Przemysław Zowczak apelował do starosty Tomasza Barczaka, by się spieszył z odwołaniem dyrektora Ogrodowicza. Mówił, że ma na to mało czasu, potem radni zajmą się odwołaniem starosty i całego Zarządu Powiatu fot. Marek Holak
Mogilno, SPZOZ, dyrektor, pogotowie ratunkowe, wypowiedzenie, umowa
Widmo taczek dla Ogrodowicza
1 sierpnia ratownik Maciej Sędzikowski otrzymał miesięczne wypowiedzenie z pracy w SPZOZ. Dyrektor Ogrodowicz zapowiedział, że w sprawie koordynatora nie ustąpi: - Pan Bardoń nie jest koordynatorem i nie będzie. Nie chciał podać przyczyn tych decyzji zasłaniając się klauzulą poufności. Radny Zowczak zaapelował do Zarządu Powiatu o odwołanie dyrektora Ogrodowicza. Jeżeli nie, to podjęta zostanie próba odwołania starosty i Zarządu. Radny Musidłowski zaapelował do starosty Barczaka: - Tomek podejmijmy tą decyzję. Tomasz przerwijmy tą złą passę (...).
ZMIANA KOORDYNATORA
Atmosfera wokół tego co się dzieje w SPZOZ Mogilno, a zwłaszcza wokół pogotowia ratunkowego po odwołaniu z dniem 1 sierpnia Romana Bardonia z funkcji koordynatora ratownictwa medycznego staje się coraz bardziej napięta, zarówno wśród mieszkańców gminy Mogilno jak i wśród załogi SPZOZ.
Dyrektor SPZOZ Michał Ogrodowicz był przerażony i wystraszony, gdy zaczęła mówić o pracy ratownik medyczny Agnieszka Zalipska fot. Marek Holak Dosłownie dzień przed zapowiadaną zmianą, 31 lipca lekarze, ratownicy medyczni i dyspozytorzy medyczni w Oddziale Pomocy Doraźnej w Mogilnie i Strzelnie otrzymali od dyrektora Michała Ogrodowicza faxem pismo informujące ich, że od 1 sierpnia za bieżące koordynowanie pracy ratownictwa medycznego, transportu sanitarnego oraz nocnej i świątecznej opieki lekarskiej odpowiada ratownik medyczny Marcin Stranz. Pismo jest jednak dość niejasne, bo dyrektor Ogrodowicz w jednym miejscu pisze, że Marcin Stranz odpowiada za bieżące koordynowanie pracy, by w kolejnym zdaniu napisać, że odpowiada za wszystkie sprawy związane z prawidłową działalnością powyższych komórek.
Przypomnijmy, że na poprzedniej sesji Rady Powiatu, dyrektor Ogrodowicz zapewniał radnych, że nowym koordynatorem ratownictwa medycznego będzie jego zastępca ds. medycznych dr Tomasz Nowak. To również dyrektor SPZOZ mówił reporterowi Pałuk.
Ratownik medyczny Agnieszka Zalipska pytała dyrektora prosząc, by patrzył jej w oczy, czy pracownicy SPZOZ są niewolnikami i nie mają prawa do prywatnych wypowiedzi fot. Marek Holak ZWOLNIENIE RATOWNIKA
Także w czwartek doszło do kolejnego zdarzenia w pogotowiu ratunkowym, które jeszcze bardziej zaogniło sytuację. Dyrektor Ogrodowicz wręczył ratownikowi Maciejowi Sędzikowskiemu zwolnienie z pracy z miesięcznym wypowiedzeniem. W treści wypowiedzenia nie ma ani słowa o tym, dlaczego tak dyrektor postąpił. Suche zwolnienie z pracy bez podania przyczyny.
Maciej Sędzikowski to ten ratownik, który jako jedyny pod swoim nazwiskiem bronił i wypowiadał się pozytywnie o doktorze Bardoniu w artykule w Pałukach.
Mieszkańcy zajęli także miejsca przy stole, gdzie zazwyczaj siedzą powiatowi urzędnicy fot. Marek Holak MIESZKAŃCY BUNTUJĄ SIĘ
Po tym, jak dyrektor Ogrodowicz odwołał z funkcji koordynatora ratownictwa medycznego Romana Bardonia, wśród mieszkańców rozpoczęło się zbieranie podpisów w obronie doktora. Akcja Zbigniew Blei z Mogilna zaowocowała zebraniem półtora tysiąca podpisów. Zostały przekazane do starostwa powiatowego. Podpisy zbierane były również w sołectwie Padniewo.
Starosta Tomasz Barczak mówił podczas poniedziałkowej nadzwyczajnej sesji, że 25 lipca po tym, jak wpłynęło półtora tysiąca podpisów w starostwie spotkali się: on, Zbigniew Bleja, Michał Ogrodowicz, Roman Bardoń i nie był pewien, ale chyba także wicestarosta Tadeusz Szymański.
Mówił, że na spotkaniu dyrektor z doktorem doszli do porozumienia. - Po tym podaliśmy sobie ręce. Myślałem, że wszystko jest załatwione. Tu się okazuje, że nie jest załatwione - mówił podczas nadzwyczajnej sesji.
Dlaczego nie było załatwione?
Dlatego, że Michał Ogrodowicz zaczął zwalniać ludzi z zespołu, który przez lata stworzył Roman Bardoń.
Na sesję nadzwyczajną w poniedziałek 4 sierpnia przyszło zaprotestować ponad 30 mieszkańców, głównie z Mogilna, ale także z terenu całego powiatu.
Jolanta Rzychska apelowała, by reagować w sprawie SPZOZ-u od razu, póki nie jest za późno. - „Nie wiem, kogo pan reprezentuje” - mówiła do dyrektora Ogrodowicza fot. Marek Holak ZARZĄD POWIATU UGIĄŁ SIĘ
Do tej pory Zarząd Powiatu proponując program sesji nadzwyczajnych nie przewidywał nigdy w tej kadencji możliwości interpelacji i zadawania pytań ze strony radnych. Radni PO często zgłaszali potrzebę poszerzenia programu o punkt z możliwością zadawania pytań i dyskutowania na przykład o sprawach służby zdrowia. Wtedy prowadzący obrady Jan Bartecki zwraca się do starosty a ten kiwał głową, że nie wyraża zgody.
W poniedziałek tymczasem doszło po raz pierwszy do sytuacji, która absolutnie nie miała jeszcze miejsca w tej kadencji. Gdy szef Klubu Radnych PO Wojciech Baran zgłosił wniosek o poszerzenie obrad, tak, by móc dyskutować o sytuacji w SPZOZ i także by mieszkańcy mogli zabrać głos, starosta wziął krzesło, przesiadł się do pozostałych członków Zarządu Powiatu i błyskawicznie uzgodnili, że wyrażają zgodę na poszerzenie porządku obrad.
Radny Baran mówił mieszkańcom, że są świadkami historycznej chwili. - My, radni dzięki obecności państwa możemy zabrać głos i zadać pytania w sprawach, które tu państwa przyprowadziły - mówił.
BYŁ NIEWYGODNY
Członek Zarządu Powiatu Robert Musidłowski z SLD pytał dyrektora Ogrodowicza, dlaczego koordynatorem pogotowia została osoba, która ma zaledwie kilka lat pracy, bez wymaganego wykształcenia (brak specjalizacji dyrektor Ogrodowicz zarzucał doktorowi Bardoniowi). - I oczywiście z Gniezna. Do tego pan nas już przyzwyczaił - mówił radny.
Robert Musidłowski pytał: - Dlaczego zwolnił pan jednego z najlepszych ratowników naszego pogotowia. Młodego człowieka, który ma 12 lat pracy, który głośno i wyraźnie wypowiadał się w obronie doktora Romana Bardonia. Czy ten człowiek był panu niewygodny, czy on po prostu naruszył jakieś prawa w pogotowiu ratunkowym.
Z tłumu mieszkańców odezwały się w tym momencie oklaski.
Mogileński przedsiębiorca Marek Rutkowski był zdumiony i przerażony tym co widział na sesji powiatowej. Mówił do reportera: - „ I ty chodzisz na ten kabaret”. fot. Marek Holak CHAOS I STRACH
Wojciech Baran pytał, jakie są powody, że rozwiązuje się umowę o pracę z ratownikiem medycznym, a innym ratownikom zmienia się warunki pracy i płacy. - Szczególnie tym, którzy wyraźnie wspierali i stawali po stronie doktora Bardonia. To jest skandal co się dzieje w ratownictwie medycznym - mówił radny Baran. Domagał się od starosty Barczaka i od dyrektora Ogrodowicza podania przyczyn takich decyzji i ruchów personalnych wobec doktora Bardonia i ratowników. - Co takiego się wydarzyło, że nagle to wszystko musiało zostać zburzone - pytał.
- Wprowadzanie tak dużego chaosu powoduje, że poczucie bezpieczeństwa mieszkańców powiatu mogileńskiego jest zachwiane - mówił radny.
Radny pytał Tomasza Barczaka, czy wywrze wpływ na dyrektora SPZOZ, by przywrócić doktora Bardonia na stanowisko koordynatora, przywróci zwolnionego ratownika do pracy a pozostałym pracownikom pogotowia przywróci dotychczasowe warunki pracy i płacy.
- To wszystko nie wpływa pozytywnie na atmosferę, jaka panuje w pogotowiu ratunkowym. Te osoby zamiast zajmować się ratowaniem życia, zajmują się obroną swoich miejsc pracy - mówił radny Baran.
Pytał, jakie Marcin Stranz ma kwalifikacje do tego, by być koordynatorem: - W czym jest lepszy od doktora Bardonia.
Wojciech Baran przypomniał, że klub PO nie miał żadnego wpływu na wybór dyrektora SPZOZ. Przypomniał, że radni wielokrotnie wnioskowali do starosty Barczaka, aby wywarł wpływ na to co się dzieje pod rządami dyrektora w SPZOZ.
Przez dłuższy okres sesji na sali przy ul. Ogrodowej nie było wolnego miejsca i radny miejski Przemysław Majcherkiewicz zza drzwi spoglądał na salę, co się tam dzieje. Widać było tylko jego cień fot. Marek Holak Mówił, że radni byli przez starostę Barczaka i przez dyrektora Ogrodowicza wielokrotnie lekceważeni, dlatego cieszy się z obecności mieszkańców, których głos może spowodować, że konkretne działania zostaną jednak w SPZOZ podjęte.
- Ja też się obawiam, że po dzisiejszych wypowiedziach spotkają mnie konsekwencje, ale ja się na to decyduję - mówił radny Baran.
Radny otrzymał od mieszkańców duże oklaski.
POKAŻCIE DYREKTORA
Jeden z mieszkańców Marian Wegner zażądał w tym momencie, by dyrektor Ogrodowicz, który wcześniej wszedł na salę obrad ściągnięty z SPZOZ przez starostę, przedstawił się i pokazał mieszkańcom. - My go nie znamy. Nie wiemy jak wygląda - mówił.
Michał Ogrodowicz wstał i pokazał się.
SPIESZCIE SIĘ PANOWIE
Kolejne wystąpienie radnego PO Przemysława Zowczaka zostało przyjęte przez mieszkańców wręcz owacyjnie.
Radny Zowczak apelował do swych kolegów, by na tej sesji nie mówić o lokalizacji oddziałów, o przyszłych inwestycjach w SPZOZ, o rozbudowie Mogilna, itp. Ta uwaga głównie odnosiła się do jego kolegi klubowego Bartosza Nowackiego, który takie pytania właśnie zadawał.
- Dzisiaj przyszliśmy z innego powodu. Przyszliśmy ze względu na to, co w tym momencie dzieje się w ratownictwie medycznym a za moment będzie się działo w całym SPZOZ-ie. Nie rozwadniajmy dzisiaj tematu - apelował radny Zowczak.
Według radnego, ratownictwo medyczne nie działało tak dobrze ze względu na władze powiatu, ale ze względu na osobiste zaangażowanie doktora Bardonia i całego jego zespołu. - Został zastąpiony przez Marcina Stranza z Gniezna. Może ja się mylę, może mam złą wiedzę, ale z tego co ja się orientuję to Marcin Stranz ma zaledwie policealne studium z zakresu ratownictwa medycznego i bodajże 4-letni czas pracy w zawodzie. Czy na jednej wadze można zważyć kompetencje, umiejętności tych dwóch osób? Nie można - tłumaczył radny Zowczak.
Miejsca dla publiczności były zajęte fot. Marek Holak Wśród mieszkańców na sesji gruchnęła wtedy wiadomość, że nowy koordynator to osoba, która urządzała grille w Gnieźnie dla śmietanki towarzyskiej z SPZOZ. Tam miały m.in. zapadać decyzje, kto będzie pracował w pogotowiu w Mogilnie, a kogo nie darzy się tutaj sympatią.
Radny Zowczak mówił: - Czy Marcin Stranz jest w stanie zapewnić nam wszystkim mieszkańcom tego powiatu bezpieczeństwo w zakresie ratownictwa medycznego. Uważam, że na pewno nie w takim stopniu, jak pan doktor Bardoń. Panie dyrektorze, proszę nas nie mieć za idiotów. Nie wolno igrać ze zdrowiem i życiem mieszkańców. Najpierw pan obiecywał tu na tej sali, że w Strzelnie będzie obowiązywał 3-osobowy zespół ratowników, a teraz pan zredukował do dwóch. Obiecywał pan, że koordynatorem będzie lekarz a została zupełnie inna osoba.
Julita Fraś była zdania, że dyrektor SPZOZ w trzech słowach usiłował załatwić problem z mieszkańcami, którzy przyszli na sesję fot. Marek Holak
Członek Zarządu Powiatu Robert Musidłowski bardzo zdenerwowany opuścił obrady sesyjne. Wcześniej prosił starostę, by jako Zarząd odwołali dyrektora Ogrodowicza fot. Marek Holak Radny mówił, że dzisiaj doszło do sytuacji, iż jeden z członków zespołu ratownictwa medycznego stworzonego przez doktora Bardonia popełnił niewybaczalny błąd. - Bardzo dobrze i ciepło publicznie w „Pałukach” wypowiedział się o swoim byłym przełożonym. To tylko tyle, albo aż tyle. Aż taki błąd ta osoba zrobiła, że dzisiaj ma miesięczny termin wypowiedzenia. Z tego co wiem, szykowane są następne zwolnienia. Ten zespół ludzi stworzony przez doktora Bardonia się rozsypuje. My już nie mamy czasu. Za moment nie będzie tego zespołu i jest pytanie, czy w ogóle na tym terenie będzie pan doktor Bardoń - głośno stawiał pytania radny PO.
Radny pytał starostę Barczaka i dyrektora Ogrodowicza: - Jak mają się czuć pracownicy tego SPZOZ-u, skoro jest zdegradowany taki człowiek, jak doktor Bardoń, skoro jest wyrzucany z pracy tak dobry ratownik. Każdy, nawet najlepszy lekarz, najbardziej kompetentny człowiek może zostać za moment wyrzucony i ci ludzie sobie doskonale zdają z tego sprawę. My sobie nawet nie wyobrażamy, w jakim stresie dzisiaj żyją i pracują pracownicy całego SPZOZ-u. Oni są totalnie zastraszeni.
Radny mówił, że był na terenie szpitala i próbował z kilkoma pracownikami rozmawiać.Usłyszał jednak: „Proszę pana ja mam kredyt do spłacenia”, „proszę pana moja żona jest w ciąży”, „proszę pana jestem jedynym żywicielem rodziny”.
- Ci ludzie nie boją się, że będą zwolnieni, bo źle pracują, bo jest redukcja miejsc pracy, boją się, że będą zwolnieni bo taki jest kaprys pana dyrektora - mówił o obecnej sytuacji w SPZOZ.
Według radnego Zowczaka: - Nigdy nie należy negocjować lub uzgadniać cokolwiek z ludźmi złymi albo kłamcami, z ludźmi, do których się nie ma zaufania. Czas na rozmowę, na dyskusję już był, dzisiaj tego czasu nie ma.
- Panie starosto, nikt z tutaj obecnych nie chce pana zwolnić, ale musi pan sobie zdawać sprawę z tego, że jeżeli pan i członkowie Zarządu nie odwołacie natychmiast dyrektora Ogrodowicza, że jeżeli nie zdąży pan tego zrobić, to za moment będzie pan przez radnych odwołany. A jeżeli my, radni się tego wystraszymy, to nieważne z jakiego komitetu będziemy startować, czy z Platformy, czy z PSL-u czy z SLD - mieszkańcy nas nie wybiorą na kolejną kadencję. Mieszkańcy będą mieli do nas uzasadnione pretensje, że nie stanęliśmy w obronie tych ludzi, którzy ich ratowali - mówił radny.
- Spieszcie się panowie - przestrzegł członków Zarządu Powiatu radny Zowczak.
Według sołtysa Andrzeja Konieczki, zasłanianie się przez dyrektora klauzulą poufności przy wytłumaczeniu mieszkańcom jego decyzji personalnych jest kolosalnym nieporozumieniem fot. Marek Holak
Kazimierz Łojewski z Łąkiego przekonywał dyrektora Ogrodowicza, że przez rok czasu nie jest on w stanie poznać dobrze pracowników ratownictwa medycznego, ich oddania i zaangażowania, dlatego, że z nimi trzeba być wiele razy bezpośrednio w akcji fot. Marek Holak MUSIAŁ ZEJŚĆ Z MÓWNICY
Gdy mieszkańcy próbowali w tym momencie zabrać głos, usłyszeli od Jana Barteckiego, że będą mogli się wypowiadać, ale dopiero w punkcie wolne głosy. Radny Baran był jednak za tym, by od razu udzielić głosu mieszkańcom i żądał przegłosowania takiego wniosku. Jan Bartecki obawiał się, że wprowadzi chaos do programu sesji. Gdy radny Baran naciskał, przewodniczący Bartecki komentował: - Ja tu nie jestem strażnikiem, żeby komuś nie udzielać głosu, a tak to odczuwam, że pan mnie na siłę chce przed tymi ludźmi tak postawić.
Wniosek nie został przegłosowany, ale mieszkańcy mogli zabierać głos także w tym momencie.
Najpierw jednak na mównicę wszedł starosta Tomasz Barczak.
Stała się rzecz, która nie miała miejsca od początku, jak powstał powiat mogileński, od 1998 r. Mieszkańcy kompletnie nie byli zainteresowani tym o czym zaczął mówić Tomasz Barczak.
Starosta zaczął opowiadać mieszkańcom, jak to żyje przez całą obecną kadencję problemami służby zdrowia. Przeprosił jednak, że będzie mówił chaotycznie, bo nie wiedział o tym, że przyjdą mieszkańcy.
Starosta tłumaczył, że SPZOZ jest samodzielnym zakładem a Zarząd Powiatu ma tylko wpływ na wybór dyrektora. W tym momencie wśród ludzi podniósł się straszy szum. - No właśnie - słychać było głosy.
Według starosty, najlepiej żądać odwołania dyrektora, a trzeba brać dobro całego SPZOZ a nie tylko wycinek. - Trzeba patrzeć perspektywicznie. Nie wyobrażam sobie, aby starosta wkraczał w kompetencje dyrektora SPZOZ, szkoły, Powiatowego Urzędu Pracy, żeby kogoś zwalniać lub nie zwalniać - tłumaczył starosta Barczak.
Gdy starosta zaczął mówić o sprzęcie, o remoncie dachu szpitala w Strzelnie, mieszkańcy się zbuntowali.
- Nie mówmy o sprzęcie, mówmy o człowieku. Pan mówi nie na temat. Nas nie interesuje dach szpitala w Strzelnie. My przyszliśmy tu w sprawie doktora Bardonia - krzyczeli mieszkańcy.
Starosta musiał przerwać.
Mieszkaniec Mogilna Michał Skarbecki mówił: - Specjaliści, najlepsi ludzie są niszczeni, bo doktor Bardoń jest zniszczony w tej chwili. Przecież ja sobie nie wyobrażam takiego kopa dostać, no ludzie kochani, no. Jeden z najlepszych lekarzy w powiecie. A pan starosta nam opowiada o dachu szpiotala w Strzelnie.
Starosta Barczak usiłował w tym momencie wmówić ludziom, że nie znają tych problemów.
Usłyszał jednak gromkie: - Znamy, znamy nie od dziś.
Gdy starosta Barczak odchodził od mównicy, apelował do mieszkańców, żeby ludzie mieli w SPZOZ pracę i spokojnie mogli pracować: - Proszę o spokój i wyrozumiałość. Apelował do mieszkańców: - Nie ma nic gorszego, jeżeli firma nie ma swojego kierownictwa.
KLAUZULA POUFNOŚCI
Jeszcze zanim mieszkańcy zabrali głos, członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka prosił dyrektora Ogrodowicza o podanie prawdziwych przyczyn odwołania Romana Bardonia z funkcji koordynatora bez względu na skutki, jakie mogą z ujawnienia tej informacji wyniknąć. - Bo ja się orientuję w pewnych rzeczach, ale widzę, że państwo jesteście tak podkręceni, że jeżeli się wszystkiego od razu nie dowiecie, to nigdy nie będziecie zaspokojeni - mówił.
Dyrektor Michał Ogrodowicz kilkakrotnie uparcie powtarzał w czasie sesji: - To są sprawy, które są objęte klauzulą poufności. To samo miało dotyczyć zwolnionego ratownika medycznego i osób, którym zmieniono umowę o pracę.
Mieszkańcy takie tłumaczenie przyjęli śmiechem i pomrukiem niezadowolenia.
- Choćbym chciał, tutaj na forum publicznym nie mogę powiedzieć, jakie są prawdziwe przyczyny - tłumaczył dyrektor Ogrodowicz.
Michał Skarbecki jako przedsiębiorca kilka razy tłumaczył dyrektorowi Michałowi Ogrodowiczowi, że tak jak on robi w SPZOZ nie postępuje się z ludźmi fot. Marek Holak NIE MA ZAPAŚCI
Dyrektor zapewnił, że Marcin Stranz będzie ratownikiem koordynującym, będzie tam codziennie pilnował wszystkich spraw formalnych i będzie współpracownikiem dyrektora Nowaka, co wynika z wdrażanej obecnie nowej struktury organizacyjnej. Zapewnił, że w ratownictwie medycznym w Mogilnie nie ma sytuacji, która jest chaosem, nie grozi żadna zapaść. - Wierzę w to, że w najbliższym czasie będziemy mogli powiedzieć, że pogotowie funkcjonuje sprawniej - mówił Michał Ogrodowicz.
W TRZECH SŁOWACH
Pierwsza zabrała głos Julita Fraś, lekarz weterynarii z 37-letnią praktyką. - Pan dyrektor w trzech słowach załatwił nas mieszkańców. Proszę mi powiedzieć, jakie jest porównanie lekarza z taką praktyką z technikiem, który prowadzi pogotowie. To jest jedyne moje pytanie. Pan doktor Bardoń uratował życie mojego męża, mojej mamy i mojego wnuka. I ja wiem, jaka jest siła decyzji pana doktora Bardonia - mówiła Julita Fraś.
Michał Ogrodowicz przekonywał, że trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy. Jego zdaniem czym innym jest praca lekarza i ratowanie życia ludzkiego a czym innym organizacja pracy i pilnowanie przepisów. - Tu raczej należy porównać kwalifikacje pana doktora Nowaka, który ma doktorat i jest specjalistą w odróżnieniu od pana doktora Bardonia. Myślę, że ta praca w tej części organizacyjnej będzie lepiej zorganizowana - mówił.
TAK NIE ROBI SIĘ Z LUDŹMI
Ponownie głos zabrał także Michał Skarbecki: - Zbyt bardzo cenię i szanuje doktora Bardonia, bym mógł teraz nie zabrać głosu. Panie dyrektorze nie robi się tak z ludźmi, nie robi się tak z jednym z najlepszych lekarzy. My wszyscy wiemy, jakie zaangażowanie doktor Bardoń wkłada w ratownictwo medyczne. Ja jako wieloletni przedsiębiorca mogę panu powiedzieć, nie robi się tak z ludźmi.
Otrzymał burzliwe oklaski.
WESZLIŚCIE NA MINĘ
Sołtys Gębic Andrzej Konieczka mówił, że ma pretensje do dyrektora już od czasu, jak próbował likwidować wiejskie ośrodki zdrowia. - Dobrze, że pan się z tego wycofał w ten czy inny sposób - mówił - poruszyło się zbyt drażliwy temat wsi, zbliżają się wybory, trzeba się uspokoić. Nie trzeba likwidować, już pieniążki są.
Sołtys nie był zadowolony z kierunku, w jakim zmierza SPZOZ. Mówił o gnębieniu najlepszego lekarza, o próbach likwidacji ośrodków zdrowia, o mnożeniu wicedyrektorów. - W tym kierunku idzie reforma naszej służby zdrowia? To jakieś szaleństwo - mówił.
Zdaniem sołtysa Konieczki: - Weszliście na kolejną minę, kto wie czy nie większą. Bo to pytanie będzie wracać, dlaczego odsuwa się człowieka, który się sprawdzał i przysyła się tu człowieka - może znajomego pańskiego - żeby robił porządki. Po co? Niech pan powie o jakimś spektakularnym sukcesie, bo tu pańska spektakularna wpadka.
Apelował także wielokrotnie, by ujawnić to, o co kryje się pod klauzulą poufności: - My, mieszkańcy mamy prawo wiedzieć, dlaczego doktor Bardoń raptem stał się niedobry na tym stanowisku, a inny będzie lepszy.
Dyrektor Ogrodowicz zwrócił uwagę, że dyrektorem jest już od roku. - Każdy miał czas, każdy dostał kilkanaście miesięcy czasu na to, żeby pracować, pokazać jak pracuje i ja nigdy nie kwestionowałem pracy doktora Bardonia jako lekarza. Przyszedł czas na zmiany, zmiany są konieczne. Jako koordynator się nie sprawdzał, dlatego został odwołany - tłumaczył Michał Ogrodowicz.
Dlaczego się nie sprawdzał nie mógł powiedzieć, bo to jest objęte klauzulą poufności.
- No jasne - skomentował ironicznie sołtys Konieczka.
CO PAN MOŻE WIEDZIEĆ
Emerytowany pracownik strzeleńskiego pogotowia Kazimierz Łojewski pytał dyrektora: - Co pan może wiedzieć na temat doktora Bardonia przez rok pracy. Co pan może powiedzieć o ratownictwie w Strzelnie, jeżeli pan zwalnia pracownika, który solidnie pracuje. Z nim pracowałem więcej lat niż pan sobie to wyobraża. Niejedno życie uratował, przy niejednym wypadku, przy zawale był. Nigdy nie zhańbił się. Pan śmie powiedzieć, że doktor Bardoń nie umie rządzić. To co pan powie na temat tego młodego człowieka, który przyszedł z Gniezna. Co on może wiedzieć o rządzeniu.
Kazimierz Łojewski kontynuował: - Albo pan nie ma odwagi cywilnej prawdy powiedzieć, albo pan rzeczywiście nie nadaje się na to stanowisko. Po co pan przyjął to stanowisko, teraz klauzulami pan się zasłania.
Zbigniew Bleja nie będzie już chodził do starosty Barczaka na żadne spotkania w sprawie pogotowia. Żąda przywrócenia Romana Bardonia na stanowisko koordynatora ratownictwa medycznego fot. Marek Holak NIE USTĄPIMY
Ostre słowa padły ze strony Zbigniewa Blei: - Żądam kategorycznie przywrócenia doktora Bardonia na poprzednie stanowisko. Inaczej nie ustąpimy. Tylko w ten sposób możemy rozwiązać konflikt. Nie trzeba żadnej klauzuli ujawniać, przywrócić i nikt nie będzie wiedział o co chodzi.
KOGO PAN REPREZENTUJE
Głos zabrała także Jolanta Rzychska z Mogilna, pracownica służby zdrowia.
Apelowała o to, żeby reagować w porę, a nie jak będzie już za późno, nie dopiero jak odejdzie z Mogilna doktor Bardoń.
- Obecny dyrektor za 2 lata znajdzie sobie intratniejszą posadkę, wyjedzie stąd i sprawy lekarza tutaj nie będą go absolutnie interesować. Poza tym odnoszę wrażenie, że ten pan na każde pytanie odpowiada klauzulą poufności. Jak nie wiadomo o co chodzi, to stoi za tym kasa. Nie wiem, kogo ten pan reprezentuje, ale na pewno nie przyszedł po to, żeby ta nasza służba zdrowia rozkwitła, wręcz odwrotnie. Nie wiem o co chodzi, więc nie będę posądzać, ale apeluję, żebyśmy reagowali w porę, żeby nie było za późno. Ten pan wyjedzie do Poznania, a nam kto zostanie, może lekarz Totonga, nie wiem - mówiła Jolanta Rzychska.
ZA CO
Agnieszka Zalipska przedstawiła się jako: Jeszcze ratownik medyczny SPZOZ. Pytała dyrektora: - Na czym polega ta nasza klauzula poufności. Z tego co wiem, ratonwnik medyczny nie był wtedy w pracy, nie udzielił żadnej informacji na temat zakładu pracy, coś co mogło państwa obrazić. Wyraził swoją opinię na temat lekarza naszego, który jest wspaniały. I gdybyśmy mogli powiedzieć, to powiedzilibyśmy to tysiąc razy jeszcze. I będziemy na pewno walczyć o doktora Bardonia.
W tym momencie radny Wojciech Baran rzucił do dyrektora Ogrodowicza: - I co, taki mocny pan jest, taki mocny?
- To była wypowiedź prywatna. To jak to wygląda, my jesteśmy niewolnikami. Niech mi pan powie dyrektorze, niech mi pan spojrzy w oczy. Byliśmy na pierwszym spotkaniu. Bardzo nam się pan spodobał w sensie wypowiedzi. Wierzyliśmy w pana, że pan nam pomoże, uratuje to wszystko. Powiedział pan, że będzie pan sobie cenił ludzi wykształconych. Kończyliśmy, szkoły, studia, wszystkie możliwe kursy. Za co zostaje usunięta osoba, które ma wyższe wykształcenie. Za co usuwana, za to tylko, że powiedział, że to był dobry człowiek. Bo tak o nim myślimy i nie zmienimy zdania - zapewniała pani Agnieszka.
ŻEBY ZNISZCZYĆ
Radny Rady Miejskiej ze Strzelna Marian Mikołajczak zwrócił uwagę, że mieszkańcy nie wiedzą co jest główną myślą dyrektora Ogrodowicza, jaką ma koncepcję. - Analizując pańskie decyzje mogę odnieść wrażenie, że przyszedł pan, żeby coś tutaj zniszczyć a nie zbudować - twierdził radny.
OGRODOWICZ NIE USTĄPI
Po wielu uwagach ze strony radnego Barana na temat braku odpowiedzi o przyszłość doktora Bardonia, prowadzący obrady Jan Bartecki powiedział, że o ile dyrektor jest przygotowany do odpowiedzi, to niech odpowie.
- Panie radny na kolana przed panem dyrektorem - krzyknął jeden z mieszkańców do radnego Barana. Nie wiadomo dlaczego zareagował wtedy Jan Bartecki: - Jak założę krawat, to na kolana uklęknę.
- To jest właśnie ta bezczelność - skwitował sołtys Konieczka zachowanie Barteckiego.
Ogrodowicz powiedział, że nie przewiduje przywrócenia doktora Bardonia na funkcję koordynatora. - Pan Bardoń nie jest koordynatorem i nie będzie - zapewnił dyrektor Ogrodowicz.
CHCE KONTROLI PENSJI
Radny Zowczak zaproponował, aby na najbliższej sesji Rada upoważniła jedną z komisji - może to być komisja rewizyjna lub komisja zdrowia - do kontroli w SPZOZ-ie. - Interesują mnie kwestie wynagrodzeń, ile za godzinę dyżuru mieli ci starzy pracownicy a ile nowi, którzy przyszli z Gniezna. Druga sprawa to sprawa konkursów i zatrudnienia m.in. żony pana dyrektora Ogrodowicza - mówił.
Po raz kolejny zaapelował do Zarządu Powiatu o odwołanie dyrektora Ogrodowicza.
- Spieszcie się panowie - przestrzegł.
PISMO BEZ ODPOWIEDZI OD CZERWCA
- To, że pan dyrektor nie odpowiada na pytania i chowa się za klauzulą poufności to jest szereg kłamstw. To, że pracownicy SPZOZ-u są dyskryminowani, to, że jest w tym zakładzie pracy nepotyzm, to sprawa pana dyrektora, do tego się przyzwyczailiśmy - mówił radny Krzysztof Szarzyński.
Radny przypomniał, że w czerwcu został na ręce starosty złożony wniosek o odwołanie Ogrodowicza w trybie natychmiastowym.
Radny pytał: - Dlaczego ten wniosek nie jest realizowany, dlaczego nie ma odpowiedzi. Ten wniosek złożyło 8 radnych. Panie starosto, dlaczego pan unika odpowiedzi na pytania, dlaczego pan się chowa za fasadą obojętności.
BUTA, BUTA, BUTA
Odpowiedzi na pytania, jakich udzielał dyrektor Ogrodowicz w czasie sesji podsumował radny Musidłowski. - Buta, buta i jeszcze raz buta. Nic pan nie odpowiedział nikomu, ani mieszkańcom, ani radnym - te słowa przerwały oklaski mieszkańców.
Radny Musidłowski zaapelował w dramatycznym tonie do starosty Barczaka: - Tomek podejmijmy tą decyzję. Tomasz przerwijmy tą złą passę. Bo to naprawdę doprowadzi SPZOZ do upadku. Mam obawy panie dyrektorze po tym co tutaj dzisiaj widzę, że zostanie pan - jeżeli zarząd nie podejmie jak najszybciej decyzji - wywieziony na taczkach do rzeki Panny.
Wypowiedź przerwała owacja mieszkańców.
Robert Musidłowski bardzo zdenerwowany opuścił w tym momencie sesję Rady Powiatu.
Tomasz Barczak zapewnił, że na najbliższym posiedzeniu Zarządu Powiatu sprawą dyrektora Bardonia się Zarząd zajmie, natomiast dyrektor Ogrodowicz powiedział, że jeszcze raz przeanalizuje wypowiedzenie Macieja Sędzikowskiego.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1173 (32/2014)
PS. Za tydzień napiszemy o sugestiach, jakie pod adresem doktora Romana Bardonia wysuwał członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka oraz o kłótni, do jakiej doszło na koniec obrad między obecnym PSL-owskim układem sprawującym władzę w powiecie a częścią mieszkańców przybyłych na sesję.
Komentarze
Musiał zejść z mównicy
To co się działo na poniedziałkowej sesji Rady Powiatu przejdzie do historii naszego jakże krótkiego lokalnego parlamentaryzmu. To były bardzo ważne 4 godziny.
Pokazały, jak grupa sprawująca władzę w powiecie (głównie myślę tu o PSL-u), totalnie oderwała się od rzeczywistości.
Mieszkańcy mówili swoje, a starosta Tomasz Barczak i jego koledzy Wiesław Gałązka czy Jan Bartecki zachowywali się tak, jakby nie rozumieli sytuacji, w której nagle się znaleźli. Na sesję nie przyszedł aktyw PSL-owski, który miałby poklepać ich po ramieniu i szepnąć dobrze robicie wicie. Przyszli mieszkańcy, których nie można było zagnać do kąta i pogrozić im palcem. Każdy z nich miał jakiś ważny dorobek zawodowy i pozycję społeczną w Mogilnie.
Niech żałują ci, którzy nie widzieli tego przerażenia w oczach starosty Barczaka praktycznie przez całą sesję. Większość czasu spędził na niej z głową spuszczoną w dół.
Niech żałują ci wszyscy, którzy nie widzieli tego, jak starosta musiał zejść z mównicy. Oczywiście mógł się tam przywiązać i opowiadać swoje bajki jak to nie je i nie śpi, tylko cały czas żyje reformowaniem powiatowej służby zdrowia.
Mieszkańcy nie chcieli tego słuchać. Oni przyszli rozmawiać o doktorze Bardoniu i o szykanowanych pracownikach ratownictwa medycznego.
Niech żałują ci wszyscy, którzy nie widzieli miny starosty Barczaka, gdy usiłował wmówić ludziom, że on musi im opowiedzieć trochę historii ostatnich miesięcy z SPZOZ - i teraz uwaga - bo mieszkańcy tego nie wiedzą.
Okazało się, że wiedzą i nie chcieli tego słuchać. Warto się panie starosto zastanowić w tym momencie, skąd m.in. ludzie wiedzą, co pan i pana koledzy robią w służbie zdrowia. Ano między innymi z Pałuk, choć panu to przez gardło nigdy nie przejdzie.
Od kilku lat podejrzewałem, że działacze PSL-u zbudowali na terenie powiatu układ tak mocny, że z mieszkańcami nikt się tam nie liczy. Moje przypuszczenia potwierdzały już ostatnie wybory na burmistrza Mogilna, gdzie Tomasz Barczak przegrał z kretesem z Leszkiem Duszyńskim - totalnie na mieszkańców otwartym.
Moje przypuszczenia potwierdziły się także na tej sesji. Starosta i jego koledzy zachowywali się tak, jakby na społeczeństwo byli obrażeni. Zachowywali się tak, jakby tylko oni potrafili podejmować jedyne słuszne decyzje i nikt im nie będzie mówił co mają robić. Jakby mieli patent na całą mądrość.
Ze strony starosty nie było żadnej dobrej woli szczerej rozmowy z mieszkańcami. On siedział obrażony.
Nie wiem dlaczego, obawiał się utraty władzy w wyniku akcji przeciwko dyrektorowi SPZOZ.
Swoją drogą nie wiem, dlaczego starosta tak uparcie firmuje swoją osobą personalne zmiany w ratownictwie medycznym. Przecież Tomasz Barczak może sto razy powtórzyć, że są to decyzje dyrektora Ogrodowicza, a i tak nikt w to nie uwierzy.
Wróciłem po sesji na salę obrad przy Ogrodowej, bo zostawiłem koszyk na zakupy. I co tam ujrzałem. Przy jednym ze stolików starostę w najlepsze gaworzącego z dyrektorem Ogrodowiczem. Byli uśmiechnięci. Lud ostatecznie sobie poszedł. Nie rozmawiali przecież o upałach, czy o tym, jak minęły żniwa. Naiwny nie jestem.
Ciekawy jestem co teraz zrobi starosta? Czy zaproponuje Zarządowi odwołanie dyrektora Ogrodowicza? Od kilku miesięcy różne środowiska o to zabiegają i do tej pory starosta sobie z tych wniosków nic nie robił. Ani z wniosku powiatowego SLD, ani z grupy 8 radnych wszystkich opcji, ani z wniosków składanych przez pojedynczych radnych.
Gdyby starosta był wybierany w wyborach powszechnych, dziś zachowywałby się inaczej. On jednak wybierany jest przez politycznych kumpli - mieszkańcy do niczego nie są mu za bardzo potrzebni.
Wydaje mi się jednak, że to dopiero początek rewolucyjnej jesieni i mieszkańcy nie odpuszczą. Półtora tysiąca podpisało się na listach, na razie ponad 30 przyszło na sesję. Na kolejną sesję może przyjść ich więcej.
Starosta ma poważny problem.
Przekonał się, że najwyższą władzą w powiecie są mieszkańcy. Nie on, nie PSL, tylko zwykli ludzie.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1173 (32/2014)
Komentarze
Musiał zejść z mównicy
To co się działo na poniedziałkowej sesji Rady Powiatu przejdzie do historii naszego jakże krótkiego lokalnego parlamentaryzmu. To były bardzo ważne 4 godziny.
Pokazały, jak grupa sprawująca władzę w powiecie (głównie myślę tu o PSL-u), totalnie oderwała się od rzeczywistości.
Mieszkańcy mówili swoje, a starosta Tomasz Barczak i jego koledzy Wiesław Gałązka czy Jan Bartecki zachowywali się tak, jakby nie rozumieli sytuacji, w której nagle się znaleźli. Na sesję nie przyszedł aktyw PSL-owski, który miałby poklepać ich po ramieniu i szepnąć dobrze robicie wicie. Przyszli mieszkańcy, których nie można było zagnać do kąta i pogrozić im palcem. Każdy z nich miał jakiś ważny dorobek zawodowy i pozycję społeczną w Mogilnie.
Niech żałują ci, którzy nie widzieli tego przerażenia w oczach starosty Barczaka praktycznie przez całą sesję. Większość czasu spędził na niej z głową spuszczoną w dół.
Niech żałują ci wszyscy, którzy nie widzieli tego, jak starosta musiał zejść z mównicy. Oczywiście mógł się tam przywiązać i opowiadać swoje bajki jak to nie je i nie śpi, tylko cały czas żyje reformowaniem powiatowej służby zdrowia.
Mieszkańcy nie chcieli tego słuchać. Oni przyszli rozmawiać o doktorze Bardoniu i o szykanowanych pracownikach ratownictwa medycznego.
Niech żałują ci wszyscy, którzy nie widzieli miny starosty Barczaka, gdy usiłował wmówić ludziom, że on musi im opowiedzieć trochę historii ostatnich miesięcy z SPZOZ - i teraz uwaga - bo mieszkańcy tego nie wiedzą.
Okazało się, że wiedzą i nie chcieli tego słuchać. Warto się panie starosto zastanowić w tym momencie, skąd m.in. ludzie wiedzą, co pan i pana koledzy robią w służbie zdrowia. Ano między innymi z Pałuk, choć panu to przez gardło nigdy nie przejdzie.
Od kilku lat podejrzewałem, że działacze PSL-u zbudowali na terenie powiatu układ tak mocny, że z mieszkańcami nikt się tam nie liczy. Moje przypuszczenia potwierdzały już ostatnie wybory na burmistrza Mogilna, gdzie Tomasz Barczak przegrał z kretesem z Leszkiem Duszyńskim - totalnie na mieszkańców otwartym.
Moje przypuszczenia potwierdziły się także na tej sesji. Starosta i jego koledzy zachowywali się tak, jakby na społeczeństwo byli obrażeni. Zachowywali się tak, jakby tylko oni potrafili podejmować jedyne słuszne decyzje i nikt im nie będzie mówił co mają robić. Jakby mieli patent na całą mądrość.
Ze strony starosty nie było żadnej dobrej woli szczerej rozmowy z mieszkańcami. On siedział obrażony.
Nie wiem dlaczego, obawiał się utraty władzy w wyniku akcji przeciwko dyrektorowi SPZOZ.
Swoją drogą nie wiem, dlaczego starosta tak uparcie firmuje swoją osobą personalne zmiany w ratownictwie medycznym. Przecież Tomasz Barczak może sto razy powtórzyć, że są to decyzje dyrektora Ogrodowicza, a i tak nikt w to nie uwierzy.
Wróciłem po sesji na salę obrad przy Ogrodowej, bo zostawiłem koszyk na zakupy. I co tam ujrzałem. Przy jednym ze stolików starostę w najlepsze gaworzącego z dyrektorem Ogrodowiczem. Byli uśmiechnięci. Lud ostatecznie sobie poszedł. Nie rozmawiali przecież o upałach, czy o tym, jak minęły żniwa. Naiwny nie jestem.
Ciekawy jestem co teraz zrobi starosta? Czy zaproponuje Zarządowi odwołanie dyrektora Ogrodowicza? Od kilku miesięcy różne środowiska o to zabiegają i do tej pory starosta sobie z tych wniosków nic nie robił. Ani z wniosku powiatowego SLD, ani z grupy 8 radnych wszystkich opcji, ani z wniosków składanych przez pojedynczych radnych.
Gdyby starosta był wybierany w wyborach powszechnych, dziś zachowywałby się inaczej. On jednak wybierany jest przez politycznych kumpli - mieszkańcy do niczego nie są mu za bardzo potrzebni.
Wydaje mi się jednak, że to dopiero początek rewolucyjnej jesieni i mieszkańcy nie odpuszczą. Półtora tysiąca podpisało się na listach, na razie ponad 30 przyszło na sesję. Na kolejną sesję może przyjść ich więcej.
Starosta ma poważny problem.
Przekonał się, że najwyższą władzą w powiecie są mieszkańcy. Nie on, nie PSL, tylko zwykli ludzie.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1173 (32/2014)
Inne teksty na ten temat:
Stawiali wnyki, sidła i haki
- Czym mój syn panu zawinił
Cofnął wypowiedzenie Maciejowi Sędzikowskiemu
Miał być zniszczony, jest koordynatorem
Tajemnicze firmy, anonimowy konkurs
Michał Ogrodowicz na dyrektora SPZOZ
- Zwyciężył interes układu, a nie interes mieszkańców
Atakują morfiną, całują po rączkach
Tajemnicze firmy, anonimowy konkurs
Starosta murem za Ogrodowiczem
Starosta tarczą ochronną dla dyrektora Ogrodowicza
Ogrodowicz odwołany
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze