Władysław Domagalski: - Jeżeli bym był pijany, to bym był
Wyciąganie bmw z ubliżaniem
Strażacy zarzucają honorowemu prezesowi ich jednostki, że wziął pieniądze od kierowcy bmw podczas akcji uwalniania auta z zaspy. Władysław Domagalski stanowczo temu zaprzecza: - Niech oni przestaną na mnie nalatywać, bo jak ja się za nich wezmę, to będą mieli z czym innym do czynienia.
Strażak ochotnik OSP Dąbrowa Witold Przybysz opowiada, jak podczas akcji wyciągania z zasp samochodów pojawił się honorowy prezes ich jednostki Władysław Domagalski i zaczął strażakom ubliżać. 9 stycznia około 2300 na drodze w Słaboszewku (gm. Dąbrowa) strażacy OSP Dąbrowa uczestniczyli w akcji wyciągania 5 pojazdów, które utknęły w zaspach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pewien incydent, o którym postanowił opowiedzieć naszemu reporterowi jeden ze strażaków. W ubiegłym tygodniu odwiedził naszą redakcję Witold Przybysz, kierowca z OSP w Dąbrowie i opowiedział o przykrościach, jakie spotkały jego i jego kolegów z jednostki podczas akcji w Słaboszewku. Od 9 stycznia minął już co prawda miesiąc czasu, kierowca OSP powiedział jednak, że strażacy mają już dosyć milczenia w sprawie zachowania honorowego prezesa OSP Władysława Domagalskiego.
Jednostka OSP Dąbrowa została powiadomiona przez dyżurnego PSP Mogilno o konieczności udzielenia pomocy samochodom osobowym, które utknęły w zaspach w okolicy Słaboszewka i Sucharzewa. Podczas tej akcji doszło do przykrego incydentu. Na miejscu prowadzonej akcji w Słaboszewku pojawił się Władysław Domagalski, którego stan - jak twierdzą strażacy - wskazywał, że znajdował się pod wpływem alkoholu. Zdaniem strażaków, zaczął on ubliżać im i dowódcy. W kierunku strażaków miały paść słowa, że są nieudacznikami. Przy tym Władysław Domagalski używać miał wielu innych obraźliwych słów. To jednak nie wszystko. - Kierowca jednego z samochodów, który był na zachodnich rejestracjach, zaproponował nam jakąś kwotę pieniędzy za pomoc. Żaden ze strażaków nie przyjął tych pieniędzy. Z kolei pan Władysław Domagalski jako honorowy prezes OSP Dąbrowa i prezes Zarządu Gminnego OSP przyjął te pieniądze, choć nie powinien tego uczynić. Takie praktyki w szeregach OSP są zabronione. Każdy strażak biorący udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych ma płacone z budżetu OSP 10 zł za godzinę wyjazdu - powiedział Witold Przybysz.
W akcji tego wieczoru oprócz naszego rozmówcy brali udział: dowódca Jacek Lewandowski oraz strażacy Bartosz Milcarek, Mateusz Stawicki, Piotr Abram i Waldemar Zemke.
Aby wyjaśnić sprawę skontaktowaliśmy się także z pozostałymi strażakami, którzy zdaniem Witolda Przybysza również poruszeni byli niedopuszczalnym zachowaniem Władysława Domagalskiego.
Waldemar Zemke twierdzi, że Władysław Domagalski bezpośrednio do niego nie zwracał się. Twierdzi, że warunki pogodowe były tak uciążliwe, że nie stał i nie słuchał żadnych rozmów, stąd też nic nie słyszał. O zajściu podczas akcji z udziałem prezesa Domagalskiego dowiedział się od kolegów. Od nich też usłyszał o konflikcie Władysława Domagalskiego z dowódcą Jackiem Lewandowskim. - Jacek był w samej kominiarce i nie uczestniczył bezpośrednio w akcji. Do niego Domagalski snuł jakieś pretensje, że jest on w samej kominiarce i nie ma hełmu. Przy tej akcji zagrożenia nie było, więc hełm nie był potrzebny. Ja nie widziałem, żeby ktoś jakieś pieniądze brał. Wiem, że propozycja była od kierowca czarnego „bmw” na niemieckich rejestracjach. Kierowca mówił po polsku i chciał dać jakieś pieniądze, jak mówił „na flaszkę”. Kolega, który szedł za mną powiedział temu kierowcy, że my nie bierzemy pieniędzy, bo za akcje mamy inne honorarium. Jak to wyglądało później nie wiem, bo poszedłem do następnego samochodu. Osobiście nie widziałem, a pomówić kogoś to nie problem, a jest to konkretna i poważna sprawa. Słyszałem, że podobno wziął. Osobiście nie wyczułem od niego alkoholu - opowiada Waldemar Zemke.
Natomiast Bartosz Milcarek opowiada, że nie zauważył nawet, kiedy na miejscu zdarzenia pojawił się Władysław Domagalski. Twierdzi także, iż naubliżał on dowódcy. Słyszał także o rzekomych pieniądzach wziętych za udział w akcji. Jednak zapewnia, że żaden ze strażaków żadnych pieniędzy nie brał. - Przechodziłem obok tego samochodu i również otrzymałem propozycję, ale stanowczo odmówiłem. Powiedziałem temu kierowcy, że jesteśmy na akcji i żadnych pieniędzy nie bierzemy - opowiada Bartosz Milcarek.
Kolejny strażak biorący udział w akcji Mateusz Stawicki był bezpośrednio przy samochodzie, którego kierowca proponował pieniądze za pomoc w wydostaniu go z zaspy. - Powiedziałem, że nie chcę, a pan Domagalski powiedział „to ja wezmę”. Nie widziałem, jaka tam była suma, ale widziałem, że wziął te pieniądze - dodaje Mateusz Stawicki.
Dowódca akcji Jacek Lewandowski twierdzi natomiast, że Władysław Domagalski przyjechał na akcję tylko jako widz, nie uczestniczył w niej czynnie. Ledwo zjawił się na miejscu zdarzenia, od razu zaczął wykrzykiwać w jego kierunku obraźliwe słowa. Jacek Lewandowski wielokrotnie powtarzał Domagalskiemu, aby odszedł, bo stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo. - Czas, kiedy pan Domagalski mógł brać udział w akcjach się skończył. W ogóle mnie nie słuchał, zaczął mi ubliżać i grozić. Wykrzykiwał, co ze mnie za dowódca jest. Że on zna wszystko lepiej - opowiada Jacek Lewandowski. Przyznaje także, iż rzeczywiście podczas akcji nie miał hełmu, bo jego zdaniem nie było bezpośredniego zagrożenia i tym bardziej, że nie brał bezpośrednio udziału w akcji, gdyż podtrzymywał jedynie łączność ze stanowiskiem kierowania w Mogilnie. - Ale nie tylko o to mu chodziło. On od jakiegoś czasu ma do mnie pretensje. Nie wiem, czy są to pretensje, że zrezygnował i ja podjąłem się prezesury tej jednostki. Wciąż wykrzykuje, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Ja mu powiedziałem, że kiedyś było inaczej, a teraz jest tak jak jest. Raczej unikam kontaktów z panem Domagalskim i nie uczestniczę w rozmowach z nim - dodaje Jacek Lewandowski.
Nie potrafi on też powiedzieć, czy wówczas Władysław Domagalski był pod wpływem alkoholu. Jeżeli chodzi o pieniądze wie, że taka propozycja padła od kierowcy, ale strażacy odmówili. - Ten kierowca był bardzo nachalny i mówił, że nie odpuści. Z tego, co koledzy mówili, pieniądze chyba były wzięte. Podobno Domagalski powiedział „dobra daj pan te pieniądze, żeby był spokój” i wsiadł do samochodu, po czym odjechał - dodaje Jacek Lewandowski.
Zarzuty strażaków odnośnie wzięcia pieniędzy zdecydowanie odpiera Władysław Domagalski. Przyznaje natomiast, że powiedział im, co myślał o nich. - Czy dowódca powiedział, jak był tego dnia ubrany? On jako dowódca powinien być ubrany w hełmie. Niech oni przestaną na mnie nalatywać, bo jak ja się za nich wezmę, to będą mieli z czym innym do czynienia. Ja po prostu zwróciłem dowódcy uwagę, a on mi powiedział, że nie mam tu nic do szukania. Ja strażakiem w dalszym ciągu jestem, tyle że nie wyjeżdżam już do akcji, bo mam już swoje lata, ale prywatnie mogę pojechać i doradzić, bo ponad 40 lat jestem w straży. I trochę wiem, jak to wszystko wygląda, a jak ktoś chce mnie zniszczyć, to wówczas robi to co chce. Ja jestem prezesem oddziału zarządu gminnego, członkiem prezydium zarządu powiatowego i mam poparcie w województwie. Wszędzie, tylko nie mam u siebie w jednostce i na mnie krzywo patrzą - mówi Władysław Domagalski.
Podczas rozmowy Władysław Domagalski odpierał także zarzuty, że rzekomo podczas akcji był pod wpływem alkoholu. Uważa, że jeśli strażacy mieli takie podejrzenia, to mogli go zawieźć na badania krwi, czy zbadać alkomatem. - Jeżeli bym był pijany, to bym był. Wypiłem sobie 50 czy 100 gram, to nie znaczy, że zaraz byłem pijany, a samochodu nie prowadziłem. Oni szukają teraz dziury w całym - dodaje Władysław Domagalski.
W sprawie propozycji przyjęcia pieniędzy potwierdza, że taka propozycja od kierowcy jednego z samochodów padła. Uważa jednak, że zarówno on, jaki pozostali strażacy tych pieniędzy nie wzięli. - Kierowca chciał dać mi pieniądze, ale ja powiedziałem, że z tym to do dowódcy, nie do mnie. Niech teraz nie wciskają, bo jak nie potrafią przyjść i się do mnie odezwać, tylko się odzywają gdzie indziej, to niech się odzywają. Ja teraz też będę robił swoje. Niech powiedzą, jak się w zeszłym roku wyrażali. Ja sam zrezygnowałem, a oni po zebraniu powiedzieli „no nareszcie żeśmy tych starych uj....”. Dlaczego tego nie powiedzą? Niech robią to, co mają robić i niech nikomu nie ubliżają, bo ja tylko mu zwróciłem uwagę. Ja mogę powiedzieć otwarcie, że jestem wybuchowy, ale potrafię się odwrócić w drugą stronę i już jestem lepszy, jak złoto, jak serce. I do tego się przyznaję. Jestem jeszcze prawdomówny, ale to się nie podoba co niektórym - dodał Władysław Domagalski.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 939 (6/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze