Reklama

Wykropkowana skarbnik

Mogilno, Leszek Duszyński, burmistrz, skarbnik, Emilia G.
     Wykropkowana skarbnik
     Burmistrz Duszyński ponownie postawił na odwołaną z funkcji Emilię G. Osobę, która pracując jako skarbnik w wyniku przekrętów w wydziale finansowym - zdaniem prokuratury - wyrządziła szkodę wizerunkowi burmistrza i pracowników ratusza, narażając ich na utratę zaufania w opinii publicznej. Radny Majcherkiewicz zarzucił burmistrzowi, że stawia radnych w sytuacji niekomfortowej, bo najpierw skarbnik odwołali, a teraz mają tę samą osobę powoływać. Radny Molenda mówił dosadniej: - Zrobiliśmy z siebie kabaret.

      DWA KONKURSY
     - Nie wiem, czy bycie skarbnikiem gminy to tak mało atrakcyjna praca. A może zupełnie odwrotnie? To duża odpowiedzialność i związany z tym stres - głośno zastanawiał się 26 marca podczas obrad komisji Rady Miejskiej burmistrz Leszek Duszyński.
     Te słowa to reakcja na dwa konkursy ogłoszone przez burmistrza 24 lutego i 29 lutego na fotel skarbnika. Za pierwszym razem zgłosiły się zaledwie 4 osoby, w tym 3 nie spełniały wymogów konkursu. Za drugim razem zgłosiły się tylko 2 osoby i żadna z nich nie została dopuszczona z przyczyn formalnych do konkursu.
     Termin zgłaszania się do drugiego konkursu upłynął 9 marca.
     W tym momencie burmistrzowi zostało już tylko kilkanaście dni na powołanie skarbnika. - Przedłużanie się tego stanu rzeczy prowadziło wprost do paraliżu pracy ratusza - opowiada burmistrz.

To jest fragment pisma, które przedstawia treść zarzutu, jaki skarbnik gminy Mogilno Emilia G. usłyszała 8 grudnia 2011 r. w siedzibie Prokuratury Rejonowej w Mogilnie

     Od momentu odwołania pani skarbnik - jak mówi burmistrz - nawarstwiły się lawinowo sprawy, które wymagały pilnego załatwienia, a bez kontrasygnaty czy podpisu pani skarbnik było to niemożliwe. Dotyczy to m.in: podpisania umowy o dofinansowanie budowy obwodnicy z budżetu województwa (kwota dofinansowania to prawie 9 mln zł), umorzenia 30% pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska na zadanie Budowa kolektora sanitarnego i deszczowego w Mogilnie ul. Powstańców Wlkp. - ul. Mickiewicza oraz na zadanie Budowa mechaniczno-biologicznej oczyszczalni ścieków w Gębicach. Także zgodnie z umowami zawartymi w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu, burmistrz zobligowany był do końca marca złożyć wnioski o płatność końcową - co bez kontrasygnaty skarbnika jest niemożliwe - na zadanie doposażenia świetlic wiejskich. Kontrasygnaty skarbnika potrzebne są także pilnie na finansowych dokumentach i umowach związanych ze: staraniem się o dofinansowanie rozbudowy i remontu świetlic wiejskich, budową placów zabaw, budową przydomowych oczyszczalni ścieków.
     - W ostatnich dniach złożyliśmy wniosek do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na sfinansowanie demontażu, utylizacji i transportu wyrobów zawierających azbest dla 84 osób, opiewający na prawie 290 tys. zł. Został przyjęty warunkowo, ponieważ nie zawierał podpisu szefa gminnych finansów. Będzie zatem wymagał pilnego uzupełnienia - mówi burmistrz Duszyński tylko o niektórych ze spraw wymagających czynnego uczestniczenia w nich skarbnika gminy.
      TO KOBIETA
     Podczas poniedziałkowych komisji burmistrz tłumaczył, że jeszcze 23 marca rozmawiał z wieloma osobami, które nakłaniał do objęcia funkcji skarbnika gminy - te jednak mu odmówiły. Jak ustaliły Pałuki, wśród tych osób była na pewno księgowa w MGOPS Kinga Grela oraz pracownik wydziału finansowego ratusza Mariusz Balcerzak.
     Stąd m.in. radni w materiałach sesyjnych do domu otrzymali uchwałę o powołaniu skarbnik, ale bez nazwiska, z wykropkowanym miejscem.
     Podczas komisji finansów i rolnictwa Duszyński stopniował napięcie, jak w horrorze.
     - Przekonałem jedną osobę, żeby została panią skarbnik - oznajmił. - Jest kobietą - zdradził tajemniczo, choć wynikało to z jego poprzedniego zdania. W końcu powiedział, że zaproponował tę funkcję odwołanej 2 miesiące wcześniej przez radnych dotychczasowej skarbnik Emilii G.
     Radni, choć się tego domyślali i w kuluarach przed komisjami o tym mówili byli zaskoczeni. Spoglądali na siebie, uśmiechali się, padały ciche komentarze, że nikt o tym nie wiedział, nawet radni związanego z burmistrzem klubu Platformy Obywatelskiej.
     WARUNKOWA SZANSA
     Przypomnijmy, że 2 miesiące wcześniej, 25 stycznia radni odwołali 18 głosami za przy 2 wstrzymujących się Emilię G. ze stanowiska skarbnika gminy Mogilno. Od głosu wstrzymali się wtedy Ryszard Strzelecki z Gębic i Stanisław Redmann z Gozdanina.
     Emilia G. złożyła wcześniej 21 grudnia 2011 r. pisemną rezygnację, po tym jak w połowie ubiegłego roku wybuchła w kasie ratusza afera finansowa. Przypomnijmy, że kasjerka Anna G. ukradła ponad 160.000 zł, za co została skazana prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego w Mogilnie na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat, obowiązek podjęcia pracy w tym okresie czasu oraz oddanie całej kwoty do budżetu gminy.
     Emilia G. zaś po usłyszeniu 8 grudnia 2011 r. w Prokuraturze Rejonowej w Mogilnie zarzutów braku nadzoru jako dyrektor wydziału finansowego (treść zarzutów zamieszczamy obok), przyznała się do winy i jej sprawa na rok została warunkowo umorzona przez sąd. Formalnie nie jest karana i pracować w ratuszu może. Jeżeli w ciągu rocznego okresu trwania warunkowego umorzenia popełni podobne przestępstwo, ta sprawa zostanie jej odwieszona do ponownego rozpatrzenia.
     Przypomnijmy również, że w ubiegłym roku Emilia G. złożyła zaraz po wybuchu afery 14 lipca 2011 r. rezygnację z pracy na stanowisku skarbnika.
     Jednak od 22 sierpnia 2011 r. Emilia G. usiłowała zbudować wśród radnych swój obraz osoby poszkodowanej w sprawie, wręcz ofiary działań kasjerki. Skierowała 22 sierpnia 2011 r. do radnych Rady Miejskiej list. Czuję się osobą poszkodowaną przestępstwem dokonanym przez kasjerkę. Nie było ani braku działania kontrolującego pracę kasjerki ani braku nadzoru wpisanego w moje kompetencje. Oszustwa, jakich dokonała kasjerka dzięki możliwościom programu komputerowego były niemożliwe do zauważenia i wykrycia przeze mnie - informowała m.in. radnych.
     14 września 2011 r. Emilia G. wycofała rezygnację. Po 111 dniach, 12 grudnia 2011 r., w siedzibie prokuratury przyznała się do winy.
     Emilii G. biegł 3-miesięczny okres wypowiedzenia z funkcji skarbnika. W tym czasie burmistrz Leszek Duszyński zatrudnił ją nadal w wydziale finansowym. Przez ten czas odbierała pensję skarbnika, zajmowała się rachunkowością budżetową. Po okresie 3 miesięcy wypowiedzenia burmistrz planował nadal zatrudnić ją w ratuszu.
      ŁĄCZE
     Radny SLD Ryszard Strzelecki mówił podczas komisji finansów i budżetu 26 marca: - Rozumiem, że pan podjął decyzję w piątek. Burmistrz tłumaczył: - Tak, ale o której godzinie to nie wiem. Jeden z liderów lewicy miał żal do burmistrza, że w takim razie w piątek mógł on chociaż wykonać telefon do szefów klubów radnych, by ich poinformować, że pod wykropkowanym miejscem w uchwale kryje się już konkretny kandydat na skarbnika. Radny apelował o takie łącze z burmistrzem, by niektóre sprawy można było konsultować.
     - Wezmę to pod uwagę - usłyszeli radni.
     Z naszych informacji wynika jednak, że jeszcze w piątek Emilia G. nie dała ostatecznej konkretnej odpowiedzi burmistrzowi. Pozytywna odpowiedź pojawiła się dopiero w poniedziałek rano, 26 marca.
     BUDKA Z WARZYWAMI
     Radny PSL Paweł Molenda tłumaczył, że przecież skarbnikiem gminy mogłaby być osoba, która nie pracowała do tej pory w samorządzie. - Na pewno fachowców na terenie gminy jest tylu, że by się zgłaszali - mówił radny i dodał: - Pan tak ograniczył, żeby nikt tych dokumentów nie złożył. Tym warunkiem ograniczającym zainteresowanie konkursem miał być właśnie wymóg pracy w samorządzie, jaki stawiał przyszłemu skarbnikowi burmistrz.
     Leszek Duszyński był innego zdania. Uważał, że gmina Mogilno z budżetem ponad 80 mln zł i z 40 milionami złotych pozyskanych środków zewnętrznych oraz z ogromną ilością prowadzonych dużych inwestycji, musi mieć skarbnika, który temu podoła i będzie przygotowany do pracy. - Jeśli ktoś pracował w samorządzie, a ktoś inny jest głównym księgowym - no nie wiem w budce z warzywami, to nie sądzi pan chyba, że ja taką osobę wybiorę - mówił.
     - Zaczynamy mówić coś niepoważnego - kontrował radny Molenda. Mówił, że w budce z warzywami główny księgowy nie jest potrzebny. - No to w hurtowni z warzywami - rzucił inny przykład burmistrz Duszyński.
     KABARET
     Paweł Molenda przypomniał burmistrzowi, jak przed głosowaniem nad odwołaniem pani skarbnik pytał burmistrza, czy widzi możliwość współpracy z panią skarbnik. - Było ani be, ani me - przypomniał radny PSL-u.
     Paweł Molenda zaznaczył jednak podczas komisji, że zagłosuje za powołaniem pani Emilii na stanowisko skarbnika. - Panie burmistrzu, myślę że troszeczkę nas pan potraktował. No nie powiem jak. Zrobiliśmy z siebie kabaret. Odwołujemy, a za chwilę będziemy ją powoływać - mówił radny.
     - Nie podważam kompetencji pani skarbnik. Nie mam nic przeciwko kompetencjom pani Emilki. Tylko po co ten kabaret? - pytał radny.
     Nie zgodził się z tym radny Duszyński. Jego zdaniem, kabaret byłby wtedy, gdyby to on wnioskował 2 miesiące temu o odwołanie skarbnika, a teraz tę samą osobę chciałby powołać. Burmistrz przypomniał, że to Emilia G. sama złożyła rezygnację z pełnionej funkcji.
     ZAWIROWANIA EMOCJONALNE
     Inny radny PSL Przemysław Majcherkiewicz mówił, że on doskonale rozumie sytuację, w jakiej znalazł się burmistrz. Zwrócił jednak uwagę, że Leszek Duszyński zbyt późno przystąpił do tego, aby naprawić sytuację związaną z wydziałem finansowym. - Ta sprawa ślimaczyła się bardzo długo. Społeczeństwo oczekiwało od pana radykalnych cięć w tamtym okresie - mówił były wiceburmistrz. Uważał, że sprawa była długi czas pozostawiona sama sobie na zasadzie, że jakoś to będzie i sytuacja sama się rozwiąże.
Radny mówił, że burmistrz swoją decyzją stawia teraz radnych w sytuacji bez wyjścia, bo gmina bez skarbnika nie może funkcjonować. Jego zdaniem, jest to jednak sytuacja niekomfortowa, bo radni najpierw panią skarbnik odwołali, a teraz mają ją znowu powoływać.
     Według Leszka Duszyńskiego, cięcia radykalne były, jak chociażby rozstanie się z kasjerka Anną G., czy błyskawiczne powiadomienie prokuratury. Według burmistrza, na przeciągający się stan rzeczy z panią skarbnik wpływ miały też - jak to określił - zawirowania emocjonalne pani skarbnik, która raz składała rezygnację z pracy, potem ją wycofywała, co przesuwało wyjaśnienie całej sytuacji w czasie.
      NA PEWNO
     Wczoraj, w środę 28 marca na sesji burmistrz oficjalnie już poprosił radnych o przegłosowanie osoby Emilii G. na stanowisko skarbnika gminy. Przeprosił jednocześnie radnych za wykropkowane miejsce w uchwale, gdzie powinno być nazwisko.
     Teresa Kujawa spytała Emilię G., czy wyraża zgodę. Gdy ta potwierdziła, przewodnicząca raz jeszcze spytała:
     - Czy na pewno, mając żywo w pamięci informacje burmistrza o zawirowaniu emocjonalnym kandydatki.
     - Na pewno - odpowiedziała Emilia G.
     W głosowaniu 16 radnych było za powołaniem Emilii G. na tę funkcję. 4 radnych wstrzymało się od głosu: Przemysław Majcherkiewicz, Karol Nawrot, Karol Olejnik i Norbert Bembenek.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1050 (13/2012)

 

 

Komentarz

     Platforma nie ma zaplecza

     Czy Emilia G. powinna ponownie dostać szansę sprawowania funkcji skarbnika gminy Mogilno? Moim zdaniem nie. Przytoczę kilka powodów na potwierdzenie moich słów.
     Decyzją sądu, jest w okresie warunkowego umorzenia kary, jest w okresie rocznej próby. To nic, że nie jest to kara, która nie pozwala jej pracować. Moim zdaniem Emilia G. po całym ubiegłorocznym zamieszaniu powinna się cieszyć w ogóle z tego, że pracuje w ratuszu.
     Świadczy przeciwko niej prokuratorski zarzut, który dziś publikujemy na stronie 6. Ewidentnie wynika z niego, że będąc skarbnikiem gminy działała na szkodę wizerunku burmistrza, szkodę urzędników - kolegów z pracy. Będąc szefem wydziału finansowego nie wywiązywała się należycie z powierzonych jej obowiązków, jakie wynikają z nadzoru nad pracownikami.
     Zresztą - sama przyznała się do winy w prokuraturze.
     Kpiną z prawa, z całego ubiegłorocznego postępowania prokuratorskiego jest to, że Emilia G. ponownie stanęła na czele wydziału, gdzie narobiła tyle bałaganu.
     Rok próby powinien być czasem nauki i refleksji dla Emilii G. Tymczasem za to co zrobiła w ostatnich latach w wydziale finansowym - jak się okazuje zostanie jeszcze nagrodzona. Dobrą pracą i jeszcze lepszym wynagrodzeniem.
     To się nazywa poczucie sprawiedliwości społecznej.
     Jak dziś mają się czuć pracownicy tego wydziału, zwłaszcza ci, którzy ujawnili przed burmistrzem całą aferę finansową. Właściwie nie wiadomo po co to robili, skoro jeden z bohaterów afery wraca ponownie w glorii na to samo kierownicze stanowisko. Spytam wprost, jak ma się dziś czuć jeden z pracowników wydziału, dzięki którego determinacji można zawdzięczać ujawnienie całej afery.
     Jak dziś czują się inni pracownicy ratusza? Dlaczego są pracownicy równi i równiejsi w mogileńskim ratuszu?
     Staram się zrozumieć burmistrza, który miał nóż na gardle. Który ryzykował tym, że gmina straci wiele milionów złotych, jeżeli do końca marca nie będzie w ratuszu skarbnika.
     Dziś już wiemy, że pieniędzy gmina nie straci. Boję się, że straciła jednak coś o wiele cenniejszego - szacunek u wyborców.
     Rękę do tego przyłożyli w równym stopniu, i burmistrz, i radni.
     Każdy, kto był na wczorajszej sesji mógł zobaczyć na własne oczy. Radni nie mieli do Emilii G. żadnych pytań. Jakby nic w ubiegłym roku w mogileńskim ratuszu się nie wydarzyło.
     Szczyt obłudy i zakłamania.
     I na koniec jeszcze jedna rzecz. Tak naprawdę to rozumiem głosowanie opozycyjnego PSL i SLD. Ci radni wiedzą, że powrót Emilii G. na stanowisko skarbnika to od strony moralno-etycznej jest wsadzeniem burmistrza na minę. Rozumieją sytuację burmistrza, ale jeszcze bardziej własne zyski polityczne. Głupi byliby, gdyby takiej sytuacji nie wykorzystali.
     Opozycja z całego tego zamieszania wychodzi wzmocniona o jeszcze jedną ważną dla nich wiadomość.
Zaplecze intelektualne Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości jest w Mogilnie cieniutkie. Tak cienkie, że nie udało się burmistrzowi Duszyńskiemu znaleźć nikogo, kto chciałby zostać, nadawałby się i mógł zostać skarbnikiem gminy.
     To chichot historii, że burmistrz Duszyński nie miał wyboru i musi nadal współpracować ze skarbnikiem, który swe szlify zbierał jeszcze w czasach burmistrza Łaganowskiego.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1050 (13/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości