wówczas był problem przejechać, bo stojące przy drodze samochody blokowały swobodny przejazd przez wczasowisko. Chodnikami nie szło przejechać. Gdyby teraz stały też przy drodze i na domiar złego jeszcze ul. Bukowa byłaby zablokowana, to by była tragedia. Na pewno spłonęłoby więcej. Chłopaki z Ostrowa szybko dojechali, później następne jednostki. Udało się wszystko opanować - dodaje Arkadiusz Kowalski.
WOLNA ŚWIERKOWA, HYDRANTY BEZ CIŚNIENIA
Akcji gaszenia pożaru przyglądał się wypoczywający w Przyjezierzu radny powiatu inowrocławskiego, przewodniczący komisji bezpieczeństwa Jacek Olech. Jego domek letniskowy znajduje się w niedalekiej odległości od miejsca pożaru. Jego zdaniem, akcja strażaków przebiegała bez zastrzeżeń, tylko mało wydajne były hydranty.
- Wydaje mi się, że jestem doświadczonym samorządowcem, który również sprawy przeciwpożarowe zna od wielu lat z praktyki. Jak widziałem tę akcję, nie mogłem przejść obojętnie. Dlatego z tymi strażakami podjąłem rozmowy. Po przeprowadzonych rozmowach natychmiast zadzwoniłem do wójta Jezior Wielkich i podniosłem dwie kwestie. Pierwsza odnośnie przejezdności dróg i tutaj stwierdziłem, jakie to szczęście, co strażacy podkreślali, że mieli ul. Świerkową pustą. „Bo jak braliśmy udział w paru akcjach, to latem w weekend jest cudem przejechać, aby ktoś pod koła pędzącego wozu wypełnionego galonami wody się nie dostał, wtedy się nie wyhamuje”. Druga sprawa to niestety gorsza, to niesprawne hydranty. W jednym jakieś tam ciśnienie było, ale w drugim w ogóle. Tam przecież te kolejne domki by się kompletnie spaliły. Tutaj była uzasadniona obawa, jak by doszło do tego, że ogień by się rozprzestrzenił. Wówczas doszłoby do potwornej tragedii - powiedział Jacek Olech.
Tego samego dnia wystosował oficjalne pismo do wójta Zbysława Woźniakowskiego, w którym zwraca się o zapewnienie odpowiedniego do skali zagrożeń stanu technicznego hydrantów dla poboru wody przez strażaków.
Wójt Woźniakowski stwierdził jednak, że kontrole hydrantów na terenie całej gminy przeprowadzane są systematycznie raz w roku. Odpowiednie protokoły z kontroli hydrantów posiada w dokumentacji zakładu dyrektor jeziorańskiej komunalki Romuald Andruszczak. Zdaniem wójta, hydranty w Przyjezierzu są sprawne, a powodem niskiego w nich ciśnienia wody było to, że w momencie pożaru stacja uzdatniania wody w Gaju została pozbawiona prądu. W momencie, gdy energia elektryczna powróciła, ciśnienie w hydrantach też zaczęło się zwiększać. Pomimo tego już w poniedziałek wszystkie hydranty na terenie wczasowiska zostały sprawdzone i wszystkie działają prawidłowo.
Strażacy oprócz wody z hydrantów posiłkowali się wodą prosto z jeziora. Jak informują strażacy, podczas akcji zużyto 45 m3 wody - 30 m3 pochodziło z hydrantów, a 15 m3 z jeziora.
GDZIE BYŁA POLICJA
Jacek Olech zauważył też inne niebezpieczeństwo podczas sobotniemu pożaru. Jego zdaniem, na miejscu zdarzenia brakowało policji, która zajęłaby się porządkiem, szczególnie pilnowała podchodzących zbyt blisko ciekawskich letników.
- Pytałem również strażaków, gdzie jest mogileńska policja. Okazało się, że podobno byli na skrzyżowaniu ul. Bukowej i ul. Świerkowej, w porządku te siły niech tam będą, ale następne powinny przyjechać i pomagać strażakom w zabezpieczeniu terenu. To jest normalne. Pełniłem funkcje prezydenckie [w Inowrocławiu - przyp. pal] i jest to dla mnie normalne, że w odpowiednim czasie przyjeżdżają, a tutaj nic. Ja tam byłem z półtorej godziny i nikt z policji nie przyjechał, chyba, że później. Ale wtedy, kiedy było najważniejsze, nikogo nie było. W związku z tym wystosowałem pocztą elektroniczną pismo do komendanta policji w Mogilnie, puściłem to również do wiadomości komendanta wojewódzkiego policji, gdzie wyraziłem swoje zdanie na temat braku organizacji pracy policji. Mi się wydaje, że w ciągu 20 minut można spokojnie dojechać z Mogilna. Tym bardziej kierując samochodem na sygnałach. Wystosowałem to z prośbą, gdyż nie mam tam żadnych środków władczych, ale jako zwykły obywatel mający otwarte oczy patrzę, co się dzieje i proszę ich o określoną reakcję. Całe szczęście, że nie doszło do ludzkich tragedii - powiedział Jacek Olech.
W akcji gaszenia pożaru uczestniczyło 11 zastępów OSP i PSP z terenu powiatu mogileńskiego, słupeckiego i konińskiego. Przyczyny pożaru ustala policja.
Film w zakładce Filmy.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1221 (27/2015)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze