Działacz „Samoobrony” Feliks Żywica uwiecznia przyjście starosty na pierwszomajowy pochód przez Rynek. Tomasz Barczak patrzy jednak prosto w inny obiektyw, aparatu reportera „Pałuk”.
fot. Joanna Świetnicka
1 Maja w Mogilnie na Rynku
Starosta na pochodzie
Po raz pierwszy wśród działaczy postkomunistycznej lewicy i ich sympatyków pojawił się także działacz PSL starosta Tomasz Barczak. - Przecież za pół roku wybory - szeptano po kątach.
Działacze i sympatycy mogileńskiej lewicy od 20 lat spotykają się 1 Maja na mogileńskim Rynku, by uczcić tam święto ludzi pracy przez złożenie wiązanek kwiatów pod pomnikiem upamiętniającym bohaterskich obrońców ziemi mogileńskiej. Działacze SLD oraz Lewicy i Demokratów zapalili w tym roku również znicz przy obelisku Jana Pawła II.
Być może w przyszłym roku napiszemy już, że miejscem spotkania lewicy był skwer prezydencki, gdyż Piast Jerzego Szczotki wystąpił do radnych mogileńskich, by tę część Rynku nazwać imieniem Lecha Aleksandra Kaczyńskiego.
W pierwszomajowym capstrzyku uczestniczyło około 40 osób. Ta ilość na przestrzeni lat nie zmienia się. Są to w większości ludzie już starsi, działacze pamiętający rozwiązaną 20 lat temu komunistyczną PZPR. Na Rynek przyszli w tym roku m.in.: była szefowa M-GOPS Czesława Dąbek, były szef Rodzinnego Ogrodu Działkowego Stanisław Szewczyk, obecny szef ogrodu Jerzy Lipiński, ostatni I sekretarz PZPR w Mogilnie Roman Pawłowski, radny miejski SLD Ryszard Strzelecki, były radny wojewódzki SLD Zbigniew Krzywy, szef powiatowych struktur SLD Jacek Jabłoński, były radny miejski Marian Górczewski, szef Cechu Rzemiosł Różnych Marian Wegner, były radny powiatowy SLD Kazimierz Łaganowski. Przyszła także delegat na walne zebrania Spółdzielni Mieszkaniowej Wanda Berlińska, która zasłynęła na jednym z zebrań tym, że nazwała bydłem grupę domagającą się zmian w SM.
Rzucał się na Rynku w oczy brak ludzi młodych. 5-6 lat temu działacze partyjnej młodzieżówki byli bardzo widoczni na Rynku. Teraz pozostali z tego grona tylko Robert Musidłowski i Rafał Szafrański. Musidłowski jest radnym powiatowym z 8-letnim stażem i dziś już trudno zaliczać go do grona nadziei mogileńskiej lewicy. Mogileńska lewica cierpi na brak charyzmatycznego młodego działacza, który mógłby pokierować z rozmachem lokalnym kołem SLD. Na dodatek część mogileńskich działaczy, sympatyzujących z lewicą, skupiona jest we Wspólnocie Samorządowej wokół radnego Platformy Obywatelskiej Grzegorza Stochlińskiego. Znamy też przykład młodego działacza, który ostatnio opuścił SLD i zapisał się do PO.
Brak ludzi młodych w partii był bardzo widoczny zwłaszcza przy okazji ubiegłorocznych wyborów, 20 listopada 2009 r., w mogileńskim kole SLD. Po rezygnacji z funkcji przewodniczącego koła SLD Grzegorza Chojeckiego, okazało się, że nie ma chętnych do poprowadzenia dalej spraw partii. Na zebranie przyszło tylko 25 działaczy, nie było nawet kworum. Dopiero na kolejnym zebraniu w grudniu szefem SLD został radny powiatowy, były starosta mogileński, obecnie pracownik mogileńskiego USC Tadeusz Szymański.
On też po raz pierwszy poprowadził w minioną sobotę capstrzyk na skwerze przy pomniku. - Chciałbym wszystkim podziękować za waszą obecność tutaj. Teraz musimy być razem. Bardziej niż kiedykolwiek. Razem z naszymi tragicznie zmarłymi kolegami w katastrofie pod Smoleńskiem i naszą zmarłą koleżanką Marią Kurnatowską, której działania kontynuuje obecny tu starosta mogileński Tomasz Barczak. Musimy być razem, ze względu na zbliżające się wybory samorządowe i wspierać się w naszych działaniach - mówił do zebranych Tadeusz Szymański.
Obecność PSL-owskiego starosty Barczaka w tym gronie nie była przypadkowa. SLD już od dłuższego czasu ustami Tadeusza Szymańskiego wysyła sygnały, że poprze jego starania w listopadowej walce o fotel burmistrza Mogilna przeciwko popieranemu przez PO, PiS i Wspólnotę Leszkowi Duszyńskiemu. Tomasz Barczak - choć jest starostą od 8 lat - 1 Maja razem z lewicą świętował po raz pierwszy. - Pokazał się na Rynku, bo za pół roku wybory i chce mieć nasze poparcie. Wcześniej się z nami tutaj nie pokazywał - powiedział nam jeden z działaczy lewicy.
Na przestrzeni ostatnich 20 lat ciekawe jest także to, w jaki sposób działacze lewicy spędzali czas po złożeniu kwiatów. Póki istniała restauracja Pod Orłem, szli tam na kawę. Po jej likwidacji bywało z tym różnie, najczęściej rozchodzili się do domów. Teraz Tadeusz Szymański zaprosił wszystkich na spotkanie przy kawie do Hotelu Marcin przy Rynku. Właściciel hotelu Feliks Żywica był też jednym z uczestników pierwszomajowego capstrzyku.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 951 (18/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze