To zdjęcie wykonaliśmy na terenie jednego z nieczynnych obecnie mogileńskich zakładów, którego czas prosperity przypadał na czasy socjalistyczne
fot. Marek Holak
Mogilno, obwodnica, linia wysokiego napięcia, proces, gmina, Mott McDonald Limited, Enea
Władza pod wysokim napięciem
Gmina Mogilno przegrała w I instancji proces sądowy o uznanie projektanta budowy obwodnicy, firmy Mott McDonald Limited winnym braku uzgodnienia z Eneą przebiegu linii wysokiego napięcia V-110 nad wschodnią obwodnicą miasta. Tym samym, na tym etapie sprawy burmistrz Leszek Duszyński ma nikłe szanse na odzyskanie około 400.000 zł, wyłożonych przez gminę na projekt i wykonawstwo podniesienia linii. Wyrok jest nieprawomocny. Gmina Mogilno odwołała się do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
Gdyby nie dwaj radni PSL z Mogilna, to niewykluczone, że sprawa ciągnących się od trzech lat kłopotów gminy z nieprawidłowo poprowadzoną linią wysokiego napięcia nad obwodnicą wschodnią miasta, nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Kluczowe było pytanie, jakie na grudniowej sesji w 2012 r. postawił burmistrzowi w interpelacjach ówczesny radny Przemysław Majcherkiewicz. Pytał Leszka Duszyńskiego, czy to prawda, że odległość linii wysokiego napięcia od poziomu jezdni obwodnicy jest zbyt mała: - Czy droga została za wysoko pobudowana w stosunku do istniejącej wcześniej linii energetycznej?
Burmistrz potwierdził informację. Linia wysokiego napięcia 110 kV wisiała kilkadziesiąt cm za nisko nad drogą.
Jak tłumaczył wtedy burmistrz, linia w ogóle nie była przedmiotem zapisów projektu obwodnicy wykonanego przez brytyjską firmę Mott McDonald Limited. Leszek Duszyński mówił radnym, że pomiary wysokości linii nad przyszłą drogą, w wyniku informacji uzyskanych przez projektanta z Enea, zostały przeprowadzone w niewłaściwym miejscu, tj. pomiędzy innymi słupami niż w rzeczywistości przebiega droga. Projektant nie zauważył pomyłki, Enea na etapie opiniowania przedstawionych rozwiązań również, w związku z powyższym linia nie została objęta uzgodnieniem z Eneą na etapie projektu.
Jak się okazało, problem kolizji linii z obwodnicą pojawił się już kilka miesięcy wcześniej w 2012 r., jeszcze przed grudniowym pytaniem radnego Majcherkiewicza. Enea z Mogilna sprawdzała wtedy profile skrzyżowań wszystkich linii z obwodnicą i okazało się, że linia wisi kilkadziesiąt cm za nisko nad drogą. Burmistrz Duszyński do momentu zadania pytania przez radnego o niczym jednak radnych nie poinformował.
Cała sytuacja nie miała wpływu na termin oddania obwodnicy do użytku, jednak to gmina musiała ponieść niespodziewane wydatki. Na własny koszt musiała wykonać dodatkowy projekt i znaleźć firmę, która linię 110 kV podniesie do góry, na wymaganą wysokość. Gmina planowała w połowie 2013 r. oddać obwodnicę do użytkowania, dlatego musiała się spieszyć. Projekt podniesienia linii wykonała firma El-Pro z Grudziądza za 43.050 zł brutto. Kosztorys został opracowany na kwotę 400.000 zł. Podniesienie linii było inwestycją specjalistyczną, dlatego nie mogła jej wykonać firma Strabag budująca obwodnicę. Ostatecznie za 327.764,25 zł inwestycję wykonała wyłoniona w przetargu firma Mawilux SA z miejscowości Łady w gminie Raszyn.
Przez kilka miesięcy w 2013 r. kancelaria prawna obsługująca ratusz ustalała, kogo pozwać do sądu - projektanta czy Eneę. - Będziemy żądać zwrotu poniesionych niesłusznie przez gminę nakładów na przebudowę tej linii. Nie będziemy odpowiadać za czyjeś błędy - mówił wiosną 2013 r. burmistrz Duszyński.
W lutym 2013 r. zastępca burmistrza Jarosław Ciesielski zapewniał radnych: - Uczynimy wszystko, by odzyskać każdą złotówkę. Na sesji Rady Miejskiej 22 marca 2013 r. burmistrz Duszyński mówił, że cały czas trwa spór: - Projektant wini „Eneę”. „Enea” wini projektanta.
W końcu gmina zdecydowała się oddać do sądu projektanta, firmę Mott McDonald Limited.
Od jesieni 2013 r. o postępach w sprawie sądowej wielokrotnie pytali burmistrza Przemysław Majcherkiewicz i od grudnia 2014 r. radny PSL Karol Nawrot.
O sprawie pisaliśmy kilkakrotnie w artykułach, m.in.: w styczniu 2013 r. Za nisko nad obwodnicą, w marcu 2013 r, Gmina sama przebuduje linię, w maju 2013 r. „Mawilux” przebuduje linię energetyczną, czy w sierpniu 2014 r. Firma z zachodu, sprawa wymaga sporego zachodu.
Okazało się jednak, że gdy doszło w sierpniu bieżącego roku do sądowego rozstrzygnięcia w I instancji, burmistrz Duszyński ponownie o niczym nie poinformował radnych. A miał ku temu kilka okazji. Przede wszystkim były dwie sesje Rady Miejskiej - wrześniowa i październikowa. Burmistrz składał wtedy pisemne sprawozdanie z tego, co robił między sesjami i mógł w nim umieścić informacje o wyroku I instancji niekorzystnym dla gminy. Nie zrobił tego, podobnie jak nie powiedział o tym radnym podczas spotkania 6 października w czytelni biblioteki, dotyczącym przyszłorocznego projektu budżetu gminy.
Dopiero pytanie na sesji 21 października radnego Karola Nawrota spowodowało, że radca prawny ratusza Artur Kołcz ujawnił publicznie wyrok sądu I instancji. - Jeżeli chodzi o spór z projektantem, to 28 sierpnia sąd oddalił nasze powództwo. Uznał, że projektant nie ponosi winy za to - mówił. Gmina Mogilno tym samym przegrała w I instancji, ale wyrok nie jest prawomocny.
Co ciekawe, opowiadając radnym o decyzji sądu, raz radca prawny mówił o Enei, innym razem mylił się i mówił o Energi.
- Sąd uznał, że skoro projektant wystąpił do „Enei”, to jest zwolniony z odpowiedzialności. My się z tym nie zgadzamy - tłumaczył prawnik. Mówił, że droga była wybudowana zgodnie z projektem. Nie było tam żadnych odstępstw, żadnych zastrzeżeń. - Czyli nie ma wątpliwości, że ten błąd powstał na etapie projektowania - uważa Artur Kołcz.
- W naszej ocenie to, że nawet projektant wystąpił do „Energi” o uzgodnienia i „Energa” jakby nie wniosła zastrzeżeń, to nie zwalnia go od odpowiedzialności. To on powinien zobaczyć na etapie projektowania, gdzie ta droga tak naprawdę biegnie - uważa Artur Kołcz. Dodał: - Oczywiście sąd ma swoją swobodę oceny jakby sytuacji. Mówił, że trudno komentować wyrok sądu, ale gmina ma swoją ocenę sytuacji.
Gmina złożyła od wyroku apelację do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku i czeka teraz na wynik
Radny Nawrot pytał, co będzie w przypadku, kiedy sąd nie uzna apelacji gminy.
- Z uzasadnienia wynika według sądu, że to nie jest wina projektanta, ale wina w tym momencie „Enei”. No niestety prawda jest taka, ten proces wcale nie rozpatruje, kto jest winny - mówił. Radca prawny tłumaczył, że w tym procesie może dojść do takiej paradoksalnej sytuacji, że projektant zostanie uniewinniony, natomiast w ewentualnym innym procesie, przy innym składzie sędziowskim może okazać się odwrotnie. - Gmina tym samym nie będzie miała kogo pozwać - mówił.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1239 (45/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze