Reklama

Losy kuriera Tadeusza, który uratował życie Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu

Mamy połowę lat trzydziestych. Dwudziestoletni Jan Jeziorański z Warszawy i dziesięć lat od niego starszy Tadeusz Wesołowski z Olszy pod Mogilnem mieszkają razem w akademiku przy Wałach Leszczyńskiego w Poznaniu. Po wojnie ta ulica nazywała się Stalingradzka, a akademik nosił nazwę komunistki Hanki Sawickiej. Dziś jest to DS Hanka przy alei Niepodległości. Obaj studenci zaprzyjaźniają się. Jan studiuje ekonomię, Tadeusz - prawo. Po studiach pracują niedaleko siebie. Jan jest młodym pracownikiem naukowym na wydziale prawno-ekonomicznym i jako starszy asystent rozpoczyna karierę naukową w neorenesansowym Collegium Iuridicum. Do Okręgowej Dyrekcji Kolei Państwowych w Poznaniu ma 6 minut piechotą. Tam, w pięknym neobarokowym gmachu urzęduje jako radca prawny Tadeusz.

Wybucha II wojna światowa. Obaj - niezależnie od siebie - trafiają do tej samej podziemnej pracy. Tadeusz znika z Wielkopolski. Korzystając z wywózek przedostaje się na Podhale, gdzie nikt go nie zna i w razie wpadki nie narazi rodziny z Olszy. Kursuje jako jeden z kurierów podziemia, zapewniającego łączność kraju z władzami emigracyjnymi. W artykule, jaki dziś publikujemy, nie ma informacji, ile razy jeździł do Budapesztu, ile razy do Miluzy, jakie miał przygody. Jest to na pewno temat na osobny artykuł, a może nawet na pracę naukową. Wszak kurierzy to była arystokracja podziemia. Czytaliśmy książki Kazimierza Leskiego, Jerzego Lerskiego (kto nie czytał - najwyższa pora!). O 37 kurierach tatrzańskich opowiada się legendy, a o najsłynniejszych: Helenie Marusarzównie, Stanisławie Marusarzu, Józefie Krzeptowskim - dzieci się w szkołach z książek uczą.

Tadeusz Wesołowski pracował najpierw na trasie do Budapesztu, więc najprawdopodobniej również był kurierem tatrzańskim - nie ma go jednak w sporządzonym przez Wincentego Galicę spisie. Może kursował na trasie przez Pieniny? Może przez Beskid Niski (stacja Wróblik Szlachecki - Polany Surowiczne - Jasiel - stacja Medzilaborce)? Ta część jego wojennej historii na pewno jest warta odszukania i opublikowania.

Reklama

Jego szefem był Adam Smulikowski, pseudonim Kotwicz, który - zdekonspirowany - odprawiony został na stałe do Londynu. Nie dotarł tam, uznano, że najlepiej się sprawdzi jako ogniwo siatki przerzutowej w Szwajcarii. Po tej dekonspiracji także Tadeusza Wesołowskiego odwołano z Podhala i przerzucono na szlak przez Niemcy do Miluzy - francuskiego miasta położonego u stóp Wogezów, przy styku granic Szwajcarii i Niemiec.

Kilkudziesięcioma ludźmi pracującymi w wydziale łączności zagranicznej Oddziału V Komendy Głównej ZWZ-AK kierowała  Emilia Malessa. Wydział nosił kryptonim Zagroda, ale aby nie ułatwiać komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa pracy, Jan Jeziorański - pseudonim Nowak - w swej książce nazwał ją Załogą. Kurierzy mieli przetarte trzy trasy: do Budapesztu przez Słowację, do Miluzy przez Rzeszę i do Sztokholmu przez Bałtyk. Kurier z Olszy to zawodowy konspirator. Nie było tak, że ktoś mu dał do przewiezienia papiery i - radź sobie chłopie. Jeździł wiele razy, wpadł dopiero, gdy posłano go z misją do Gdyni z papierami dla wracającego ze Sztokholmu kolegi ze studiów - Jana Jeziorańskiego. Tadeusz nie dowiózł mu dokumentów. Jeziorański na szczęście nie wracał przez Gdynię, lecz przez Szczecin. To się tak ładnie pisze, ale przeczytajcie w jego książce Kurier z Warszawy o wszystkich perypetiach i przypadkach, dzięki którym bez tych dokumentów wrócił bezpiecznie do Warszawy. Tymczasem przewieziony do więzienia w Inowrocławiu kurier Tadeusz został rozpoznany przez folksdojcza z obsługi więziennej, który znał go sprzed wojny - przecież z Mogilna do Inowrocławia jest żabi skok!

Reklama

Uratował się, opowiadając o Kotwiczu, o którym wiedział, że jest bezpieczny, a Gestapo uznało, że wydobyło z niego to, co wiedział. Trafił do Mauthausen, wyzwolili go Amerykanie, zamieszkał w Anglii. Jego kolega ze studiów - Jan Jeziorański - wiedział, że ten, kto mu wiózł papiery wpadł. Ale o tym, że był to Tadeusz Wesołowski - dowiedział się dopiero w styczniu 1945 roku w szwajcarskim Bernie od... Kotwicza.

Tadeuszowi w czasie ciężkiego przesłuchania pokazywano fotografię, którą wiózł. Był na niej Jan Kwiatkowski, który miała twarz Jana Jeziorańskiego. Wiedział już, że przemycał papiery swemu przyjacielowi z akademika, więc gdy 22 lutego 1948 roku w Bolton usłyszał z brytyjskiego radia swoją historię z ust jakiegoś Jana Nowaka, coś mu się nie zgadzało. Napisał list do BBC. Przyjaciele spotkali się po latach.

Reklama

W latach 70-tych przyjazd z Londynu do kraju dawnego AK-owca był już mniej niebezpieczny, niż wcześniej. Czy we wniosku o polską wizę przyznał się do działalności w AK? Wątpię. Wniosek zapewne leży w IPN-ie, warto sprawdzić. Artykuł Pawła Lachowicza, który publikujemy w tym numerze, zwraca uwagę na jeszcze jeden niezwykły element biografii Kuriera z Olszy. W latach 70-tych był znów kurierem - tym razem z Londynu do kraju. Uzyskane w Londynie materiały o działalności polskiego podziemia dostarczał pracownikom naukowym, zajmującym się okupacją. Komu? Nie wiemy! Mamy następny temat badawczy! Na referat dla studenta wydziału historii, a może nawet na pracę magisterską? Dla Tadeusza Wesołowskiego konspiracja i kurierska służba trwały do końca życia. 

Mamy dziś w Mogilnie ulicę Tadeusza i Antoniego Wesołowskich. Z jednej strony - przykro, że Kurier z Olszy nie ma ulicy, która upamiętniałaby tylko jego. Z drugiej - jego dbałość o dobro rodziny, o to, aby bratu i siostrom nie zaszkodzić ujawnieniem, że mają w rodzinie konspiratora o przeszłości źle widzianej za czasów komuny - nasuwa przypuszczenie, że cieszyłby się z tego, że jest na tabliczkach razem z bratem. Z trzeciej strony - wspólne uwiecznienie prawdziwego bohatera walki z faszyzmem oraz przewodniczącego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Mogilnie i zarazem szefa wojewódzkich struktur ZSL, posła na sejm PRL - czyli osoby będącej częścią nomenklatury i trybem aparatu władzy, dla której AK to byli "antypolscy faszyści" - jest gorzką pointą losów tego pokolenia. To z kolei jest temat na rozprawkę dla licealistów, pisaną w ramach zajęć "Historia i teraźniejszość": "Czy nazwanie jednej z mogileńskich ulic imieniem Tadeusza i Antoniego Wesołowskich uważasz za dobrą decyzję radnych?" Argumentów i za, i przeciw nie zabraknie.

Reklama

A gdy będziecie iść od Collegium Novum w Poznaniu wzdłuż alei Niepodległości, o którą to niepodległość, narażając się na setki niebezpieczeństw walczyli kurierzy z Zagrody, miniecie najpierw piękny neobarokowy gmach, w którym pracował Tadeusz Wesołowski, a potem - mocarstwową kolumnadę wybudowanego w 1932 roku Uniwersytetu Ekonomicznego. Za światłami skręcicie w stronę pomnika Poznańskiego Czerwca - relacjonowanego zza żelaznej kurtyny przez Jana Jeziorańskiego - już jako Jana Nowaka, dyrektora Radia Wolna Europa. O powrót do kultury politycznej tej Europy - Wolnej Europy - walczyli najlepsi przedstawiciele pokolenia kurierów: Jana i Tadeusza oraz dwóch następnych. Powrót skąd? Z kultury totalitaryzmu, przemocy i fałszu, jaka ogarnęła Polskę na kilkadziesiąt lat. Potem macie już tylko kilkadziesiąt kroków do Collegium Iuridicum, gdzie Jan Jeziorański pracował jako starszy asystent. W 2010 roku jego wydział przeniesiono w inny punkt alei Niepodległości, pod numer 53, gdzie w postmodernistyczny budynek uniwersytecki zamieniono dawne pruskie koszary. Zanim jednak w to miejsce dojdziemy, miniemy pod numerem 26 zbudowany w stylu polskiego empiru (rok 1929) dom studencki w którym poznali się: Jan Jeziorański z Warszawy i dziesięć lat od niego starszy Tadeusz Wesołowski z Olszy.  

Dominik Księski

Reklama

Pałuki i Ziemia Mogileńska, nr 18/2022

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości