Reklama

Trzech pracowników Urzędu, trzy akty oskarżenia

Zdjęcie wykonane w dniu pożaru 11 marca. Pracownik brygady remontowej Urzędu Miejskiego Bogusław B. ps. „Sandał” (z lewej) tłumaczy brygadziście Janowi K., że jak schodził z dachu po położeniu papy wszystko było w porządku. W środku komendant Straży Miejskiej Paweł Namieśnik. fot. Paweł Lachowicz

Strzelno, dach, kamienica, pożar, palnik
    Trzech pracowników Urzędu, trzy akty oskarżenia
     Prokuratura Rejonowa w Mogilnie skierowała już do sądu akty oskarżenia o nieumyślne sprowadzenie zagrożenia życia i zdrowia wielu osób w wyniku wywołania pożaru dwóch budynków komunalnych w Strzelnie. Dotyczą one trzech pracowników Urzędu Miejskiego: szefa brygady remontowej Jana K. oraz dwóch pracowników tej brygady Bogusława B. ps. Sandał i Roberta K., którzy kładli na dachu papę termozgrzewalną.  

     11 marca w Strzelnie miał miejsce dramatyczny pożar dwóch budynków komunalnych. Ogień niemal doszczętnie strawił budynki, w których zasiedlonych było 12 lokali i 12 rodzin zostało bez dachu nad głową.
     Znawca z dziedziny pożarnictwa badał przyczynę pożaru. Już w chwili pożaru mieszkańcy Strzelna informowali, że najprawdopodobniej przyczyną było zarzewie ognia, które powstało po pracach wykonywanych przez pracowników interwencyjnych Urzędu Miejskiego na dachu budynku. Pracownicy kładli na dachu papę termozgrzewalną. Kładzie się ją przy pomocy palnika gazowego, czyli przy użyciu ognia. Szykowali mieszkanie dla rodziny z listy oczekującej na przydział lokalu komunalnego. - Jak o 1300 schodziliśmy z dachu, wszystko było dobrze - mówił jeden z pracowników interwencyjnych Bogusław B. do swojego przełożonego Jana K.
Pytaliśmy po pożarze burmistrza Ewarysta Matczaka, czy pracownik interwencyjny miał uprawnienia do kładzenia papy termozgrzewalnej.
     - Tyle co on dachów położył i nigdy takiego zdarzenia nie było. Większość dachów na naszych budynkach kładł papą, kilkadziesiąt i nigdy nic się nie stało. On nie jest w tej dziedzinie nowicjuszem, to nie był jakiś tam praktykant, tylko doświadczony w tej dziedzinie człowiek. Ale czy konkretne papiery dekarza ma, tego nie wiem - dodał burmistrz.
     Sprawę badali śledczy. Z ich ustaleń wynika, że to właśnie pracownicy wykonujący prace na dachu doprowadzili do pożaru budynków. Zarzuty usłyszeli trzej pracownicy brygady remontowej Urzędu Miejskiego. Zarzuty usłyszał szef brygady remontowej Jan K. oraz dwaj pracownicy Bogusław B. ps. Sandał i Robert K. Są już także akty oskarżenia skierowane do sądu. Prokurator Rita Kubiak twierdzi, że według ustaleń biegłych ogień powstał w wyniku prac prowadzonych na dachu budynku. Zarzuty i akt oskarżenia postawiono z artykułu 163 paragrafu 1 i 2 Kodeksu Karnego: Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać: pożaru (...) i sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
     Ustalenia śledczych są bardzo niekorzystne dla gminy, gdyż w przypadku, gdy okaże się, że winę ponoszą pracownicy gminy, wówczas mogą być wielkie kłopoty z uzyskaniem świadczeń z ubezpieczenia. Na dzień dzisiejszy gmina otrzymała tylko część odszkodowania tzw. bezspornego w kwocie 30.000 zł. Firmą, która ubezpieczała te budynki, było Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych wybrane w przetargu, zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych.
     Na połączonych komisjach Rady Miejskiej o sprawę wyniku postępowania prokuratorskiego pytała burmistrza radna Irena Mohylowska. Podczas sesji radny Piotr Dubicki prosił burmistrza, by ten uciął wszelkie spekulacje mieszkańców i wyjaśnił, na jakim etapie jest prowadzone przez policję, czy prokuraturę dochodzenie w sprawie przyczyn pożaru domów przy ul. Inowrocławskiej i ul. Lipowej. Burmistrz Matczak stwierdził, że wszystkie informacje są na razie nieoficjalne.
     - Do nas jeszcze żadne oficjalne pismo z prokuratury nie wpłynęło. Prawdopodobnie są postawione zarzuty trzem osobom za nieumyślne spowodowanie pożaru, a sąd będzie prowadził postępowanie i wyrok sądu będzie dla nas wiążący - mówił burmistrz Matczak.
     Na odpowiedź burmistrza zareagował radny powiatowy Dariusz Chudziński. Zaznaczył, że prokuratura postawiła zarzuty nie komuś, a pracownikom Urzędu Miejskiego. Jest to o tyle ważne, że automatycznie ubezpieczyciel nie wypłaci gminie odszkodowania. A ludzie czekają na mieszkania.
     - Ja rozumiem, że burmistrz zostawia to już następnemu burmistrzowi do rozgryzienia, bo wiemy, że sądy działają na takiej zasadzie i tak wolno, że wątpię, żeby kogokolwiek osądzono w najbliższych latach. A co z pieniędzmi, o których pan mówił z ubezpieczenia? Bo ubezpieczyciel ma taką zasadniczą metodę, że z klucza zablokuje odszkodowanie, bo wiadomo, że nie będzie płacił, jeśli nie wiadomo kogo za to obciążać. Rodzi się też tutaj pytanie - nie chciałbym tutaj nikogo dotykać - ale chodzi o harcowanie sobie nieprzygotowanych, nieprofesjonalnych pracowników po kamienicach, które mają set lat. Nie można z palnikiem gazowym wpuszczać człowieka na blisko dwusetną kamienicę. Prosimy pana burmistrza, by temu zapobiegać, ci ludzie nie mogą być przypadkowi. Na przejściu dla pieszych nie mogą pracować niepełnosprawni intelektualnie, tak nie mogą pracować w grupie robotników osoby bez szczególnego nadzoru, bez przygotowania. Te domy za chwile się rozpadną całkowicie. Ja już po kościach czuję, że odbudowa tych kamienic będzie kiepsko wyglądała - mówił radny Dariusz Chudziński.
     Burmistrz tłumaczył, że nie wie, kiedy ubezpieczyciel wypłaci kolejną kwotę. Twierdził, że może być tak, że firma ubezpieczeniowa czekać będzie na decyzję sądu, chociaż - jak dodał - nigdzie nie jest w umowie zapisane, że czeka się z wypłatą świadczenia do wyroku sądu.
     - Wypowiadanie się o pracownikach pracujących na dachach uważam za niestosowne. Są to pracownicy, którzy wykonywali już wiele takich napraw i nie można od razu mówić, że są winni. Od ustalania winy jest sąd. Prokurator postawił zarzuty osobom za nieumyślne spowodowanie pożaru, ale to sąd wyjaśni, czy byli winni, a oni się do tego nie przyznają. Zeszli z budowy i po dwóch godzinach wybuchł pożar, więc zobaczymy, czy to jest ich wina. Do ogłoszenia wyroku niestosownym jest twierdzenie, że oni są winni, czy nieprzygotowani itp.- mówił burmistrz.
     Obecny na sesji były radny powiatowy, mieszkaniec Zofijówki (gm. Strzelno) Przemysław Zowczak zauważył, że pracownicy brygady remontowej nie powinni być zatrudnieni w Urzędzie Miejskim, a np. w jednostkach typu ZEC lub MPGK. Jego zdaniem, gmina zatrudniając taką brygadę sama stworzyła sobie problem i może stracić olbrzymie pieniądze z ubezpieczenia.
     - Pożary się zdarzają i kto wtedy odpowiada, nie tylko pracownik, nie tylko jego brygadzista, ale też właściciel firmy, bądź kierownik jednostki, która tych pracowników zatrudnia. Kto jest kierownikiem jednostki, jaką jest Urząd Miejski w Strzelnie? Osoba, która jednocześnie pełni funkcję burmistrza. Gdyby podejść do problemu w taki sposób, w jaki należałoby podejść, to jest on niesłychanie groźny dla pana panie burmistrzu, jako kierownika tej jednostki. Bo tak naprawdę za to, czy ci ludzie odbyli szkolenia, czy ci ludzie powinni tam w ogóle być odpowiada kierownik jednostki, a przynajmniej powinien odpowiedzieć - mówił Przemysław Zowczak.

Magdalena Lachowicz

Reklama

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1219 (25/2015)

 

Inne teksty na ten temat:

Dach nad głową straciło 17 rodzin

Pomoc dla pogorzelców

Dopiero pożar wymusił decyzję

10.000 zł teraz, dalsza pomoc w maju

Charytatywny koncert

Trzech pracowników Urzędu, trzy akty oskarżenia

Pogorzelcy mogą nie wrócić do swoich mieszkań

Rozebrać do fundamentów

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości